Pomieszane sztuki walkiInspiracją do napisania tego artykułu była dla mnie walka, którą ostatnio miałem okazję obejrzeć. Wirtuoz walki w parterze Shinya Aoki spotkał się z typowym zawodnikiem technik stojących – Yuichiro Nagashimą w walce na specjalnych zasadach, w której pierwsza z rund podlegała zasadom K-1, a druga i zarazem ostatnia zasadom MMA. Mistrz federacji Dream – Aoki w rażący sposób pokazał swoją jednowymiarowość.

W trakcie rundy K-1 walcząc w stójce, w najmniejszym stopniu nie był w stanie zagrozić przeciwnikowi, a w rundzie drugiej (dopuszczającej walkę w parterze), zgodnie z przewidywaniami Nagashimy i wszystkich widzów tego pojedynku na planecie Ziemia, natychmiast ruszył po obalenie i zatrzymany kolanem Nagashimy stracił przytomność w czwartej sekundzie drugiej rundy. Starcie dwóch odmiennych stylów wypadło tym razem na korzyść stójki, jednak wszyscy pamiętamy, jak niesamowity jednowymiarowy grappler o nazwisku Gracie bez problemów pokonywał stójkowiczów na pierwszych galach UFC.

Wszyscy doskonale wiemy, że bycie mistrzem w stójce czy w technikach parterowych nie czyni z zawodnika fightera MMA w pełnym tego słowa znaczeniu. Ważne jest, by w każdej z płaszczyzn radzić sobie tak samo dobrze. Wszechstronność utrudnia rywalowi rozpracowanie zawodnika i pozwala mu zmieniać płaszczyznę walki w zależności od przebiegu starcia. Aoki jest jednym z niewielu grapplerów których znam, którzy tak haniebnie zaniedbują techniki walki w stójce i są przez to tak bardzo jednowymiarowi. Przyjrzyjmy się mistrzom federacji UFC i Strikeforce. Sklasyfikowani przeze mnie, jako „stójkowicze” lub „parterowicze” niejednokrotnie rozpoczynali swoją przygodę ze sztukami walki od stylu wyraźnie odbiegającego od obecnie preferowanego. Zobaczmy jak się rozwinęli…

Stójkowicze

W tej kategorii prym wiedzie Anderson Silva – mistrz wagi średniej UFC. Fenomenalny i w pełni ukształtowany zawodnik MMA, znany głównie z technik Muay Thai rozpoczął swoją przygodę ze sztukami walki od Taekwon-do. Szybko zdobył czarny pas i rozpoczął treningi w Capoeirze i właśnie w Muay Thai (w wieku 16 lat). Stosunkowo późno (bo w 2006 roku) zdobył czarny pas w BJJ, ale mimo jego mistrzostwa w tej sztuce rzadko udaje się go zobaczyć w parterze. Te umiejętności jednak pozwoliły mu ostatnio obronić pas, a więc wygrać w ostatniej rundzie duszeniem trójkątnym przegrywaną na punkty walkę z Chaelem Sonnenem. W poprzednich latach Brazylijczykowi również zdarzały się wygrane przez poddania. Jego ofiarami byli między innymi Dan Henderson i Travis Lutter.

Maurício Rua – brazylijski „Shogun” jest kolejnym mistrzem UFC (waga półciężka), który rozpoczął treningi od stójki. W wieku 16 lat było to Muay Thai. Dwa lata później rozpoczął treningi w BJJ, w którym posiada czarny pas. Obecnie trenuje również zapasy i boks. Jego domena to niezwykle agresywna stójka, która przyniosła mu spore sukcesy. Na 19 zwycięstw tylko 2 zakończyły się poddaniami.

José Aldo – kolejny brazylijski mistrz UFC w naszym zestawieniu (waga piórkowa). Typowy egzekutor stójki z fenomenalnym refleksem, szybkością i niesamowitymi ciosami kolanami. Ten striker swoją przygodę ze sztukami walki rozpoczął w wieku 14 lat od treningów capoeiry. Dwa lata później porzucił tę dyscyplinę i rozpoczął intensywne treningi BJJ. W pierwszych latach XXI wieku uznawany był za wschodzącą gwiazdę światowego BJJ. Zdobył trzecie miejsce na mistrzostwach świata, został wielokrotnym mistrzem kraju i zdobywcą pucharu świata. Wkrótce porzucił karierę grapplera i rozpoczął treningi w Muay Thai, by stać się w pełni zawodnikiem MMA.

