Podsumowanie World ProW dniach 8-9 kwietnia 2011 roku rozpoczęły się Profesjonalne Mistrzostwa Świata w Brazylijskim Jiu-Jitsu, które zawodnicy i kibice nazywają po prostu World Pro. W imprezie zorganizowanej w Abu Dhabi wzięło udział ponad 500 zawodników i zawodniczek z całego Świata. Do tej edycji rozgrywano eliminacje, które nie ominęły także Polski. Po raz pierwszy mogliśmy oglądać Bernardo Farię, Rafaela Lovato, Ary Fariasa czy Rodrigo Cavacę. Kilkanaście imprez wyłoniło zawodników, którzy spotkali się na wielkiej imprezie w Abu Dhabi.

Od samego początku musze pochwalić jedną rzecz. Koszulki zamówione przez rząd u naszych producentów MANTO okazały się być strzałem w dziesiątkę. Wreszcie nie miałem problemów z rozróżnieniem, jaki kolor pasa walczy na macie. Jeśli chodzi o walki w gi sprawa jest prosta. Ale w no gi, jeśli realizator nie podaje nam informacji, a komentator mówi w niezrozumiałym języku, to cała sprawa wygląda nieco gorzej. Na turnieju no gi czarne pasy miały koszulki niebieskie, a pozostałe w kolorach swoich pasów. Pomysł naprawdę świetny. W transmisji telewizyjnej uraziła mnie jedna rzecz. W turnieju no gi komentator podczas walki Theodora Canal mówił ciągle, że na macie znajdują się Wellington ‚Megaton’ Dias i Bruno Malfacine. Niestety, to był błąd, którego nie mogę wybaczyć, bo nazwiska zacne. Swoją drogą reprezentant Alliance w piękny sposób rozprawił się ze ‚staruszkiem’ poddając go.

Przejdę już do samych walk. Największe wrażenie zrobił na mnie Rafael Mendes, który nie tylko wygrał kategorię do 65 kg, ale był również drugi w absolute. To nie lada wyczyn, bo wszyscy trenujący wiedzą, jak przy niewielkiej różnicy umiejętności liczy się masa. Ale widocznie czarny pas, czarnemu pasowi nie równy i Rafael wybija się przed wszystkich. Bardzo podobał mi się styl walki Mendesa, który w no gi walczy efektownie. W finale pokazowa walka braci Mendes jest wisienką na torcie. Generalnie nie było niespodzianek, poza zwycięstwem Rafaela Lovato nad Rodolfo Vieirą, który był typowany do zwycięstwa w całym turnieju. Lovato sweepował z gilotyny, czym zapewnił sobie przewagę punktową.

Polacy niestety nie zdobyli żadnego medalu w zawodach no gi. Najbliżej był Tomasz Mączka, który w dywizji niebieskich i białych pasów doszedł do ćwierćfinału, przegrywając z finalistą wywodzącym się z judo. Oto krótki wywiad z Tomaszem Mączką.

Jak Ci się walczyło w Abu Dhabi? Jak oceniasz poziom tego turnieju?

Tomek: WPJJC, obok mundialu, odznacza się najwyższym światowym poziomem sportowym. Ponadto, wysokie nagrody pieniężne, jaki cała oprawa turnieju i organizacja przyciągają absolutną czołówkę światową i sprawiają, że jest to turniej wyjątkowy na skalę światową. Na chłodno, już po powrocie do Polski mogę stwierdzić, że trochę mnie to wszystko przerosło. Pierwszy raz walczyłem za granicą i w dodatku na takim turnieju. Mój stan podczas walk mogę określić, jako mieszankę ekscytacji ze stresem. Efekt słaby.

Jaki zawodnik/zespół, wywarł na Tobie największe wrażenie?

W turnieju NO GI zdecydowanie wyróżnił się team Atos, który zdominował zawody. Z kolei w kimonach nie miał sobie równych team Alliance. Najwieksze wrażenie, niestety negatywne, wywarł na mnie Rafael Mendes. Po przegranym finale kategorii -65kg w kimonach (decyzją sędziowską) z Tanquinho wyszedł z sali, jak obrażony pięciolatek i nie pojawił się na dekoracji. Zachowanie niegodne mistrza.

