Mamed Khalidov – zawodnik olsztyńskiego klubu Arrachion. Urodzony w Groznym w Czeczeni, do Polski przyjechał w wieku 17 lat. Swoje pierwsze szlify rozpoczynał na galach Shooto Europe organizowanych na Litwie. Od walki z Danieliusem Razmusem w 2005 roku, Mamed kontynuował pasmo 18 walk, w których nie przegrał (wliczając w to występy w Stanach oraz Japonii). Największym osiągnięciem było pokonanie gwiazdy Sengoku – Jorge Santiago. Niestety w rewanżowej walce, która odbyła się 7 marca 2010r. Santiago zdołał wygrać decyzją sędziowską po morderczej 5-cio rundowej walce.

- Siódmego maja w katowickim Spodku Twoim przeciwnikiem będzie doświadczony Japończyk, Ryuta Sakurai. Czego spodziewasz się po tej walce? Jaki przewidujesz jej przebieg?

Tak jak powiedziałeś, jest to doświadczony zawodnik, dlatego przyznaje, że do końca nie jestem w stanie przewidzieć jaki będzie przebieg tej walki. W tym momencie dbam o to, by podtrzymać swoją formę zachowując przy tym większą świeżość. Ale jeżeli chodzi o przeciwnika, to ciężko mi jest powiedzieć co będzie się działo. Myślę, że tak naprawdę to dużo będzie zależało od tego, na co On pozwoli. Dlatego na razie jestem ostrożny w szafowaniu przebiegu walki.

- Od walki z Santiago minęło już trochę czasu, więc z pewnością zdążyłeś ochłonąć. Patrząc tak na spokojnie, jak sądzisz, jakiego elementu zabrakło, by w tej wyrównanej walce przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę?

Przede wszystkim uważam, że zabrakło obiektywnego spojrzenia sędziów. A jeśli chodzi o mnie, to brakowało mi dynamiki oraz świeżości ciała i umysłu. Nie ma świeżości umysłu, jeśli organizm jest przemęczony. Wtedy zaczyna brakować nie tylko dynamiki, ale co gorsza pomysłów na walkę. Wynika to z tego, że była to moja pierwsza walka w wymiarze pięciu rund, z czego każda trwała po pięć minut. Przygotowanie było takie, a nie inne, co oczywiście teraz zmieniliśmy. Troszeczkę zbyt intensywnie się przygotowywałem do ostatniej walki, o czym zdaliśmy sobie sprawę dopiero na dwa tygodnie przed startem. Te ostatnie czternaście dni było dla mnie prawdziwą drogą przez mękę. To była masakra, ja już nie miałem sił na nic. Zablokowało mi to możliwość wystąpienia na luzie, z pełną swobodą i świeżością umysłu. Przyznaję, że nawet w tym momencie odczuwam pewne pozostałości po tamtym zmęczeniu.

- W starciu z Santiago pokazałeś sporo serca do walki (zwłaszcza, gdy nie odklepałeś dźwigni). Czy miałeś okazję usłyszeć jakieś opinie co do Twojej walki ze strony japońskich organizatorów?

Niestety nie miałem okazji usłyszeć, co tak naprawdę o mnie myślą japońscy organizatorzy. Musiałbym teraz wejść na jakąś japońską stronę i poczytać to, co jest tam o mnie napisane. Uniemożliwia mi to niestety bariera językowa. Naprawdę, nie mam pojęcia jaka jest ich opinia, a co do tej dźwigni, to faktycznie wyglądało to groźnie.


Jorge Santiago vs Mamed Khalidov
7 marca 2010r. (Japonia)

- Przy tak dalekich podróżach, jak do Japonii towarzyszy zjawisko „jet lagu” – związanego ze sporą zmianą strefy czasowej. Jak bardzo Ci to doskwierało i jak długo odczuwałeś dyskomfort spowodowany „jet lagiem”?

Podczas pierwszej mojej podróży do Japonii miałem więcej czasu na zaaklimatyzowanie. Tym razem było inaczej. Miałem mniej czasu, by się przystosować do tej zmiany. Wyglądało to dość dziwnie, gdyż pierwszego dnia pobytu byłem bardzo zmęczony, więc spałem najdłużej – bo aż piętnaście godzin. Drugiej nocy spałem już znacznie krócej, czyli jakieś siedem godzin, a w nocy przed walką spałem tylko trzy godziny. Tak więc, na przemęczenie związane z treningami nałożyły się jeszcze kłopoty z bezsennością, która nie wynikała z napięcia czy stresu przed walką, ale właśnie z trudności w aklimatyzacji. Postanowiłem, że zrobię wszystko, by przed następnym występem wyruszyć znacznie wcześniej i spędzić tam minimum pięć dni. Choćbym miał pokryć związane z tym koszty z własnej kieszeni.

