Zmiany kategorii wagowych przez zawodników UFCCzęsto słyszymy, że któryś z zawodników MMA przeszedł do innej kategorii wagowej. Wielu z nas przyjmuje takie informacje bez większego zainteresowania, ale czy na pewno nie są ważne powody dla których podjęta została taka decyzja? W tym artykule postaram się przybliżyć nieco motywy takich kroków.

Wyzwanie

Anderson Silva (25-4), Georges Saint-Pierre (19-2) – czy coś łączy tych dwóch zawodników? Poza faktem, iż są bez żadnych wątpliwości najlepszymi zawodnikami w swoich klasach i dzierżą tytuły mistrzów kategorii, jest coś jeszcze. Moim zdaniem w chwili obecnej nie ma dla nich godnych przeciwników w ich kategoriach wagowych. Silva wygrał ostatnich 11 walk, GSP zwyciężył w 12 z ostatnich 13 walk, rewanżując się skutecznie jedynym dwóm fighterom, którym udało się go pokonać w całej jego karierze zawodnika MMA (Matt Hughes, Matt Serra).

Kibice rzadko kiedy chcą oglądać walki swojego ulubieńca ciągle z tymi samymi przeciwnikami, a i fighterzy potrzebują silnej motywacji by odpowiednio przygotować się do walk, zaliczyć dobry występ i zapisać się w pamięci kibiców. Szukają zatem nowych wyzwań, na nieodkrytym przez siebie terenie cięższej kategorii wagowej. Anderson Silva jest tego świetnym przykładem. Będąc mistrzem wagi średniej (do 185 funtów – 84 kg) już dwukrotnie walczył w kategorii lekkociężkiej( Light Heavy do 205 funtów – 93 kg) z Jamesem Irvinem i w ubiegły weekend z byłym mistrzem kategorii – Forrestem Griffinem. Mimo, iż jego przeciwnicy należą do czołówki swojej kategorii, Silva obie walki wygrał bez najmniejszych problemów, przed czasem, w pierwszej rundzie i przez bezdyskusyjne nokauty. Myślę, że w niedługim czasie będziemy jeszcze oglądali kolejne walki „pająka” w wyższej wadze, ale jest jeszcze jeden zawodnik, który chciałby z nim skrzyżować rękawice w jego macierzystej kategorii. To GSP – mistrz wagi półśredniej (do 170 funtów – 77 kg), który po ostatniej, bezproblemowo przez siebie wygranej walce z dużo od niego cięższym Thiago Alvesem, jasno dał do zrozumienia, że chciałby się zmierzyć z Silvą i zyskać miano najlepszego zawodnika MMA na świecie. Niestety na tę walkę będziemy czekać dłużej niż pół roku, ponieważ GSP chce mieć czas na zyskanie odpowiedniej masy ciała.

Jest jeszcze jeden zawodnik, mistrz wagi lekkiej (do 155 funtów – 70 kg), który podjął wyzwanie i atakował wyższe kategorie. To urodzony na Hawajach B.J.Penn (14-5-1), który w 2004 roku zdobył tytuł w wadze półśredniej, a w 2008 roku po powrocie do UFC, założył pas w swojej sztandarowej kategorii. Nie tak dawno, w styczniu bieżącego roku Penn wyzwał na pojedynek mistrza wagi półśredniej – GSP, chcąc zyskać miano jedynego fightera, który w tym samym czasie dzierżył tytuł w dwóch kategoriach wagowych. Niestety to starcie na UFC 94 zakończyło się nie po jego myśli i Penn nie zdobył drugiego pasa.

