<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Rzeka Zdrowia &#187; Sporty walki</title>
	<atom:link href="http://www.rzekazdrowia.pl/kategoria/sporty-walki/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.rzekazdrowia.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Thu, 09 Feb 2012 18:39:41 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Pankration &#8211; walka z całych sił</title>
		<link>http://www.rzekazdrowia.pl/pankration.php</link>
		<comments>http://www.rzekazdrowia.pl/pankration.php#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 30 Jan 2012 09:51:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Artur</dc:creator>
				<category><![CDATA[Sporty walki]]></category>
		<category><![CDATA[Arrhichion]]></category>
		<category><![CDATA[Dioxippus]]></category>
		<category><![CDATA[Grecja]]></category>
		<category><![CDATA[mitologia]]></category>
		<category><![CDATA[Pankration]]></category>
		<category><![CDATA[zapasy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rzekazdrowia.pl/?p=11416</guid>
		<description><![CDATA[Zapasy, boks, BJJ i przede wszystkim Vale Tudo – każda z tych dyscyplin niewątpliwie stanowi korzeń dzisiejszego MMA. Dziś chciałbym się przyjrzeć jeszcze jednej dyscyplinie sportowej, którą z pewnością można traktować, jako przodka starć w ringach i klatach. Mowa tu o Pankrationie, dyscyplinie sportowej i jednocześnie sztuce walki wywodzącej się ze starożytnej Grecji, której nazwa [...]]]></description> 
	   
		<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://www.rzekazdrowia.pl/wp-content/uploads/2012/01/pankration.jpg" alt="Pankration - walka z całych sił" width="282" height="185" class="alignleft size-full wp-image-11417" />Zapasy, boks, BJJ i przede wszystkim Vale Tudo – każda z tych dyscyplin niewątpliwie stanowi korzeń dzisiejszego MMA. Dziś chciałbym się przyjrzeć jeszcze jednej dyscyplinie sportowej, którą z pewnością można traktować, jako przodka starć w ringach i klatach.<span id="more-11416"></span></p>
<p>Mowa tu o Pankrationie, dyscyplinie sportowej i jednocześnie sztuce walki wywodzącej się ze starożytnej Grecji, której nazwa pochodzi od dwóch słów: „pan” – przymiotnika oznaczającego „całość”, „wszech” i słowa „kratos” oznaczającego siłę lub moc. Starożytni Grecy, głównie Spartanie od najmłodszych lat byli uczeni sztuki Pankrationu, sztuki, której głównym celem było zabijanie wrogów na polu walki. Dyscyplina ta, w ciągu dwóch tysięcy lat swojego istnienia stała się również bardzo popularnym sportem.</p>
<p><strong>Historia</strong></p>
<p>Według mitologii greckiej Pankration został wymyślony przez herosów Heraklesa i Tezeusza, którzy<br />
wykorzystując zapasy i boks, stworzyli go w trakcie walk ze swoimi wrogami. To właśnie techniki tej sztuki walki pozwoliły Tezeuszowi pokonać mitycznego pół człowieka, pół byka &#8211; Minotaura, strażnika Labiryntu. Herakles natomiast dzięki duszeniu rodem z Pankrationu pokonał Lwa nemejskiego, który był całkowicie niewrażliwy na ciosy zadawane mu konwencjonalną bronią. Czy sztuka walki z tak spektakularnymi zwycięstwami potrzebuje jeszcze innej reklamy?</p>
<p>Historycy natomiast uważają, że Pankration był już praktykowany w Grecji w drugim tysiącleciu przed naszą erą. Była to odpowiedź na próbę znalezienia sposobu walki totalnej, łączącej zalety boksu i zapasów, ponieważ trzon technikiik Pankrationu wywodził się właśnie z tych dyscyplin. Dodając kopnięcia, różne duszenia i dźwignie otrzymano sztukę walki bardzo zbliżoną do dzisiejszego MMA. Poza walorami sportowymi, techniki Pankrationu stosowane były w walce przez żołnierzy greckich. Stosowali je Spartanie, a także hoplici z armii Aleksandra Wielkiego.</p>
<p>Pankration został oficjalną dyscypliną olimpijską w 648 r. p.n.e. i był nią przez prawie 1000 lat. Niestety, w 393 r. n.e. edyktem cesarza rzymskiego Teodozjusza I został wraz z walkami gladiatorów i festiwalami pogańskimi zakazany.</p>
