Home > Sporty walki

Sporty walki po polsku

Sporty walki prą do przodu niczym lokomotywa. Moim zdaniem jest tylko kwestią czasu, kiedy rozjadą jak walec drogowy inne konkurencje sportowe. Krew, pot, adrenalina, rywalizacja, walka – to jest to, czego szukają w dzisiejszych dniach kibice. A co da więcej krwi, potu i adrenaliny niż MMA?! Spójrzmy za wielką wodę do USA, w których moim zdaniem, ten sport rozwija się najlepiej i najszybciej, czego przykładem jest fenomen UFC.

Organizacja ta zarabia na walkach MMA olbrzymie pieniądze, ale i olbrzymie pieniądze w ten sport inwestuje. Mało kto wie, że w chwili obecnej zyski płynące ze sprzedaży biletów i praw do transmisji TV przeskoczyły już tak „amerykańskie” sporty jak baseball, golf i wielkimi krokami zbliżają się do footballu i boksu. Ale zysk płynący z walk MMA, to też koszulki, płyty DVD, figurki, karty kolekcjonerskie i mnóstwo, mnóstwo innych gadżetów.

Czy podobnie może być w Polsce?! Czy można w naszym pięknym, nadwiślańskim kraju zarabiać dobre pieniądze na sportach walki?! Powoli chyba można skłaniać się do odpowiedzi twierdzącej. Czego najlepszym przykładem są pionierzy, a co ciekawe za razem weteranami w naszym kraju, czyli federacje KSW czy Angels of Fire . Ale nie o tym chciałem pisać. Bardziej chciałem spojrzeć na imprezy w naszym kraju z pozycji tak zwanego „backstage`u” (słowo, którego strasznie nie lubię, ale jest tu chyba najbardziej adekwatne) oraz całej otoczki biznesowo-reklamowej i porównać je z imprezami za granicą. Wielokrotnie miałem okazję bywać na imprezach w Europie, jak i za Wielką Wodą. Jedynie na temat imprez w Kraju Kwitnącej Wiśni mogę oprzeć się na relacji kilku znajomych osób.

Hotel, zakwaterowanie, catering…

Jeśli chodzi o kwestię hotelowo-mieszkalną, to miałem okazję spać i w totalnych ruderach, samochodzie, ale i w sześciu-gwiazdkowym hotelu na plaży na Cyprze. W porównaniu do moich wojaży po galach na Świecie i Europie w roli członka teamu, bądź jako zaproszony gość, to muszę przyznać, że na tym tle nasi Polscy organizatorzy wypadają naprawdę nieźle. Natomiast jeśli chodzi o catering i wyżywienie zawodników, to na głowę bijemy większość organizatorów w Europie i na Świecie. Tak naprawdę dobrze, smacznie i do syta mogłem najeść się tylko w Las Vegas (K-1 GP USA), na Cyprze (impreza organizowana przez tureckiego promotora Tarika Solaka) no i oczywiście w Płocku na Angels of Fire. Ale generalizując my, jako Polacy nie mamy w tej materii czego się wstydzić. Nasza słynna „polska gościnność” nie jest mitem. Myślę, że większość promotorów czy zawodników będzie miała podobne zdanie do mojego, choć jak to cały czas zaznaczam, jest to moje subiektywne zdanie i opinia.

Bezpieczeństwo i zachowanie na trybunach…

I tutaj zaczynają się schody. U nas jest z tym tragicznie! I to nie ze względu na złą organizację, niedopatrzenia organizatorów, ale ze względu na chamstwo i często bezczelne zachowanie nas, kibiców. Oczywiście nie generalizuję, ale niestety są jednostki, które bardzo negatywnie wpływają na wizerunek nas, Polaków jako kibiców. Najbardziej mnie drażni to, co często ma miejsce, jak to się ładnie nazywa „wkręcanie się” na imprezę. Polak ma taką naturę, że będzie kombinował (tylko w języku polskim istnieje takie słowo), by nie zapłacić tych dziesięciu, piętnastu złotych za wstęp. Czasem przybiera to tak kuriozalne formy, że „wykombinowanie” wkręcenia się kosztuje więcej niż sam bilet!!! Pamiętajmy, że próbując wejść bez biletu okradamy nie tylko organizatorów, ale i zawodników. A tego chyba nikt z nas nie chce.