Cain Velasquez – nowokoronowany mistrz wagi ciężkiej UFC to typowy wychowanek amerykańskich zapasów. Podczas czterech lat treningów i walk w liceum mógł się pochwalić rekordem 110 zwycięstw i tylko 10 porażek. Później dołożył do tego sezon zapasów w college’u i trzy lata podczas studiów (bilans 86–17). W ciągu trzech lat treningów MMA udało się mu dopracować walkę w stójce niemal do perfekcji i zdobyć pas. Na dziewięć stoczonych i wygranych walk, osiem wygrał przez TKO. Poradził sobie nawet z byłym mistrzem świata w Muay Thai – Checkiem Kongo. Niezrównane zapasy, stójka i brązowy pas w Guerrilla Jiu-Jitsu (odmiana BJJ) pozwala mu być niezwykle trudnym przeciwnikiem dla każdego pretendenta.

Rafael Cavalcante – mistrz Strikeforce wagi półciężkiej. Kolejny Brazylijczyk z pasem na naszym pokładzie rozpoczął treningi BJJ w wieku 10 lat. Trenował codziennie w trakcie nauki w college’u i później w czasie 5 lat nauki w szkole medycznej. Zdobył czarny pas. Dopiero wtedy rozpoczął treningi w Muay Thai i boksie. Obecnie znany jest głównie z walki w stójce, której zawdzięcza wszystkie swoje zwycięstwa oraz efektywnej walce kolanami w klinczu.

Alistair Overeem – to holenderski mistrz Strikeforce w wadze ciężkiej. Jego domeną Muay Thai i kickboxing. Potwierdził to w 2010 roku, który zakończył dzierżąc tytuł mistrza K-1 World Grand Prix. Alistair niemal jednocześnie rozpoczął treningi w kickboxingu i grapplingu. Swoją pierwszą walkę stoczył na zasadach K-1 w wieku 17 lat. Dwa lata później odbyła się jego pierwsza walka w formule MMA. Jego parter nie jest specjalnie doceniany, mimo iż większość jego zwycięstw pochodzi właśnie od poddań (głównie poprzez duszenie gilotyną 8 na 19 razy). Poddaniami zwyciężył takich zawodników jak: Vitor Belfort, Mark Hunt czy Igor Vovchanchyn.
Parterowcy

Ronaldo Souza, to brazylijski mistrz Strikeforce w wadze średniej. Każdemu fanowi BJJ jest znane to nazwisko, ponieważ uznawany jest za jednego z trzech najlepszych adeptów BJJ wszechczasów (razem z Rogerem Gracie i Marcelo Garcia). Zdobywca wielu tytułów w turniejach ADCC, Mistrzostwach Świata Jiu Jitsu oraz Pucharze Świata BJJ. Geniusz parteru w stójce prezentuje się jednak przeciętnie, toteż w swoim resume ma tylko jedno zwycięstwo przez KO.

Nick Diaz – mistrz Strikeforce wagi półśredniej. Starszy z braci Diazów znany jest głównie z poddań rodem z BJJ. Posiadacz czarnego pasa w tej sztuce walki rozpoczął treningi w wieku 16 lat właśnie od walki w parterze. Wkrótce dołożył do tego treningi bokserskie i w wieku 18 lat zadebiutował jako zawodnik MMA. W stójce radzi sobie bardzo dobrze, 12 walk zakończył przez TKO oraz stoczył jedną walkę bokserską, jako zawodowiec. Razem z bratem trenuje boks pod okiem byłego mistrza świata federacji WBA i WBC Luisity Espinosy.

Gilbert Melendez – amerykańska gwiazda wagi lekkiej Strikeforce. Jak na Amerykanina przystało wyniósł z liceum przyzwoite doświadczenie w zapasach, które zaowocowało stypendium sportowym na uniwersytecie. Na drugim roku treningów na studiach poznał Jake’a Shieldsa, który zaraził go bakcylem MMA. Rozpoczął treningi BJJ, później dołożył Muay Thai. Obecnie jest świetnym zawodnikiem parteru i dobrym stójkowiczem.

Frankie Edgar – mistrz wagi lekkiej UFC rozpoczynając treningi MMA dysponował znacznym doświadczeniem w zapasach. Uprawiał tę dyscyplinę w liceum i na studiach, będąc wyróżniającym się zawodnikiem (ponad 120 zwycięstw na studiach). Zaraz po skończeniu nauki rozpoczął treningi MMA i zaledwie po paru tygodniach treningów stoczył swoją pierwszą walkę. Obecnie poza zapasami trenuje Boks, BJJ (ma purpurowy pas) i Muay Thai. Jego stójka jest w pełni wykształcona – sprawdzili ją między innymi tacy uderzacze jak B.J. Penn czy Gray Maynard.