<p><strong>Mistrzowie</strong></p>
<p>Jak każda dyscyplina sportowa czy sztuka walki Pankration „posiadał” legendarnych wręcz mistrzów. Przyjrzyjmy się dwóm z nich:</p>
<p><strong>Dioxippus</strong> – Ateńczyk, mistrz Pankrationu na olimpiadzie w 336 r. p.n.e. Został obwołany zwycięzcą nie tocząc żadnej walki, ponieważ żaden z przeciwników nie odważył się stanąć z nim do walki. Był to jedyny taki przypadek w historii Pankrationu, jako dyscypliny olimpijskiej.</p>
<p>Jako eks-sportowiec Dioxippus służył w armii Aleksandra Macedońskiego w trakcie jego wyprawy do Azji i szybko dołączył do jego najbliższego otoczenia. Podczas jednej z uczt został obrażony, a następnie wyzwany na pojedynek przez jednego z najwaleczniejszych żołnierzy Aleksandra – Macedończyka Koragusa. Dioxippus stanął do pojedynku nagi, będąc wyposażonym tylko w pałkę. Koragus stanął w pełnej zbroi, z tarczą, włócznią, oszczepem i mieczem. W czasie walki ateńczyk uchylił się przed oszczepem przeciwnika, zniszczył jego włócznie i zanim Koragus wyciągnął miecz, złapał go za rękę, a następnie podciął mu nogi techniką Pankrationu. Obciążony zbroją rywal runął na ziemię, gdzie został unieruchomiony i pokonany &#8211; Dioxippus położył mu stopę na szyi i tylko reakcja Aleksandra zapobiegła śmierci Macedończyka. Ateńczyk został ogłoszony zwycięzcą. Koragus został oszczędzony.</p>
<p><strong>Arrhichion</strong> – pochodził z Phigalli, pośmiertnie uznany za zwycięzcę w dyscyplinie Pankrationu na jednej z olimpiad. W trakcie walki jego rywal założył mu duszenie zza pleców, jednocześnie unieruchamiając nogami tors przeciwnika (tak, tak, stosując „rear-naked choke”). Arrhichion w akcie desperacji złamał dźwignią staw skokowy przeciwnika, który mdlejąc z bólu poddał się. Niestety, gdy sędzia podnosił rękę zwycięzcy okazało się, że ten zmarł w wyniku duszenia. Ciało Arrhichiona zostało udekorowane wieńcem laurowym i przewiezione do Phigalli, jako ciało bohatera.</p>
<p>W Pankrationie nie było kategorii wagowych, ani limitu czasu walki. Również repertuar zabronionych ciosów i technik był bardzo skromny (przypominają się czasy pierwszych gal UFC). Nie wolno było jedynie wkładać palców do oczu przeciwnika, ciągnąć go za włosy, ani gryźć (a i to dopiero po 440 r. p.n.e., wcześniej te „techniki” były stosowane). Walka toczyła się dopóki jeden z zawodników nie stracił przytomności lub poddał się podnosząc do góry palec wskazujący albo klepiąc w ramię przeciwnika. Co ciekawe, w sportowej odmianie Pankrationu nie brali udziału Spartanie, z zasady uznający poddawanie się za wielką hańbę dla wojownika. Jak w każdej sportowej walce nie brakowało natomiast sędziów. Mogli oni przerwać walkę, a nawet ogłosić remis. Dla poparcia swojego autorytetu byli wyposażeni w pręty, którymi karali często występujące przewinienia.</p>
<p>Walki toczono na zasadach turniejowych. Przed każdą rundą zawodnicy losowali ze srebrnej urny losy oznaczone literami greckiego alfabetu. Ci którzy wylosowali losy z tą samą literą walczyli przeciwko sobie w kolejnej walce. Zwycięzcy awansowali do kolejnej rundy. W ten sposób postępowano na każdym etapie turnieju.</p>
<p>W zależności od ilości walczących turnieje składały się od 4 do 9 rund. Przed igrzyskami olimpijskimi prawdopodobnie odbywały się dodatkowe eliminacje tak, że w samych igrzyskach udział brało ok. 15-20 najlepszych pankrecistów.</p>
<p>Postawa walczących przypominała dzisiejszą postawę bokserską. Lewa strona ciała walczących wysunięta była lekko do przodu. Ręce ze swobodnie otwartymi dłońmi trzymano na wysokości głowy. Prowadząca ręka wysunięta była prawie na całą długość, druga trzymana była nieco bliżej głowy. Ciężar ciała spoczywał na nodze zakrocznej, tak by noga wykroczna była gotowa i do kopnięcia i do zablokowania niskiego kopnięcia rywala.</p>
