Home > Inne artykuły

Marsz głupoty

Ostatnie wydarzenia pokazały, że w Polsce data ważności zapewnień o zgodzie i jedności mija po trzech dniach. A może po trzech minutach. Jeśli bowiem niespełna siedemdziesiąt dwie godziny wystarczą, by po deklarowanej wszem i wobec solidarności nic nie pozostało, to czyż nie na miejscu będzie podejrzenie, że tej solidarności nigdy tak naprawdę nie było? Brzmi to dziwnie znajomo. Któż z nas nie pamięta aktów pojednania pomiędzy kibicami zwaśnionych drużyn piłkarskich – Wisły i Cracovii, Legii i Polonii – po śmierci Jana Pawła II? Sytuacja była bardzo podobna, naród utracił coś mu bliskiego i złączył się bólu. Cóż zostało z tego pojednania? Cóż zostało z ludzkich obietnic? Nic, a w każdym razie niewiele. Były to puste słowa, puste gesty.

Oczywiście, media czym prędzej wcieliły się w rolę diagnostyka narodu, werdykt z ich ust padł natychmiast: to serca krwawią, krwawica ta zaś będzie niby miód dla podniebienia narodu, będzie koić i łagodzić wszelkie bóle. Cóż, tak to jest, gdy nie poczeka się na wyniki badań. Powiada się, że kłamstwo krótkie ma nogi; okazuje się, że chciejstwo również.

Medyczne analogie są tu może nie od rzeczy, skoro odświętna atmosfera pierzchła, niczym puszysty owocostan mniszka lekarskiego, już przy pierwszym podmuchu wiatru. Przy lekkim podmuchu, dodajmy, bo czymże naprawdę istotnym jest miejsce pochówku w obliczu tragedii, która wydarzyła się w Smoleńsku.


Zgliszcza prezydenckiego samolotu

A jednak, to wystarczyło. I tak, jak w dniu wypadku niespodziewanie zaroiło się od specjalistów w dziedzinie lotnictwa i organizacji ruchu powietrznego, tak trzy dni później ujawniły się całe zastępy kompetentnych historyków, którzy ustawiwszy na aksjologicznej szali zmarłego prezydenta i dowolnie wybraną postać spośród pochowanych na Wawelu, groźnie zmarszczyli brwi.

Oczywiście, każdy ma prawo do posiadania własnej opinii w tej sprawie, jednym może się to podobać, drugim nie. Jednocześnie dwie rzeczy nie ulegają absolutnie żadnej wątpliwości. Po pierwsze, że taka czy inna wyrażona przez jakichś ludzi opinia nie miała od początku żadnej mocy wpłynięcia na zmianę tej decyzji. Po drugie zaś, że wobec wymiaru katastrofy i jej konsekwencji dochodzenie czy argumentacja za takim, a nie innym miejscem pochówku pary prezydenckiej jest spójna i przekonywająca jest rzeczą całkowicie pozbawioną realnego znaczenia.

Dobrze, może istotnie była to decyzja pochopna. Może prezydent Kaczyński i jego małżonka nie będą najzacniejszymi, najwspanialszymi dziećmi narodu polskiego pochowanymi na Wawelu. Może ktoś powinien był dłużej drapać się po czole i skubać po podbródku, a wybór byłby trafniejszy i mniej kontrowersyjny. A może… powinniśmy już przestać zrzędzić i robić z igły widły!


Protesty przeciw pochówkowi pary prezydenckiej na Wawelu

Ale skąd… Cały naród rozgorzał i podzielił się na dwa stronnictwa. I na drobną frakcję tych, którzy mając swoje zdanie, łapali się za głowy widząc, jak ta drugorzędna kwestia jest w stanie unieważnić deklaracje wspólnoty z narodem. Prawdę jednak powiedziawszy, tego należało się spodziewać. Media podkreślały, że historia raz jeszcze udowodniła, iż Polacy są nacją, która ma zakorzenioną umiejętność solidarności w chwilach szczególnie trudnych. Być może, ale pokazała też, że równie głęboko zakorzenione ma umiłowanie do pieniactwa w chwilach wszelkich innych. Wkrótce więc po tym jak opadła smoleńska mgła, wróciliśmy do naszych ulubionych rozrywek. Być może zresztą nie należy oceniać tego tak surowo, w końcu – mógłby ktoś powiedzieć – jest rzeczą dobrą, że mamy swoje zdanie w każdej sprawie i że skłonni jesteśmy je wyrazić.

Sęk jednak w tym, jaką formę ten wyraz przyjmie. Czymś diametralnie innym jest bowiem nawet żywa rozmowa w gronie domowników, sąsiadów bądź znajomych od paradowania na ulicach miast pośród bandy głupców, których najwyraźniej rozpiera energia, a brak im wyobraźni, jak ją rozsądnie spożytkować. Brzmi to zapewne brutalnie, ale inaczej określić marszów protestacyjnych wobec pochowania pary prezydenckiej na Wawelu się nie da, jeśli mamy postawić sprawę uczciwie. Pojawiły się wprawdzie natychmiast sugestie, jakoby marsze inicjowane zostały przez polityczną konkurencję, pragnącą zdezawuować postać Lecha Kaczyńskiego, ale to niedorzeczne. Jak bowiem zachowamy się w obliczu narodowej tragedii nie jest rzeczą przekonań politycznych bądź jakichkolwiek innych, lecz rzeczą charakteru i kultury osobistej. W tej mierze zbędne i mówiąc szczerze, również cokolwiek niemądre były akcje kontrprotestacyjne; krzykacze sami wydali sobie świadectwo, nie potrzebowali do tego osób trzecich.

Słyszeliśmy już wszyscy setki, tysiące wypowiedzi dotyczących tragedii i jej uczestników. Wszędzie otacza nas nieustanny harmider, słów padło bardzo wiele, zbyt wiele. Na koniec, pozwolę sobie zatem zacytować te najmądrzejsze, najbardziej na miejscu, jakie dane mi było ostatnio słyszeć, autorstwa mojego dobrego znajomego. Zmęczony nie mającymi końca debatami, skwitował je jednym zdaniem: „Proszę państwa, ciszej nad tą trumną, gdziekolwiek by ona nie miała spocząć. Ciszej nad tą trumną…”

Autor: Michał Kiełbik (Kilbian)
Powyższy artykuł pochodzi z darmowego magazynu Ring

www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html

Skomentuj

Komentarze (1)