- Japończycy mają dość specyficzne jedzenie i nie każdy Europejczyk dobrze je znosi. Nie miałeś problemów z tamtejszym jedzeniem? A może organizatorzy zadbali o to, by była również dostępna kuchnia europejska?

Powiem Ci, że absolutnie nie potrzebowałem tam kuchni europejskiej. Uwielbiam kuchnię japońską. Podczas każdej z moich dwóch wizyt w tamtym kraju starałem się spróbować wszystkiego, co było dostępne.

- Możesz zdradzić czytelnikom, jaki jest Twój japoński przysmak?

Uwielbiam sushi (z wyraźnym rozsmakowaniem się w głosie).

- Walczyłeś w Stanach na ShoXC oraz w Japonii na Sengoku. Jakie z własnego doświadczenia widzisz różnice w przygotowaniu gal oraz mentalności kibiców w obu tych krajach?

To dwa zupełnie różne światy. W Stanach, gdy wychodzisz do walki jako obcy, musisz się liczyć z tym, że ludzie będą na ciebie huczeć i gwizdać. Nie ważne jest czy wygrywasz czy przegrywasz, bo i tak sam fakt bycia spoza środowiska sprawia, że nie darzą Cię szacunkiem. Ciężko jest też powiedzieć coś dobrego o samej organizacji, bo w zasadzie to ogranicza się ona do tego, że masz wyjść do klatki i zrobić swoje.


Jason Guida vs Mamed Khalidov
10 październik 2008r. (USA)

Jeśli chodzi o Japonię, to widoczna jest tam bogata oprawa, która towarzyszy całemu przedsięwzięciu. Zupełnie inne jest również podejście kibiców, którzy mają wielki szacunek do zawodników, bez względu na ich pochodzenie. Japończycy są zdecydowanie bardziej gościnni i doceniają zawodników za wysiłek, jaki wkładają w swój rozwój i walkę, a nie za to, że pochodzą z ich kręgu społecznego.

- Miałeś może okazję poza galą zobaczyć trochę Japonii?

Zatrzymaliśmy się w centrum Tokio i muszę przyznać, że zrobiło ono na mnie olbrzymie wrażenie. W sposób szczególny zapadło mi w pomięci słynne skrzyżowanie na Hachiko Square w dzielnicy Shibuya, na którym w jednym momencie znalazły się tysiące ludzi. Ogólnie rzecz biorąc, Japonia podobała mi się pod każdy względem.


Hachiko Square
Shibuya, Tokio

- Charakteryzujesz się świetną rzeźbą ciała (zwłaszcza mięśnie brzucha) czy mógłbyś zdradzić, jaki zestaw ćwiczeń odpowiedzialny jest za Twoją rzeźbę?

To pytanie wywołało uśmiech na mojej twarzy. Nie wydaje mi się, żebym robił coś szczególnego, w tym względzie. Sądzę, że jest to związane bardziej z uwarunkowaniami genetycznymi, niż z samym repertuarem ćwiczeń, który jest dość standardowy. Dodam tylko nieśmiało, że ja też czasami potrafię się zatłuszczyć.

- Gdybyś miał okazję od zaraz zmienić/polepszyć coś w sobie i swoim stylu walki, to co to by było?

Wszystko! Cały czas chcę się rozwijać i iść do przodu. Jestem świadomy tego, że wciąż jest bardzo dużo do zrobienia i naprawdę czeka mnie jeszcze ogrom pracy, którą muszę włożyć w swój rozwój.

- Czy nie sądzisz, że zamachy w moskiewskim metrze, do zorganizowania których przyznał się Doku Umarow mogą przyczynić się do nasilenia konfliktów zbrojnych w Twojej ojczyźnie?

Jestem przekonany, że agresja wywołuje agresję. Nie potrafię ocenić tego, kto rzeczywiście stoi za tymi zamachami, gdyż wiąże się to wszystko z wielką polityką, od której staram się odcinać. W moim oglądzie, czyli w oglądzie osoby wyznającej Islam, nie powinny mieć miejsca tego typu akty terroru, skierowanego przeciwko ludności cywilnej. Jeszcze raz powtórzę, że agresja wywołuje tylko agresję i na tej drodze nie da się rozwiązać żadnego konfliktu. Nie tędy droga.