<p>W stójce kopano wyłącznie do wysokości pasa, szczególnie popularny był front-kick na żołądek lub w krocze i kopnięcia w nogi mające na celu zaburzenie równowagi lub przewrócenie przeciwnika. W głowę lub klatkę piersiową kopano wyłącznie leżącego rywala. Kopnięcia i ciosy trenowano na specjalnych skórzanych workach, torbach, manekinach lub na pniach drzew. Najlepsi pankreciści potrafili podobno kopnięciem przebić się przez tarczę którą zasłaniał się przeciwnik na polu walki.</p>
<p>W dźwigniach królowały te stosowane w stójce, zakładane były głównie na ramiona, barki i łokcie. Prawie zawsze zakładający znajdował się za przeciwnikiem.</p>
<p>Duszenia, którymi poza nokautami najczęściej kończone były walki zakładano w parterze. Stosowano między innymi popularne obecnie duszenie zza pleców, a także duszenia polegające na ściskaniu dłonią obszaru „jabłka Adama” przeciwnika.</p>
<p>Zanim zakazano chwytania za włosy często stosowano technikę polegającą na złapaniu jedną ręką za włosy przeciwnika, pociągnięciu jej w dół przy jednoczesnym zadaniu ciosu podbródkowego w twarz lub w szyje przeciwnika. Pewien pankrecista natomiast otrzymał przezwisko „opuszki palców”, ponieważ miał w zwyczaju łamać palce przeciwnikowi na samym początku walki, tak by zyskać nad nim przewagę.</p>
<p><strong>Pankration dzisiaj</strong></p>
<p>Gdy podjęto decyzję, że kolejne igrzyska olimpijskie odbędą się w 2004 roku w Atenach, greccy organizatorzy rozpoczęli starania, by Pankration został przedstawiony na zawodach, jako „sport pokazowy”. Często pozwala to ostatecznie zakwalifikować daną dyscyplinę, jako olimpijską. Niestety, starania te nie zostały zakończone sukcesem i Pankration podobnie jak w 1896 roku, gdzie jako jedyna proponowana dyscyplina nie został wskrzeszony, jako cześć nowożytnych zmagań, znowu poniósł porażkę.</p>
<p>Obecnie propagowaniem Pankrationu zajmuje się międzynarodowa federacja Fédération Internationale des Luttes Associées (FILA). Ustaliła ona zasady obecnej formy zawodów i organizuje międzynarodowe mistrzostwa w tej dyscyplinie. Nie sposób przy tym nie wspomnieć, że czwarte z kolei Mistrzostwa Świata w Pankrationie odbyły się w 2010 roku w Krakowie. W tym samym roku również Mistrzostwa Europy odbyły się w naszym kraju – w miejscowości Gorlice.</p>
<p>Zasady współczesnego Pankrationu znacznie się zmieniły i sprawiły, że Pankration stał się sportem walki dużo bezpieczniejszym. Ograniczono lub zabroniono najbardziej niebezpiecznych technik. Dodatkowo, poza kopnięciem okrężnym zabronione są jakiekolwiek techniki uderzane na głowę. Niedozwolone są także uderzenia w szyję, gardło, kręgosłup, nerki, genitalia, kolana i poniżej kolan, a także dźwignie skrętne na nogi. Zawody odbywają się w kategoriach wagowych, a poszczególne techniki są punktowane przez sędziów w zależności od ich trudności. Na pojedyncze starcie składa się jedna runda trwająca pięć minut.</p>
<p>Chociaż trudno porównać popularność dzisiejszego Pankrationu z MMA, to wspaniale, że ta sztuka walki chociaż w okrojonej formie została wskrzeszona po kilkunastu wiekach zapomnienia.</p>
<p><strong>Podsumowanie</strong></p>
<p>Większość z technik stosowanych w walkach Pankrationu można odnaleźć w innych sztukach walki, jednak być może to Pankration był pierwszym systemem walki, który zawierał w swoim wnętrzu taką ich ilość: rzuty z zapasów, duszenia, dźwignie, uderzenia i kopnięcia. Stanowił on pomost pomiędzy technikami uderzanymi i chwytanymi. Posiadając niewielką ilość zasad, Pankration uznawany był w starożytnej Grecji za najlepszy system walki bez użycia broni.</p>
<p><em>Autor: Michał Wiśniewski (Mevv)<br />
Powyższy artykuł pochodzi z darmowego magazynu Ring</em><br />
<a href="http://www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html" title="www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html" target="_BLANK">www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rzekazdrowia.pl/pankration.php/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Idealny zawodnik K-1</title>
