Fot. sxc.huNie odkryję Ameryki, jeśli stwierdzę, że większość z nas chciałaby mieć partnera z dużym poczuciem humoru. W różnego rodzaju badaniach określających jakie cechy marzą nam się u idealnego partnera, na pierwszym miejscu zazwyczaj pojawia się właśnie duże poczucie humoru.

Lubimy przebywać w towarzystwie takich osób, gdyż nie tylko możemy dzięki nim dobrze się bawić, ale również dzięki pogodzie ducha takich osób, łatwiej jest nam radzić sobie z życiowymi trudnościami.

Humor pomaga nam, gdy w naszych relacjach z najbliższymi pojawiają się problemy. Stanowi on dobry sposób na radzenie sobie z kłótniami. Gdy kłócimy się z kimś, to wtedy i my i druga osoba wchodzimy w bardzo silne negatywne emocje. A wtedy możemy powiedzieć lub zrobić coś, czego będziemy potem długo żałować. Jeśli w takiej sytuacji zastosujemy humor, aby rozładować napiętą sytuację, to wtedy możemy uniknąć takiego ryzyka. Oto dwie proste techniki, które mogą nam w tym pomóc.

Technika pierwsza

Pierwsza z nich polega na przedrzeźnianiu drugiej osoby. Zamiast odpowiadać na jej ataki atakami, na jej słowa odpowiadamy dokładnie powtarzając jej słowa. Gdy ktoś nam mówi „Jesteś niepoważny” odpowiadamy „Jesteś niepoważny”, gdy nam mówi „Przestań mnie przedrzeźniać” odpowiadamy „Przestań mnie przedrzeźniać”. Zastosowanie tej techniki przynosi najczęściej dwa efekty. Druga osoba albo w końcu przestaje się z nami kłócić, bo dostrzega komizm całej sytuacji, albo dochodzi do wniosku, że nie ma sensu się z nami kłócić i też kończy kłótnię. W obydwóch sytuacjach udaje się uniknąć eskalacji kłótni.

Technika druga

Druga technika polega na tym, aby jeśli jesteśmy źli na jakąś osobę, to możemy wyobrazić ją sobie w jakieś zabawnej sytuacji, że np. siedzi w ubikacji, biega nago na ulicy, ma na głowie zawiązane śmieszne kokardki. Pozwoli nam to zdystansować się od negatywnych emocji, jakie żywimy do tej osoby.

Powyższy tekst jest fragmentem darmowej książki „Terapia śmiechem. Jak rozwijać poczucie humoru”.
Pełną wersję książki można można znaleźć na stronie autora.

www.aleksanderlamek.pl

Skomentuj