Polska zdobyła dwa medale, co można uznać za sukces. Ale co trzeba zrobić, by dogonić czołówkę, czyli reprezentantów Brazylii?

Wydaje mi się, że wynik medalowy absolutnie nie odzwierciedla naszego poziomu sportowego. Wydaje mi się, że mnie i moich kolegów i koleżanek impreza po prostu „przerosła” i mogliśmy spokojnie w kat. niebieskich i purpurowych pasków ugrać trochę więcej. A co potrzeba, aby dogonić Brazylijczyków? Czasu. Bardzo dużo czasu. Między polską czołówką, a czołówką brazylijską jest przepaść. Niestety, w Polsce jest to ciągle sport amatorski, większość zawodników oprócz BJJ ma pracę, studia i tysiące innych obowiązków. Najlepsi na świecie zajmują się tylko sportem, trenując 2-3 razy dziennie.

Co wywarło na Tobie największe wrażenie w samym mieście? Czy udało Ci się zobaczyć to co, chciałeś?

Zjednoczone Emiraty Arabskie sprawiają niesamowite wrażenie, jak w ciągu niespełna 50 lat można się rozwinąć i wykorzystać szansę daną od matki Ziemi. Tutaj pieniądze z ropy są inwestowane i już teraz ten kraj nie obawia się wyczerpania źródeł czarnego złota. Wszystko tutaj jest budowane z rozmachem, jak budynki, to największe, jak hotele, to najdroższe, jak kolejki w parku rozrywki to najszybsze. Megalomania widoczna na każdym kroku.

Jak oceniasz poziom organizacyjny zawodów? Jak sędziowanie? Czy wszystko szło sprawnie, nie było przestojów?

Mam wrażenie, że zawody w stosunku do poniesionych nakładów wcale nie były zorganizowane aż tak dobrze, jak być mogły. Szczególnie szwankowała komunikacja. Nie mniej, cała reszta odbyła się bez żadnego zarzutu. Widać, że w tym kraju inwestuje się naprawdę duże pieniądze w ten sport. Także z takim zapleczem finansowym każda kolejna edycja będzie lepsza. Sędziowie w mojej opinii sprawdzali się w 100% i prezentowali duży wyższym poziom niż w Polsce. Zwracają uwagę na wszystkie niuanse zawarte w przepisach, mające odzwierciedlenie w przebiegu walki. Prezentują przy tym dużo większy profesjonalizm i pewność swoich decyzji, nie bojąc się wielokrotnie karać za pasywność, dzięki czemu zawodnicy byli aktywniejsi.

Jeszcze tylko podziękowania dla trenerów: Radka Turka i Roberta Faryja, a także kolegów z klubu: Kamila, Grześka, Harrego, Wisiena, Spinacza, Watsona i całej bandy Alliance Team Warszawa. Wielki dzięki za pomoc! Dziękuje również firmie TENSIO.pl oraz sklepowi mmaniak.pl za wsparcie sponsorskie.

14-15 kwiecień to zawody w gi. W turnieju w kimonach walczyło o wiele więcej zawodników niż bez, gdyż mieliśmy rywalizację kobiet i dojście chociażby Cobrinhy, który nie wyrobił wagi i walczył w wyższej kategorii. Cobrinha radził sobie na tyle dobrze, że doszedł do finału absolute, w którym musiał uznać wyższość Rodolfo Vieiry, największemu wygranemu zawodów.