		<link>http://www.rzekazdrowia.pl/idealny-zawodnik-k-1.php</link>
		<comments>http://www.rzekazdrowia.pl/idealny-zawodnik-k-1.php#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 15 Sep 2011 21:21:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Artur</dc:creator>
				<category><![CDATA[Sporty walki]]></category>
		<category><![CDATA[K-1]]></category>
		<category><![CDATA[kick boxing]]></category>
		<category><![CDATA[kopnięcie]]></category>
		<category><![CDATA[prosty]]></category>
		<category><![CDATA[sierpowy]]></category>
		<category><![CDATA[siła ciosu]]></category>
		<category><![CDATA[uderzenie]]></category>
		<category><![CDATA[walka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rzekazdrowia.pl/?p=8199</guid>
		<description><![CDATA[Oglądając K-1 często zwracacie uwagę na zawodników, którzy dysponują lepszymi elementami kickboxingu od innych. Jednak każdy ma jakieś wady, np. ktoś, kto świetnie boksuje, ma kiepskie low kicki, a dobry kopacz dziurawą gardę. Czy istnieje zawodnik doskonały? NIE&#8230;ale spróbujmy takiego stworzyć! Wykorzystajmy najlepsze strony wszystkich walczących w K-1, by stworzyć kompletnego zawodnika, nie do pokonania. [...]]]></description> 
	   
		<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://www.rzekazdrowia.pl/wp-content/uploads/2011/09/idealny-zawodnik-k-1-300x215.jpg" alt="Idealny zawodnik K-1" title="Idealny zawodnik K-1" width="300" height="215" class="alignleft size-medium wp-image-8200" />Oglądając K-1 często zwracacie uwagę na zawodników, którzy dysponują lepszymi elementami kickboxingu od innych. Jednak każdy ma jakieś wady, np. ktoś, kto świetnie boksuje, ma kiepskie low kicki, a dobry kopacz dziurawą gardę. Czy istnieje zawodnik doskonały? NIE&#8230;ale spróbujmy takiego stworzyć! Wykorzystajmy najlepsze strony wszystkich walczących w K-1, by stworzyć kompletnego zawodnika, nie do pokonania.<span id="more-8199"></span></p>
<p><strong>Lewy prosty</strong></p>
<p>Bez wątpienia najlepszy lewy prosty należy do Semmy&#8217;ego Schilta. Holender trzyma na dystans swoich dużo niższych rywali i po kilku prostych naciąga głowę przeciwnika na kolano, posyłając go w objęcia Morfeusza. Holender opanował ten cios niemal do perfekcji i zadaje go prawie jak zawodowy bokser. Dowodem na to jest fakt, że nie został znokautowany w K-1 od czasu pamiętnej walki z Badrem Harim na It&#8217;s Showtime.</p>
<p><strong>Prawy krzyżowy</strong></p>
<p>Jerome Le Banner ma jeden z najcięższych prawych krzyżowych w K-1. Legendarny Fancuz, który prawdopodobnie zakończy karierę w K-1, jako zawodnik, który nigdy nie zdobył tytułu, nokautował w ten sposób wielu przeciwników. Wymienię chociażby Nichlasa Pettasa, który dostał power puncha prosto w szczękę po gongu i padł na deski. Piękna akcja, choć nie czysta.</p>
<p><strong>Sierpowy</strong></p>
<p>Mam problem, ze względu na „cepa” Mighty&#8217;ego Mo, albo na siłowego sierpa w wykonaniu Alistaira Overeema. Ostatecznie stawiam jednak na bardziej technicznego sierpa Holendra. Pamiętacie piękny cios, który posłał na deski Bena Edwardsa podczas finałowej eliminacji K-1 2010? Takim sierpowym powinien operować idealny zawodnik K-1. Najpierw lewą ręką zbić gardę i prawym trafić w ucho.</p>
<p><strong>Ciosy na korpus</strong></p>
<p>Ernesto Hoost &#8211; za zwycięstwo w jednym z finałów K-1 nad Mirko Cro Copem, które zapewnił sobie w ten właśnie sposób. Nie pamiętam wielu ciosów na korpus, które zakończyły walki w K-1. Jest to raczej rzadki widok. Dlatego właśnie wybrałem Ernesto Hoosta. Za efektywność jego ciosów. Jakby w K-1 walczył Bas Rutten, to jego hak na wątrobę pasowałby do idealnego strikera.</p>
<p><strong>Szczęka</strong></p>