Przyszedł mi na myśl taki prosty przykład. Na jednej z gal w Austrii zaintrygowało mnie to, że praktycznie nie było ochrony. Oczywiście wymogi unijne nakładają na organizatora pewne obowiązki i takowa ochrona była, ale praktycznie nie widoczna. Panowie byli rozlokowani w strategicznych punktach i mieli interweniować tylko w nagłych przypadkach, których oczywiście na imprezie nie było. Bilety sprawdzały młode dziewczyny w asyście młodych chłopaków (nie były to typy bez szyi), a kibice grzecznie czekali na swoją kolej. Co więcej, na tyłach budynku, w którym się odbywała impreza były drzwi wyjścia awaryjnego. Z wejścia tego korzystała stacja TV, służby medyczne i catering. Przy tych drzwiach nie było nawet jednego ochroniarza! Myślicie, że ktoś próbował wejść tymi drzwiami bez biletu?! Otóż nie. Nikomu to nawet do głowy nie przyszło, a nawet jeśli przyszło, to planu tego nie wprowadził w życie. Czy doczekamy takich czasów u nas!?

Kolejny przykład, tym razem z gali K-1 w Las Vegas. Jak wiadomo, nie wolno na imprezy FEG (na UFC zresztą też) wnosić kamer, ani profesjonalnych aparatów jeśli nie mamy akredytacji prasowej. Nie wolno używać wulgarnego języka i obraźliwych gestów. Podobnie jak to było w Austrii, ochrona imprezy nie rzucała się w oczy. Ale to, co mnie zaskoczyło najbardziej, to starsza pani (na oko 60 letnia) w uniformie z napisem SECURITY. Trochę mnie to śmieszyło, ale tylko do czasu. Pani o której mowa akurat zajmowała się sektorem, w którym siedziałem ja. Miałem tę nieprzyjemność, że dwa rzędy za mną siedział pewien jegomość, który zachowywał się dosyć głośno. W pewnym momencie zaczął naprawdę przeszkadzać i do akcji wkroczyła starsza pani z ochrony. Kiedy mocno rozbawiony i hałaśliwy jegomość spostrzegł, że owa „security woman” podąża w jego kierunku z groźną miną, głośno przeprosił i siedział spokojnie już do końca imprezy. Niestety, u nas taka pani zostałaby w najlepszym wypadku wyśmiana, ale najprawdopodobniej dostałoby się jej kilka długich i jej interwencja nie przyniosłaby żadnego skutku.


Ernesto Hoost i Paweł Słowiński – backstage K-1 GP USA

Bardzo nie podoba mi się zachowanie kibiców na naszych rodzimych imprezach. Częste „popisy” podchmielonych gości, najczęściej nie mających pojęcia o sportach walki i teksy w stylu: „zaj…. mu”, „napie… chama” itp. są naprawdę poniżej poziomu wszelkiej krytyki. Pojawienie się ochroniarza i zwrócenie uwagi najczęściej zaognia tylko sytuację, gdyż podchmielony jegomość pragnie w praktyce sprawdzić to, czego się właśnie naoglądał.

Szanowni Państwo! Apeluję, mamy zawodników na światowym poziomie. Nie odstają od światowej czołówki nawet na milimetr. Postarajmy się nasze zachowanie i kibicowanie dostosować do ich poziomu, a nie do poziomu bójek pod barem piwnym.

Artykuł ten pragnę pozostawić otwarty, gdyż w kolejnym numerze magazynu chciałbym jeszcze opisać kilka spraw związanych z różnicami organizacyjnymi pomiędzy Polską a zagranicą. Zapraszam do lektury!

Autor: M.K
Powyższy artykuł pochodzi z darmowego magazynu Ring

www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html

Skomentuj

Komentarze (1)

  1. Marcin pisze:

    Ciekawy artykuł, oczywiście również przyłączam się do końcowego apelu autora odnośnie dostosowania Swojego zachowania do sytuacji i poziomu „sportu” jaki chcemy oglądać.. Niestety krzyki i teksty opisane w artykule („zaj…. mu”, „napie… chama”)zdarzają się cały czas, przykład gale KS..
    – Pozdrawiam http://MojaDietaNaMase.pl