Pięści HollywooduChoć MMA, przynajmniej na początku, było tworzone z myślą o konfrontacji i wyłonieniu najlepszego stylu walki, to już od pierwszej edycji towarzyszyło temu także coś jeszcze – show. Byli zawodnicy różni: ci, którzy po prostu wychodzili na ring i nic ponadto oraz ci, którzy wykonywali całe choreografie przed walką: tańczyli, robili akrobacje, stroili się.

Wśród zarówno jednych jak i drugich byli wielcy zawodnicy jak i przeciętni, którzy poprawiali bilans tym pierwszym. To wszystko był właśnie element rozrywki, służący przyciągnięciu ludzi. Nie chodziło o samą walkę, lecz o widowisko. Nie dziwne, że wśród tychże zawodników znaleźli się tacy, którzy poszli o krok dalej, a konkretniej – do świata filmu.

Jeden z pierwszych

Jedną z pierwszych, bardziej znanych osób ze świata MMA, która wystąpiła w filmie był Bas Rutten, były mistrz Pancrase, UFC a także autor kilku szkoleniówek i komentator sportowy. Wybór wydawał się niemal oczywisty – kino „kopane”. Jednak film filmowi nierówny i nijak nie sposób porównać produkcji niskobudżetowych, w których wystąpił Rutten, do „klasyki” jak Krwawy Sport. Niewielką różnicą było pokazanie technik prawdziwej walki, zamiast spowolnionych ujęć, w których karateka, po otrzymaniu dwudziestu ciosów prosto w szczękę sprzedaje kopa z obrotu. Sceny z Ruttenem zdają się być bardziej realne. Pokazano w nich przede wszystkim paletę techniki kończących, jak duszenia czy dźwignie. Sęk w tym, że najczęściej ujęcia kamery sugerują, że kamerzystą w tym filmie był chyba sam reżyser. Wszystko trąci amatorszczyzną bez polotu, co sprawia, że filmy zaliczają się do klasy D.

Powstało jeszcze kilka filmów z zawodnikami MMA, wszystkie jednak były niskiego lotu. Dlaczego tak jest? Przede wszystkim budżet – brak środków na dobre wykonanie techniczne. Trzeba być świadomym tego, że dobry reżyser po prostu nie podejmie się takiego projektu, za takie pieniądze i o takiej tematyce. Dopiero teraz, gdy MMA staje się popularne i pieniądze idą w miliony, a zawodnicy stają się gwiazdami, jest szansa, że znani zawodnicy zaczną grać w większych produkcjach. Najlepiej obrazują to dwaj zawodnicy: Andrei Arlovsky i Randy Couture.

Obaj byli mistrzami UFC, uznanymi zawodnikami. Arlovsky, któremu można przypisać wręcz miano playboya ma zagrać w kolejnej, nieco wyświechtanej, ale znanej szerszej publiczności odsłonie serii Uniwersalny Żołnierz. Zagrają w tej produkcji legendy kina kopanego – Jean Claude Van Damme oraz Dolph Lundgren – i choć rola fightera MMA będzie mała, to dzięki niej być może zaistnieje on w światku filmowym, pozna osoby, które zaprowadzą go dalej po szczeblach kariery w tej branży. Couture natomiast od początku grał w produkcjach za co najmniej kilka milionów. Zaczęło się od epizodu w filmie z Jetem Li Od kołyski aż po grób. Potem było różnie. Z ciekawszych produkcji można wymienić drugą część Króla Skorpiona czy film Red Belt, który jest chyba pierwszą udaną próbą przelania motywu jujitsu na film fabularny.

Czemu jednak zawodnicy MMA się nie wybijają na to by zostać gwiazdą filmową?
Czynników jest kilka.

Po pierwsze, nie kończą szkół aktorskich. Niemal każdy szanowany aktor posiada duży warsztat i tak samo, jak zawodnicy MMA ćwiczą latami na swoje osiągnięcia, tak aktorzy latami szlifują umiejętności, by zgarniać Oscary i Złote Globy.

Drugim powodem jest reputacja. To się powoli zmienia, ale wciąż nie traktuje się poważnie człowieka, który walczy w klatce. Czy wyobrażacie sobie Woody’ego Allena, który daje główną rolę komuś takiemu, jak Brock Lesnar czy nawet Randy Couture? Środowisko filmowe jest, tak jak wiele innych, zamknięte i jeżeli nie ma się kontaktów to i ciężko coś zdziałać.

Po trzecie, zawodnicy MMA są wykorzystywani w filmach jako ludzie, którzy mają zrobić „bang bang”, komuś dokopać albo być skopanym, a czemu nie spróbować sił w czymś zupełnie innym jak choćby zrobił to Jean Claude Van Damme w filmie JCVD, który kompletnie różni się od kina kopanego, a wręcz z niego szydzi, tym samym pokazując, że ktoś kto łamie deski potrafi także naprawdę dobrze zagrać.

Popularyzacja MMA

Popularyzacja MMA na świecie robi jednak swoje. Efektem tego są chociażby coraz częściej spotykane elementy np. Brazylijskiego Jiu-Jitsu (np. w filmie Blade III, gdzie można zobaczyć wykonywanie balachy). Ludzie dostrzegają dzięki temu, na czym polega prawdziwa walka. Widzą, że to nie dziadek z klasztoru shaolin ze swoim stylem żurawia i „śmiertelną pięścią” jest groźny albo komandosi wyrywający oczy, ale właśnie ci wielcy goście w klatkach, którzy, jak powiedział Jet Li – bądź co bądź nie tylko aktor, ale najbardziej utytułowany adept kung-fu w Chinach (siedmiokrotny mistrz tego kraju) – „walisz ich z całej siły, a oni nic z tego sobie nie robią. Twoja pieść natomiast zamienia się w baniak”.

Ponadto fighterzy zaczynają dostawać role, które niekoniecznie mają bazować na umiejętnościach wyniesionych z ringu. Być może przedwcześnie jest mówić tutaj o jakimś choćby szczątkowym trendzie, niemniej pierwszy krok uczynił popularny fighter K-1, próbujący również swoich sił w MMA, Jerome Le Banner, który wcielił się w postać Klaudiusza Twardzieusza w filmie Asteriks na olimpiadzie. Rola to być może epizodyczna, ale w filmowym dorobku fighterów znacząca. Oto bowiem znany zawodnik zostaje zaangażowany w filmie, którego tematyka ani stylistyka nie jest w żaden sposób związana ze sztukami walk, w filmie, który jest przecież przeznaczony dla młodzieży, dla masowego odbiorcy.

Kolejni?

Czy kolejni zawodnicy dostaną taką szansę, jaką otrzymał Le Banner? Trudno powiedzieć. Zależnie od punktu widzenia różna byłaby też odpowiedź na niebagatelne pytanie: „czy obecność fighterów – filmowych amatorów przecież – jest czymś korzystnym, czy niekorzystnym”?

Dla popularyzacji świata sportów walk – niewątpliwie tak. Dla podniesienia wartości artystycznych lub chociaż marketingowych danego dzieła – być może niekoniecznie.

Faktem jest jednak, że obecność fighterów w branży filmowej zaznacza się powoli coraz wyraźniej i bez dwóch zdań jest to rzecz godna uwagi i dalszej obserwacji.

Autor: Jakub Kiełbik (Wesley)
Powyższy artykuł pochodzi z darmowego magazynu Ring

www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html

Skomentuj