<p>Możesz mieć doskonałą stójkę, ale bez szczęki daleko nie zajedziesz czy to w K-1 czy w MMA. Taką szczękę ma z pewnością Mark Hunt, mistrz z 2000 roku. Mark wytrzymywał potężne bomby Le Bannera, uśmiechając się do niego. A potężny cios Francuza kładł na deski niejednego utalentowanego fightera. Ponadto, kopnięcia Cro Copa w MMA także nie wywierały wielkiego wrażenia na Huncie. Ktoś jest lepszy od niego? Nie znam takich.</p>
<p><strong>Balans głową, tułowiem, uniki</strong></p>
<p>Kto tańczył w ringach K-1 przez długie, długie lata? Kogo najtrudniej było trafić? Panie i Panowie: Ray Sefo! Tak! To, co Ray wyczyniał w ringu było piękne, ale niestety było. Obecnie Ray zbiera trochę ciosów na głowę i bardziej skupia się na walkach MMA, niż kickboxerskich, a także na treningach w Xtreme Couture. Zdecydowanie w K-1 nie było lepszego zawodnika, który potrafił unikać ciosów, nie chowając się za gardą.</p>
<p><strong>Garda</strong></p>
<p>Wszyscy wiemy, że garda jest przydatna w każdym sporcie, ale w K-1 tylko jeden zawodnik opanował ją do perfekcji. Remy Bonjasky, uważany za najsłabszego mistrza i za zawodnika, który z pięknie walczącego stał się nudnym, taktycznym zawodnikiem. Gardę Bonjasky’ego potrafił obejść Cro Cop, ale później już długo nikomu się nie udało. Fakt, Remy przegrywał przed czasem, ale nie po ciosach na głowę.</p>
<p><strong>Backfist</strong></p>
<p>Zdecydowanie rosyjsko-białoruska szkoła Muay Thai. Czy weźmiemy backfist Ignashova, Ruslana Karaeva czy Zabita Samedova, to nasz zawodnik będzie dysponował jednym z najlepszych backfistów w dziejach. Można jeszcze dodać backfist Stefana Leko, ale to nie będzie konieczne. Wschodnioeuropejscy fighterzy w zupełności wystarczą. Gdybym miał wybrać jednego, to prawdopodobnie postawiłbym na Karaeva.</p>
<p><strong>Niskie kopnięcie</strong></p>
<p>Czy jest ktoś z mocniejszym kopnięciem w ciężkim K-1 niż Paweł Słowiński? Nie znam takich. Paweł wygrał turniej w Amsterdamie low kickami i jest ogólnie uważany za najmocniej kopiącego zawodnika, mocniej niż Peter Aerts. Porównywalną siłę niskiego kopnięcia może mieć jeszcze Buakaw Por. Pramuk, ale w tym artykule skupiam się na zawodnikach ciężkiego K-1.</p>
<p><strong>Middle kick</strong></p>
<p>W kategorię middle kick wliczamy zarówno zwykłe kopnięcia na korpus, jak i obrotówki na wątrobę. Po namyśle zdecydowałem, że idealny zawodnik K-1 powinien kopać takie obrotówki na wątrobę, jakie widzieliśmy w wykonaniu Stefana Leko, albo przynajmniej tak, jak robi to Gokhan Saki czy też middle kick z wyskoku w wykonaniu Remy&#8217;ego Bonjasky&#8217;ego. Uważam jednak, że kopnięcie Leko jest o wiele skuteczniejsze.</p>
<p><strong>Kopnięcie z obrotu na głowę</strong></p>
<p>Ruslan Karaev, Badr Hari, Peter Graham, Francisco Filho i śp. Andy Hug. Ci wszyscy zawodnicy mają dobre wysokie kopnięcia, ale Karaev używa go zwykle, jak nie wie co zrobić. Hari już przestał go używać, Graham także. Filho miał świetne kopnięcie, ale nie przebije obrotówki nieżyjącego mistrza K-1 &#8211; Andy’ego Huga. Szwajcar miał brylantowa technikę, a jego obrotówki zapierały dech w piersiach &#8211; mimo, że nie zawsze nokautował rywali. Zdecydowanie numer jeden za piękno.</p>
<p><strong>Wysokie kopnięcie</strong></p>
<p>Stacjonarne wysokie kopnięcie. Wiecie jakie było najlepsze? Petera Aertsa. Jedno z najlepszych wysokich kopnięć, jakie kiedykolwiek widziałem, to było kopnięcie na głowę Le Bannera, po którym Francuz o dziwo wstał i potrafił jeszcze znokautować broniącego wtedy tytułu Aertsa. „Holenderski drwal” przez lata kładł na deski rywali swoim firmowym highkickiem. Oczywiście na uwagę zasługuje również Brazilian headkick Francisco Filho czy wysokie kopnięcie Badra Hariego, ale żadne z nich nie równa się z nogą Aertsa.</p>
<p><strong>Kopnięcie z wyskoku</strong></p>