- Czy często odwiedzasz bliskich w Czeczeni i jak postrzegasz zmiany, jakie tam się dokonały na przestrzeni lat, gdy opuszczałeś Czeczenie do dnia dzisiejszego?

Myślę, że przede wszystkim największą różnicę stanowi fakt, iż ludzie, którzy brali udział w pierwszej wojnie nie wychowywali się w warunkach zbrojnego konfliktu. Przez okres przekraczający następne dziesięć lat wychowało się kolejne pokolenie, które doświadczyło tragedii związanej z walką, więc z pewnością ludzie Ci inaczej patrzą na pewne rzeczy. Oprócz tego zmienia się ustrój państwa, które stara się być suwerenne, pomimo niesprzyjających warunków geopolitycznych. Muszę powiedzieć, że na pewno miasto Grozny wygląda coraz ładniej, a życie ludzi jest dość spokojne. Oczywiście zdarza się, że ktoś walczy w górach, gdzie wciąż rozgrywa się wojna, natomiast w dole żyje się ludziom stosunkowo spokojnie.


Główny meczet miasta
Grozny, Czeczenia

- Początek Twojego pobytu w Polsce był z pewnością trudnym okresem dla Ciebie, młodego chłopaka, który przyjechał świeżo z Czeczeni do obcego kraju. Co wówczas najbardziej dało się we znaki?

Nigdy wcześniej nie wyjeżdżałem z kraju, stąd też dla siedemnastoletniego chłopaka, jakim wtedy byłem, to był szok i wiążąca się z rozłąką ogromna tęsknota za krajem. Nie bez znaczenia były też różnice kulturowe i jakieś inne drobne rzeczy, które teraz mnie już nie dziwią i zdążyłem się do nich przyzwyczaić.


Mamed Khalidov vs Marcin Blicharski

A czy spotkałeś się może, kiedykolwiek z przejawami dyskryminacji ze strony Polaków?

Osobiście nigdy w życiu nie doświadczyłem czegoś podobnego. Zawsze się dziwię, gdy ktoś mówi, że Polacy są ksenofobami czy też zarzuca się im brak tolerancji. Oczywiście, jak każdemu młodemu chłopakowi zdarzało mi się, że musiałem trochę pomachać pięściami, ale nie wynikało to nigdy z żywionych wobec mnie i moich rodaków uprzedzeń.

- W wielu wywiadach, dałeś się poznać jako bardzo dojrzała osoba, która ma wyważone podejście nie tylko w stosunku do swojej aktywności sportowej, ale również do wielu życiowo istotnych kwestii. Jakim zdarzeniom przypisujesz największy wkład w swój osobowy rozwój?

Ciężko jest mi odpowiedzieć na to pytanie. Na pewno nie uważam, żebym był dojrzały w każdym względzie. Jak każdy człowiek mam swoje lepsze i gorsze strony. W kwestii moich wypowiedzi i udzielanych wywiadów, to po prostu jestem przekonany, że niektórymi słowami można kogoś dotknąć czy też po prostu obrazić. Stąd też staram się być ostrożny, gdyż jestem przeciwny takiemu postępowaniu. Ponad to, mam na względzie fakt, że jestem Czeczenem mieszkającym w Polsce, a każdy człowiek znajdujący się w innym kraju powinien pełnić poniekąd funkcje ambasadora swojego narodu. Bardzo często jest tak, że przez wzgląd na jednego reprezentanta kraju budujemy stereotyp całego narodu. Mam świadomość tego, jak duża odpowiedzialność z tego powodu na mnie spoczywa.

- Kto jest dla Ciebie najwyższym autorytetem i co sprawia, że to właśnie ta osoba?

Najwyższym autorytetem, dla mnie jak i dla każdego Muzułmanina, jest Bóg. Myślę, że dla każdego człowieka wierzącego w Boga jedynego powinien On stanowić najwyższą wartość. Na następnym miejscu, w cale nie mniej ważnym, są moi rodzice.

- Mamed dziękuję Ci serdecznie w imieniu całej redakcji, jak i naszych czytelników za poświęcony czas i uwagę. Życzę dalszych sukcesów i płynącej z nich satysfakcji.

Dziękuję również i pozdrawiam wszystkich czytelników kwartalnika RING.

Przeprowadził: Karol Suszczewicz
Powyższy artykuł pochodzi z darmowego magazynu Ring

www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html

Skomentuj