Robienie wagi

Każdy z nas wie, że niewielu zawodników jest na co dzień w formie i wadze, jaką prezentują podczas walk. Bardzo często mamy do czynienia z „fenomenem”, który polega na zbijaniu wagi przed oficjalnym ważeniem poprzedzającym starcie i ponownym nabieraniu wagi w czasie pomiędzy ważeniem, a samą walką. Poprzez odwodnienie (w wyniku zmniejszenia ilości przyjmowanych płynów, intensywne ćwiczenia w specjalnych kombinezonach mających podwyższyć temperaturę ciała, stosowanie środków moczopędnych, gorące kąpiele i przebywanie w saunie) czy oczyszczenie układu pokarmowego z pozostałości pożywienia można w ciągu kilkudziesięciu godzin przed ważeniem „stracić” od 3 do nawet ponad 7 kg! Po ważeniu oczywiście trzeba proces odwrócić i spowodować by poprzez nawodnienie i pożywienie nadrobić stracone kilogramy. Przewaga wagowa fightera w samym starciu, poza oczywistymi zaletami (zawodnik jest większy i silniejszy) daje mu psychiczną przewagę, gdyż ma on świadomość własnej dominacji nad przeciwnikiem. Brzmi prosto? Może i tak, ale manipulowanie wagą jest procesem skomplikowanym, wymagającym doświadczenia, znajomości ciała danego sportowca i nie obywa się bez wpływu na organizm. Zbyt szybkie próby zbijania zbyt dużych wartości mogą spowodować wycieńczenie i wyniszczenie organizmu, co w okresie kilkudziesięciu godzin przed walka może mieć fatalne skutki. Zawodnik może stracić siłę, szybkość i przede wszystkim wytrzymałość w końcowych rundach starcia. Znane są również przypadki ciężkich powikłań w wyniku zbijania wagi. To jednak nie odstrasza fighterów i bardzo wielu z nich zbijanie wagi traktuje jako integralną, stałą część przygotowania do walki. Pozostali natomiast, nie chcąc na starcie być w gorszej sytuacji również są niejako zmuszani do zdobywania i zbijania wagi lub nawet do przechodzenia do niższych kategorii wagowych.

Konieczność

Krótka analiza karier poszczególnych zawodników prowadzi do zaskakujących wniosków. Zjawisko przechodzenia do niższych kategorii wagowych zarówno na wczesnym jak i późniejszym etapie kariery zawodnika MMA jest wręcz powszechne. Ze względu na masowe zabiegi zbijania i odzyskiwania wagi przed walką, zawodnicy, którzy na co dzień poruszają się w dolnych granicach wagi swojej kategorii, do każdej walki przystępują z handicapem co najmniej kilku kilogramów. Jest to handicap siły, wielkości i przede wszystkim straszliwy cios psychiczny. Wielu z nich, po kilku niepowodzeniach decyduje się na przejście do niższej kategorii wagowej by tam z kolei zająć miejsce wśród największych fighterów i tym razem samemu dysponować przewagą wagi. Do chyba najbardziej znanych zawodników, którzy zdecydowali się na ten krok należy Brazylijczyk Wanderlei Silva, który nie radząc sobie w kategorii średniej federacji UFC, po przegraniu 5 z ostatnich 6 walk przechodzi do kategorii 185 funtów. Dodatkowo, jego ostatnia walka z Richem Franklinem (walka na poziomie pośrednim „catchweight” do 195 funtów) pokazała, że były mistrz Pride kiepsko radzi sobie ze zbijaniem wagi. Jego kondycja była dużo poniżej poziomu do którego przyzwyczaił nas ten niezwykle agresywny fighter.

Dalej mamy kilku zawodników, którym zmiana kategorii na niższą wyraźnie dobrze zrobiła, a nawet otworzyła drzwi do potencjalnej walki o tytuł. Są to tacy zawodnicy jak Mike Swick (przeszedł do niższej kategorii po porażce z Jushim Okamim), Michael Bisping (po porażce z Rashadem Evansem), Diego Sanchez czy Kenny Florian. Inni fighterzy, którzy również zdecydowali się na ten krok to między innymi John Koscheck (oryginalnie kategoria średnia ), Joe Stevenson (oryginalnie waga półśrednia), Brandon Vera, Sean Sherk czy Keith Jardine.

Podsumowując, mamy do czynienia z migracją zawodników z kategorii wyższych do niższych. Przewaga fizyczna wydaje się odgrywać tak istotną rolę, że wielu zawodników będących „małymi” przedstawicielami swoich kategorii, po uzyskaniu doświadczenia i nauczeniu się zbijania wagi często decyduje się na przejście kategorię niżej. Przypadki odwrotne jak np. Brazylijczyka Mauricio Milani Rua (z kategorii średniej do lekkociężkiej) są w zasadzie ewenementami i zdarzają się niezwykle rzadko. Sam proces zbijania wagi bardzo łatwo zaobserwować niemal na każdej gali UFC.

Dobrym przykładem jest walka Georges Saint-Pierre’a z Thago Alvesem, podczas której różnica fizyczna pomiędzy oboma zawodnikami była bardzo łatwo dostrzegalna.

Autor: Michał Wiśniewski (Mevv)
Powyższy artykuł pochodzi z darmowego magazynu Ring

www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html

Skomentuj