<p>Faworyt jest tylko jeden &#8211; Kaoklai Kaenorsing, któremu wyszło kopnięcie życia w walce z Mighty&#8217;m Mo. Oczywiście Remy też ma swoje kopnięcie, ale skoro ma już swoją gardę w najlepszym zawodniku, to niech kopnięcie ma jakiś Taj. Kto nie pamięta kopnięcia Kaoklaia niech natychmiast nadrobi zaległości.</p>
<p><strong>Kolano</strong></p>
<p>Semmy Schilt czy Alistair Overeem? Dominacja Schilta trwała 4 turnieje, więc to jemu należy się pierwszeństwo. Lewy prosty, uchwyt za kark i głowa rywala na kolanie. To przepis na KO w stylu Semmy&#8217;ego Schilta. Zabójczo skuteczny.</p>
<p><strong>Siła ciosu</strong></p>
<p>Co jest podstawą siły? Pewnie „sztek”, jak mawia pewien kulturysta trenujący w Las Vegas. Ale siła ciosu w K-1 kojarzy się z kilkoma zawodnikami. Mi jednak najbardziej imponuje siła Melvina Manhoefa, który jako zawodnik ważący około 95 kg nokautuje cięższych i wyższych przeciwników. Jak wiadomo w górę nie da się bić z taką samą siłą, co w linii prostej, bo mamy grawitację. Ale gdy Melvin uderza czysto na głowę rywala, to zwykle rywal pada na deski. Przypomnijcie sobie nokauty na Karaevie czy naszym Pawle Słowińskim.</p>
<p>Takim oto sposobem dobrnęliśmy do końca artykułu, tworząc idealnego zawodnika K-1. Można rzec, że w każdym aspekcie walki jest on doskonały. Niestety (albo też i „stety”), taka osoba istnieje tylko w naszej wyobraźni. Z pewnością, gdyby istniał, to zachwycałby swoimi idealnymi umiejętnościami. Jednak czy piękno tego sportu nie bazuje właśnie na konfrontacji zalet i wad obu fighterów?</p>
<p>Nie tylko same zalety, ale także i wady wpływają na to, że starcia poszczególnych zawodników dają nam tyle przyjemności z oglądania ich walk, przynosząc niejednokrotnie zaskakujące rozstrzygnięcia.</p>
<p><em>Autor: Paweł Sawicki (Zwierzak)<br />
Powyższy artykuł pochodzi z darmowego magazynu Ring</em><br />
<a href="http://www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html" title="www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html" target="_blank">www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rzekazdrowia.pl/idealny-zawodnik-k-1.php/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pomieszane sztuki walki</title>
		<link>http://www.rzekazdrowia.pl/pomieszane-sztuki-walki.php</link>
		<comments>http://www.rzekazdrowia.pl/pomieszane-sztuki-walki.php#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 15 Sep 2011 21:21:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Artur</dc:creator>
				<category><![CDATA[Sporty walki]]></category>
		<category><![CDATA[Alistair Overeem]]></category>
		<category><![CDATA[Anderson Silva]]></category>
		<category><![CDATA[Maurício Rua]]></category>
		<category><![CDATA[MMA]]></category>
		<category><![CDATA[Muay Thai]]></category>
		<category><![CDATA[PRIDE]]></category>
		<category><![CDATA[Rafael Cavalcante]]></category>
		<category><![CDATA[UFC]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rzekazdrowia.pl/?p=8257</guid>
		<description><![CDATA[Inspiracją do napisania tego artykułu była dla mnie walka, którą ostatnio miałem okazję obejrzeć. Wirtuoz walki w parterze Shinya Aoki spotkał się z typowym zawodnikiem technik stojących &#8211; Yuichiro Nagashimą w walce na specjalnych zasadach, w której pierwsza z rund podlegała zasadom K-1, a druga i zarazem ostatnia zasadom MMA. Mistrz federacji Dream – Aoki [...]]]></description> 
	   
		<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://www.rzekazdrowia.pl/wp-content/uploads/2011/09/pomieszane-sztuki-walki-300x242.jpg" alt="Pomieszane sztuki walki" title="Pomieszane sztuki walki" width="300" height="242" class="alignleft size-medium wp-image-8386" />Inspiracją do napisania tego artykułu była dla mnie walka, którą ostatnio miałem okazję obejrzeć. Wirtuoz walki w parterze Shinya Aoki spotkał się z typowym zawodnikiem technik stojących &#8211; Yuichiro Nagashimą w walce na specjalnych zasadach, w której pierwsza z rund podlegała zasadom K-1, a druga i zarazem ostatnia zasadom MMA. Mistrz federacji Dream – Aoki w rażący sposób pokazał swoją jednowymiarowość.<span id="more-8257"></span></p>
