Fot. sxc.huJeśli nasze poczucie humoru ma być pełne, koniecznie musimy nauczyć się śmiać z samych siebie. Ta umiejętność może okazać się bardzo przydatna w wielu życiowych sytuacjach, gdy coś nam nie wyjdzie. Wtedy zamiast wpadać w kiepski nastrój możemy spojrzeć na taką sytuację z humorem.

Oto jak można to zrobić na przykładzie publicznych wystąpień. Dla wielu ludzi występowanie przed większą grupą jest zadaniem stresującym.

Najczęściej obawiamy się, że coś nam nie wyjdzie i się skompromitujemy, a widzowie będą się z nas śmiali. Wynikający stąd stres możemy zredukować, jeśli sobie postanowimy, że taka wpadka wcale nie musi być czymś złym. Jeśli widownia będzie się z nas śmiała, to tak naprawdę spełnimy dobry uczynek – uda nam się ją rozbawić. Ponadto możemy spróbować uświadomić sobie, że nasza ewentualna wpadka może być też zabawna dla nas (będzie co opowiadać wnukom).

Gdy już dojdzie do wpadki

Gdy już dojdzie do wpadki, starajmy się nią za bardzo nie przejmować. Zamiast martwić się, że zrobiliśmy coś źle, próbujmy potraktować całe wydarzenie jako coś zabawnego, z czego możemy się śmiać.

Jeżeli starczy nam odwagi, możemy zacząć opowiadać o swoich wpadkach innym. Tu jednak ważna uwaga. Trzeba pamiętać, że celem ich opowiadania nie jest pokazanie naszej niezaradności czy też nieporadności. Celem jest to, aby pokazać innym, że jesteśmy normalnymi ludźmi, i tak jak każdy człowiek popełniamy błędy, z których potrafimy się jednak śmiać.

Zanim zaczniemy komuś opowiadać swoje przygody, warto zastanowić się, czy ta osoba nie wykorzysta tego przeciw nam. Niestety są ludzie, którzy żerują na wyśmiewaniu się z innych. Tak więc, jeśli natkniemy się na takie osoby, wtedy lepiej tego nie robić.

Opowiadanie o naszych wpadkach może być szczególnie cenne wtedy, gdy komuś innemu przydarzy się jakaś niemiła sytuacja. Jeśli osobę taką zaczną wtedy gnębić negatywne myśli (np. jestem do niczego), to możemy ją podnieść na duchu, opowiadając o naszych własnych „osiągnięciach”. Wtedy taka osoba zobaczy, że popełnianie błędów jest czymś naturalnym.

Poniżej prezentuję kilka „przerażających” sytuacji z mojego życia, z których jestem w stanie się śmiać.

Jestem osobą, która przez wiele lat nosiła krótkie włosy. Średnio raz w miesiącu chodziłem do fryzjera, gdzie moje włosy fryzjer maszynką strzygł na krótko. Kosztowało mnie to 20 złotych, co wydawało mi się kwotą dosyć dużą. Kiedyś będąc w supermarkecie, zauważyłem promocję elektrycznych maszynek do strzyżenia, kosztujących niecałe 30 złotych. Pomyślałem sobie, że jeśli kupię sobie taką maszynkę, to po półtora miesiąca jej koszt mi się zwróci, gdyż nie będę musiał chodzić do fryzjera.

A więc ją kupiłem. Jak tylko wróciłem do domu, to postanowiłem ją sprawdzić, gdyż zbliżał się już termin wizyty u fryzjera.

Na początku wszystko szło dobrze. Udało mi się maszynką ostrzyc włosy z przodu głowy. Jednak do następnej partii włosów maszynka okazała się już za słaba. W rezultacie miałem na głowie dosyć ciekawą fryzurę – z przodu bardzo krótkie włosy, a na czubku głowy i z tyłu długie. Wyglądało to całkiem zabawnie, aczkolwiek mi wcale do śmiechu nie było.

Ponieważ nie miałem odwagi wyjść w takiej fryzurze na dwór (wy chyba też byście w niej nie wyszli), wiec nie pozostało mi nic innego, jak tylko wziąć nożyczki i nimi ściąć resztę włosów. W rezultacie strzyżenie, które miało mi zająć 15 minut, trwało 1,5 godziny. Ale byłem wściekły!

Ale to jeszcze nie koniec historii. Gdy po tej przygodzie moje włosy odrosły, skruszony postanowiłem pójść już do prawdziwego fryzjera. Gdy usiadłem na fotelu i fryzjerka zabrała się za moje włosy, zobaczyła, że coś było przy nich robione i spytała mnie o to. Ponieważ wtedy nie miałem odwagi opowiedzieć jej mojej przygody z włosami, więc udawałem, że nie mam pojęcia o czym ona mówi. Nic nie dała po sobie poznać, ale podejrzewam, że mi ani trochę nie uwierzyła…

Lubię biegać, aczkolwiek z wrodzonego lenistwa nie robię tego regularnie. Pewnego dnia postanowiłem sobie właśnie pobiegać. Zacząłem się przebierać w odpowiedni strój do biegania – krótki rękawek i krótkie spodenki. Ponieważ robiłem to będąc myślami gdzieś indziej, więc nie zwróciłem uwagi na to, jakie ubrałem buty. Gdy wyszedłem z mieszkania i szedłem korytarzem, nagle zdałem sobie sprawę, że mam na sobie eleganckie buty do garnituru, a nie obuwie sportowe. Wyglądałem w nich naprawdę całkiem zabawnie. Zanim ktoś zdążył mnie zobaczyć w tym stroju, szybko wróciłem do mieszkania i zmieniłem buty.

Codzienne zakupy często robię w lokalnym sklepie samoobsługowym. Przy wejściu znajdują są metalowe koszyczki, które się bierze i do których wkłada się kupowane produkty. Po zapłaceniu przy kasie koszyczki odstawia się, a zakupy przekłada do torby lub reklamówki. Pewnego razu przez roztargnienie zapomniałem to zrobić i ze sklepowym koszykiem poszedłem do domu. Dopiero gdzieś w połowie drogi zdałem sobie z tego sprawę. Szybko wróciłem do sklepu i nie zauważony przez nikogo, odłożyłem koszyk na swoje miejsce. Nieźle się wtedy spociłem, myśląc, co będzie, jak ktoś z pracowników sklepu mnie nakryje i oskarży o kradzież koszyka. Jeszcze bym trafił do więzienia!

Twoja kolej

A teraz drogi czytelniku kolej na ciebie! Weź kartkę i wypisz swoje wpadki. Jak już to zrobisz, postanów, że przynajmniej jedną z nich postarasz się komuś w najbliższym czasie opowiedzieć.

Jeśli nie masz nikogo takiego, opowiedz ją sobie samemu na głos. Na pewno się nieźle uśmiejesz!

Powyższy tekst jest fragmentem darmowej książki „Terapia śmiechem. Jak rozwijać poczucie humoru”.
Pełną wersję książki można można znaleźć na stronie autora.

www.aleksanderlamek.pl

Skomentuj