Georges St-Pierre – mistrz wagi półśredniej UFC, znany głównie z niesamowitej skuteczności swoich zapaśniczych obaleń, również pierwotnie wywodzi się ze stylów stójkowych. W wieku sześciu lat pod okiem swojego ojca rozpoczął treningi Karate Kyokushin. Wkrótce uzyskał czarny pas i rozpoczął treningi BJJ (w wieku 12 lat) oraz zapasów i boksu (w wieku 18 lat). Kanadyjczyk jest żywym przykładem wachlarzu umiejętności, jakie powinien mieć zawodnik MMA. Jego wszechstronność pozwala mu dyktować, gdzie toczy się walka i niwelować silne strony przeciwników – wystarczy porównać jego walki z Danem Hardym i Joshem Koscheckiem. GSP jest kwintesencją tego, co jest potrzebne, by być mistrzem i jednym z najlepszych fighterów MMA na świecie.

Co z tego wynika?

O ile można podjąć dyskusję nad przyporządkowaniem poszczególnych zawodników do danych grup (ten fakt dobitnie potwierdza ich przynależność do mistrzów mieszanych stylów walki), o tyle trudno nie dostrzec, jak ważne dla nich są style parterowe. Wszyscy z wymienionych mistrzów, nawet uznawani na stójkowiczów, przygodę z zapasami czy BJJ zaczynali na bardzo wczesnym etapie swojej kariery, bądź wywodzą się właśnie z tych stylów. Dzięki gruntownemu opanowaniu parteru mogą bez strachu wdawać się w wymiany w stójce i w razie niepowodzenia sprowadzać walkę na matę. Wielu zawodników z wybitnymi osiągnięciami w BJJ czy zapasach preferuje, ku uciesze kibiców, dużo bardziej efektowną walkę w stójcę. Poza wymienionymi warto wspomnieć chociażby Demiana Maię – wielce utytułowany w BJJ Brazylijczyk ostatnio zdecydowanie preferuje walkę na stojąco.

Bez parteru nawet najbardziej utytułowani mistrzowie bokserscy są bezradni w klatce, jak małe dzieci. Zakontraktowany na UFC 118 legendarny James Toney, zdobywca tytułów mistrza świata w sześciu kategoriach wagowych, legitymujący się rekordem 73-6, w walce z Randym Coturem nie zdołał wyprowadzić ani jednego ciosu! W piętnastej sekundzie pierwszej rundy został sprowadzony do parteru, gdzie po 3 minutach, poddany duszeniu musiał się poddać. Jak niepyszny odszedł z UFC i chyba zmienił zdanie odnośnie wyższości boksu nad MMA.

Oczywiście przykład Aokiego we wstępie potwierdza również odwrotną tezę, jednak dużo trudniej spotkać w najlepszych federacjach stójkowiczów niedoświadczonych w parterze, niż grapplerów z niewykształconą stójką. Po prostu na tym poziomie, zawodnicy bez parteru odpadają w eliminacjach. Dużo łatwiej usunąć niedociągnięcia w technikach bokserskich, niż uczyć się od nowa zapasów czy BJJ.

Parter od dziecięcych lat

Zapasy na WF-ie w liceum, college’u i na studiach, BJJ jako jeden ze sportów narodowych. Trudno się dziwić, że tylko dwóch ze wszystkich mistrzów najbardziej prestiżowych organizacji MMA na świecie nie jest Brazylijczykami, bądź nie wychowywało się w amerykańskich szkołach. Treningi tych dwóch sztuk walki nie tylko uczą technik poddań i kontrolowania przeciwnika, ale przede wszystkim, uczą tysiące adeptów reżimu treningowego, wytrzymałości i odporności psychicznej. Niemal każdy zapaśnik amerykański, który miał w szkole lepsze wyniki od przeciętnych szuka swojego szczęścia w MMA. Jest ich tak wielu, że co jakiś czas trafia się nieoszlifowany diament. Przykładem mogą być tacy zawodnicy, jak wspomniani mistrzowie Velasquez i Edgar czy też sławy pokroju Seana Sherka, Matta Hughesa czy Joe Stevensona. Również w młodszym pokoleniu widać zastępy wrestlerów: Jon Jones, Ryan Bader czy Phil Davis, to nazwiska o których wkrótce będzie bardzo głośno w świecie MMA.

A cóż nam, Polakom – fanom MMA pozostaje? Chyba tylko marzenia o zmianie podejścia do lekcji kultury fizycznej w naszych szkołach oraz sny o zastępach nauczycieli – trenerów z powołaniem. Bez tych dwóch podstawowych kwestii przyszłość zapowiada się czarno: oglądanie skoków przez kozła i bezładnej bieganiny za piłką nie budzi niestety takich emocji, co starcie dobrze wyszkolonych fighterów.

Autor: Michał Wiśniewski (Mevv)
Powyższy artykuł pochodzi z darmowego magazynu Ring
www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html

Skomentuj