<p>W trakcie rundy K-1 walcząc w stójce, w najmniejszym stopniu nie był w stanie zagrozić przeciwnikowi, a w rundzie drugiej (dopuszczającej walkę w parterze), zgodnie z przewidywaniami Nagashimy i wszystkich widzów tego pojedynku na planecie Ziemia, natychmiast ruszył po obalenie i zatrzymany kolanem Nagashimy stracił przytomność w czwartej sekundzie drugiej rundy. Starcie dwóch odmiennych stylów wypadło tym razem na korzyść stójki, jednak wszyscy pamiętamy, jak niesamowity jednowymiarowy grappler o nazwisku Gracie bez problemów pokonywał stójkowiczów na pierwszych galach UFC.</p>
<p>Wszyscy doskonale wiemy, że bycie mistrzem w stójce czy w technikach parterowych nie czyni z zawodnika fightera MMA w pełnym tego słowa znaczeniu. Ważne jest, by w każdej z płaszczyzn radzić sobie tak samo dobrze. Wszechstronność utrudnia rywalowi rozpracowanie zawodnika i pozwala mu zmieniać płaszczyznę walki w zależności od przebiegu starcia. Aoki jest jednym z niewielu grapplerów których znam, którzy tak haniebnie zaniedbują techniki walki w stójce i są przez to tak bardzo jednowymiarowi. Przyjrzyjmy się mistrzom federacji UFC i Strikeforce. Sklasyfikowani przeze mnie, jako „stójkowicze” lub „parterowicze” niejednokrotnie rozpoczynali swoją przygodę ze sztukami walki od stylu wyraźnie odbiegającego od obecnie preferowanego. Zobaczmy jak się rozwinęli&#8230;</p>
<p><strong>Stójkowicze</strong></p>
<p>W tej kategorii prym wiedzie <strong>Anderson Silva</strong> – mistrz wagi średniej UFC. Fenomenalny i w pełni ukształtowany zawodnik MMA, znany głównie z technik Muay Thai rozpoczął swoją przygodę ze sztukami walki od Taekwon-do. Szybko zdobył czarny pas i rozpoczął treningi w Capoeirze i właśnie w Muay Thai (w wieku 16 lat). Stosunkowo późno (bo w 2006 roku) zdobył czarny pas w BJJ, ale mimo jego mistrzostwa w tej sztuce rzadko udaje się go zobaczyć w parterze. Te umiejętności jednak pozwoliły mu ostatnio obronić pas, a więc wygrać w ostatniej rundzie duszeniem trójkątnym przegrywaną na punkty walkę z Chaelem Sonnenem. W poprzednich latach Brazylijczykowi również zdarzały się wygrane przez poddania. Jego ofiarami byli między innymi Dan Henderson i Travis Lutter.</p>
<p><strong>Maurício Rua</strong> – brazylijski „Shogun” jest kolejnym mistrzem UFC (waga półciężka), który rozpoczął treningi od stójki. W wieku 16 lat było to Muay Thai. Dwa lata później rozpoczął treningi w BJJ, w którym posiada czarny pas. Obecnie trenuje również zapasy i boks. Jego domena to niezwykle agresywna stójka, która przyniosła mu spore sukcesy. Na 19 zwycięstw tylko 2 zakończyły się poddaniami.</p>
<p><strong>José Aldo</strong> – kolejny brazylijski mistrz UFC w naszym zestawieniu (waga piórkowa). Typowy egzekutor stójki z fenomenalnym refleksem, szybkością i niesamowitymi ciosami kolanami. Ten striker swoją przygodę ze sztukami walki rozpoczął w wieku 14 lat od treningów capoeiry. Dwa lata później porzucił tę dyscyplinę i rozpoczął intensywne treningi BJJ. W pierwszych latach XXI wieku uznawany był za wschodzącą gwiazdę światowego BJJ. Zdobył trzecie miejsce na mistrzostwach świata, został wielokrotnym mistrzem kraju i zdobywcą pucharu świata. Wkrótce porzucił karierę grapplera i rozpoczął treningi w Muay Thai, by stać się w pełni zawodnikiem MMA.</p>
<p><strong>Cain Velasquez</strong> – nowokoronowany mistrz wagi ciężkiej UFC to typowy wychowanek amerykańskich zapasów. Podczas czterech lat treningów i walk w liceum mógł się pochwalić rekordem 110 zwycięstw i tylko 10 porażek. Później dołożył do tego sezon zapasów w college’u i trzy lata podczas studiów (bilans 86–17). W ciągu trzech lat treningów MMA udało się mu dopracować walkę w stójce niemal do perfekcji i zdobyć pas. Na dziewięć stoczonych i wygranych walk, osiem wygrał przez TKO. Poradził sobie nawet z byłym mistrzem świata w Muay Thai – Checkiem Kongo. Niezrównane zapasy, stójka i brązowy pas w Guerrilla Jiu-Jitsu (odmiana BJJ) pozwala mu być niezwykle trudnym przeciwnikiem dla każdego pretendenta.</p>