Vieira wygrał absolute i swoją kategorię, w finale miażdżąc reprezentanta Nova Uniao, Bruno Bastosa. Nie obyło się bez niespodzianek. Michael Langhi odpadł wcześnie, a w dniu finałów mieliśmy niespodzianki. W finale najlżejszej kategorii czarnych pasów, Augusto Mendes z Soul Fighters pokonał Rafaela Mendesa z Atos decyzją sędziów. Po ogłoszeniu werdyktu obrażony Rafael nie poszedł nawet odebrać medalu. Nie jest to zachowanie godne sportowca, a co dopiero mistrza. W kategorii do 74 kg również niespodzianka. Leandro “Lo” Nascimento, wcześniej nieznany, pokonał legendarnego Celsinho. Dalej już bez niespodzianek, może tylko zwycięstwo Lucio Rodriguesa w kategorii do 92 kg można uznać za małą niespodziankę.

Polacy natomiast zdobyli dwa brązowe krążki. Anna Willanowska z Warszawskiej Copacabany wywalczyła brąz w kategorii do 63 kg w niebieskich pasach. Takim samym sukcesem może pochwalić się Wojciech Raś, który w niebieskich pasach wygrał najcięższą kategorię. Udało nam się przeprowadzić krótki wywiad z Karoliną Zawodnik.

Jak Ci się walczyło w Abu Dhabi? Jak oceniasz poziom tego turnieju? Jaki zawodnik/zespół, wywarł na Tobie największe wrażenie?

W związku z tym, że mam purpurowy pas walczyłam w dywizij do 63 kg z pasami czarnymi i brązowymi (taki był tam podział). Poziom w Abu Dhabi jest najwyższy i walczyło mi się bardzo ciężko. Mimo, że przegrałam „tylko” dwoma przewagami, uważam że przeciwniczka, z którą walczyłam kontrolowała dość mocno cały przebieg walki. Niestety, nie udało się wygrać, ale doświadczenie jakie zdobyłam podczas tej walki jest bezcenne.

Cała ta impreza wywarła na mnie ogromne wrażenie. Skupiałam się głównie na dziewczynach, które tam walczyły i z wielkim zaciekawieniem oglądałam ich walki. Duże wrażenie zrobiła na mnie Penny Thomas, która doszła do finału +63 oraz Beatriz Mesquita, która przegrała tylko przewagą w finale z Luanną Alzuguir.

Polska zdobyła dwa medale, co można uznać za sukces. Ale co trzeba zrobić, by dogonić czołówkę, czyli reprezentantów Brazylii?

Wątpie, żeby nasze pokolenie miało szanse dogonić brazylijską czołówkę. Po pierwsze, oni trenują od dziecka. Nie zajmują się niczym innym i trenują BJJ 3 razy dziennie. Niestety, polskie realia nie pozwalają nam na to. Myślę, że dzieci, które teraz zaczynają trenować BJJ mają duże szanse w przyszłości złoić skórę paru Brazolom. (śmiech).

Co wywarło na Tobie największe wrażenie w samym mieście?

Mimo krótkiego pobytu udało nam się zwiedzić Dubaj. Jest to bardzo piękne miasto, byliśmy przy najwyższym budynku na świecie, w wielkim centrum handlowym (z oceanarium i lodowiskiem w środku). Miasto to zrobiło na mnie duże wrażenie. Zabrakło nam jeszcze tak dwóch dni, aby pojechać na pustynie i poleżeć na plaży.

Jak oceniasz poziom organizacyjny zawodów?

Troszeczkę zamieszania było z wagą. W hotelu była mało dokładna i suma sumarum na saunie zbiłam o 1 kg za dużo :). Nikt nas nie poinformował, że na ważenie mamy wziąć ze sobą kimona (aby naszyć naszywki z numerami) i uiścić dodatkową opłatę, więc musiałyśmy jeszcze raz jechac do hotelu po brakujące rzeczy. Jeżeli chodzi o sędziowanie było na najwyższym poziomie, żadnych pomyłek. Organizacja samych zawodów bez zastrzeżeń.

Dziękuję mojemu trenerowi „Bagiemu” i całemu Berserkers team za wkład w przygotowaniu jaki włożyli do tych zawodów.

Autor: Paweł Sawicki (Zwierzak)
Powyższy artykuł pochodzi z darmowego magazynu Ring
www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html

Skomentuj