The Ultimate Fighter 10 - Amerykański SenZdobycie zawodowego kontraktu i co najmniej trzykrotny występ na oficjalnej gali UFC oglądanej przez miliony ludzi – taką szansę daje program The Ultimate Fighter amatorom, chcącym sprawdzić się w świecie walki. Dziesiąta odsłona tego show jest kwintesencją idei spełnienia amerykańskiego snu. W sezonie tym, poza daniem drugiej szansy byłym zawodnikom UFC, bracia Fertitta otwierają drzwi sportowcom zupełnie niezwiązanym ze sztukami walki, sportowcom zaczynającym swoją przygodę z MMA oraz pewnemu panu, znanemu z walk ulicznych.

Dwa rywalizujące ze sobą teamy prowadzone są przez dwóch byłych mistrzów UFC kategorii Light-Heavy (do 93kg)- Quintona „Rampage” Jacksona i Rashada „Suga” Evansa. Pikanterii turniejowi dodaje fakt, że obaj trenerzy bardzo się nie lubią i w niemal każdym odcinku kłócą się tak zawzięcie, że bezpośrednie starcie wisi w powietrzu.

Trener czy talent?

Do dzisiaj miało swoją premierę siedem odcinków, a zatem i siedem walk obecnego sezonu TUF, w których z czternastu zawodników wyłoniono siedmiu. Do rozegrania pozostała ostatnia walka, która uzupełni grono ćwierćfinalistów. I tutaj pojawia się niespodzianka: wszyscy dotychczasowi zwycięzcy są z jednego zespołu prowadzonego przez Evansa! W historii show tylko raz udało się do ćwierćfinału wprowadzić siedmiu zawodników jednego teamu, a Rashad ma szanse pobić ten rekord wprowadzając jeszcze zawodnika numer 8. Zdarzenie to miało miejsce w czwartym sezonie kiedy tego wyczynu dokonał Team Mojo. Trzeba jednak przypomnieć, że zasady czwartego TUF znacznie różniły się od obecnych – trenerzy byli wspólni, a wszyscy uczestnicy byli zaprawionymi w boju weteranami UFC.

Skąd więc taka skuteczność zawodników jednego zespołu? Czy każdy z nich był lepszy od zawodników Teamu Rampage? Nie sądzę. Czy wpływ miał odpowiedni wybór par walczących ze sobą zawodników? Z całą pewnością tak. Czy pomogło pełne zaangażowania podejście trenera do podwładnych oraz elementy treningu mentalnego – na pewno tak!

Tutaj właśnie wyraźnie można dostrzec różnice pomiędzy oboma trenerami. Rampage ma trudności z nawiązaniem kontaktu z podwładnymi, od początku faworyzował jednego z nich, a późniejsze porażki powodują niesamowitą wręcz frustracje byłego mistrza. Ponieważ w tle programu cały czas znajduje się planowana walka pomiędzy oboma trenerami (miejmy nadzieje, że mimo deklaracji Quintona o przejściu na zawodniczą emeryturę walka ta się odbędzie), Rampage nie może znieść porażek swoich zawodników z fighterami swojego największego rywala. Nie wspiera swoich zawodników, nie angażuje się, a po przegranych walkach nawet nie wchodzi do ringu by pocieszyć swoich podopiecznych! W internecie można nawet znaleźć głosy zawodników jego teamu, że na treningi zdarza mu się przychodzić z książkami z kursu aktorstwa!

Inną sprawą są raczej niewielkie umiejętności trenerskie Jacksona – można było to już zaobserwować podczas siódmego sezonu TUF, w którym prowadzony przez niego zespół wprowadził do ćwierćfinałów zaledwie dwóch na ośmiu zawodników…

Nowym Ultimate Fighterem zostaje…

Nie, nie Kevin „Kimbo Slice” Ferguson – początkujący fighter MMA (4-1), szerzej znany z ustawianych, nielegalnych walk na gołe pięści (nieoficjalny rekord w tej dziedzinie 7-1). Największa medialnie gwiazda obecnej edycji TUF, mimo niezwykłej pozytywnej osobowości nie sprostała weteranowi i mistrzowi obecnie niedziałającej już organizacji International Fight League Royowi Nelsonowi (13-4).

Mimo swej siły, odporności na ciosy i doświadczenia w stójce, Kimbo sprowadzony do parteru okazuje się być bezradny niczym małe dziecko. Nie znając technik unikania poddań i zrzucenia z siebie przeciwnika „Slice” dwukrotnie został zablokowany techniką krucyfiksu i otrzymał serię w sumie kilkudziesięciu uderzeń w głowę. Widząc bezradność Kimbo w wydostaniu się z chwytu, sędzia zmuszony został przerwać pierwszą walkę Kimbo w TUF i zdecydować o odpadnięciu z show faworyta. Wszystkich fanów ex-streetfightera pragnę jednak uspokoić – ze względu na swoją popularność Kimbo jest z całą pewnością pierwszym rezerwowym i to jemu przypadnie udział zmiennika, jeśli dojdzie do jakiejś kontuzji uniemożliwiającej występ któremuś z ćwierćfinalistów.

Kto zatem zdobędzie tytuł? Poziom jest całkiem wyrównany i zdecydowanie więcej będzie można powiedzieć po pierwszych walkach kolejnej rundy. Niewątpliwie Nelson – pogromca Kimbo ma na to spore szanse, dysponuje bowiem doświadczeniem, którego w większości brakuje pozostałym ćwierćfinalistom. Nie bez szans jest John Madsen (2-0) – doświadczony zapaśnik, który w swojej pierwszej walce wykazał się taką biegłością w ground’n’pound, że jego przeciwnikowi trzeba było założyć ponad 200 szwów by zszyć ranę na czole, przez którą widać było kości czaszki.

Dalej mamy Jamesa McSweeney’ego (3-4) – pierwszy typ Evansa do teamu, z doświadczeniem ponad 140 walk w Muay Thai i kickboxingu. Nieźle zaprezentował się także Brendan Schaub (4-0), były zawodnik futbolu amerykańskiego, zwyciężając swoją pierwszą walkę duszeniem „anakondą”. Dwaj kolejni zawodnicy zwyciężyli starcia w pierwszej rundzie duszeniami i swoim zaangażowaniem i podejściem również pokazali, że będą się dalej liczyć w turnieju.

To wszystko, planowana ostatnia walka eliminacyjna, w której wystąpi mierzący prawie dwa metry Marcus Jones z drużyny Rampage Jacksona i ciągłe potyczki słowne pomiędzy trenerami powoduje, że nowa edycja TUF wcale nie jest mniej ciekawa od poprzedniej. Z pewnością nie rozczaruje fanów zarówno Ultimate Fightera i MMA i z całą pewnością pomoże poznać nową, świeżą krew UFC, którą już w grudniu tego roku będzie można oglądać na galach.

Autor: Michał Wiśniewski (Mevv)
Powyższy artykuł pochodzi z darmowego magazynu Ring

www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html

Skomentuj