<p><strong>Rafael Cavalcante</strong> – mistrz Strikeforce wagi półciężkiej. Kolejny Brazylijczyk z pasem na naszym pokładzie rozpoczął treningi BJJ w wieku 10 lat. Trenował codziennie w trakcie nauki w college’u i później w czasie 5 lat nauki w szkole medycznej. Zdobył czarny pas. Dopiero wtedy rozpoczął treningi w Muay Thai i boksie. Obecnie znany jest głównie z walki w stójce, której zawdzięcza wszystkie swoje zwycięstwa oraz efektywnej walce kolanami w klinczu.</p>
<p><strong>Alistair Overeem</strong> – to holenderski mistrz Strikeforce w wadze ciężkiej. Jego domeną Muay Thai i kickboxing. Potwierdził to w 2010 roku, który zakończył dzierżąc tytuł mistrza K-1 World Grand Prix. Alistair niemal jednocześnie rozpoczął treningi w kickboxingu i grapplingu. Swoją pierwszą walkę stoczył na zasadach K-1 w wieku 17 lat. Dwa lata później odbyła się jego pierwsza walka w formule MMA. Jego parter nie jest specjalnie doceniany, mimo iż większość jego zwycięstw pochodzi właśnie od poddań (głównie poprzez duszenie gilotyną 8 na 19 razy). Poddaniami zwyciężył takich zawodników jak: Vitor Belfort, Mark Hunt czy Igor Vovchanchyn.<br />
<strong>Parterowcy</strong></p>
<p><strong>Ronaldo Souza</strong>, to brazylijski mistrz Strikeforce w wadze średniej. Każdemu fanowi BJJ jest znane to nazwisko, ponieważ uznawany jest za jednego z trzech najlepszych adeptów BJJ wszechczasów (razem z Rogerem Gracie i Marcelo Garcia). Zdobywca wielu tytułów w turniejach ADCC, Mistrzostwach Świata Jiu Jitsu oraz Pucharze Świata BJJ. Geniusz parteru w stójce prezentuje się jednak przeciętnie, toteż w swoim resume ma tylko jedno zwycięstwo przez KO.</p>
<p><strong>Nick Diaz</strong> &#8211; mistrz Strikeforce wagi półśredniej. Starszy z braci Diazów znany jest głównie z poddań rodem z BJJ. Posiadacz czarnego pasa w tej sztuce walki rozpoczął treningi w wieku 16 lat właśnie od walki w parterze. Wkrótce dołożył do tego treningi bokserskie i w wieku 18 lat zadebiutował jako zawodnik MMA. W stójce radzi sobie bardzo dobrze, 12 walk zakończył przez TKO oraz stoczył jedną walkę bokserską, jako zawodowiec. Razem z bratem trenuje boks pod okiem byłego mistrza świata federacji WBA i WBC Luisity Espinosy.</p>
<p><strong>Gilbert Melendez</strong> – amerykańska gwiazda wagi lekkiej Strikeforce. Jak na Amerykanina przystało wyniósł z liceum przyzwoite doświadczenie w zapasach, które zaowocowało stypendium sportowym na uniwersytecie. Na drugim roku treningów na studiach poznał Jake’a Shieldsa, który zaraził go bakcylem MMA. Rozpoczął treningi BJJ, później dołożył Muay Thai. Obecnie jest świetnym zawodnikiem parteru i dobrym stójkowiczem.</p>
<p><strong>Frankie Edgar</strong> – mistrz wagi lekkiej UFC rozpoczynając treningi MMA dysponował znacznym doświadczeniem w zapasach. Uprawiał tę dyscyplinę w liceum i na studiach, będąc wyróżniającym się zawodnikiem (ponad 120 zwycięstw na studiach). Zaraz po skończeniu nauki rozpoczął treningi MMA i zaledwie po paru tygodniach treningów stoczył swoją pierwszą walkę. Obecnie poza zapasami trenuje Boks, BJJ (ma purpurowy pas) i Muay Thai. Jego stójka jest w pełni wykształcona – sprawdzili ją między innymi tacy uderzacze jak B.J. Penn czy Gray Maynard.</p>
<p><strong>Georges St-Pierre</strong> – mistrz wagi półśredniej UFC, znany głównie z niesamowitej skuteczności swoich zapaśniczych obaleń, również pierwotnie wywodzi się ze stylów stójkowych. W wieku sześciu lat pod okiem swojego ojca rozpoczął treningi Karate Kyokushin. Wkrótce uzyskał czarny pas i rozpoczął treningi BJJ (w wieku 12 lat) oraz zapasów i boksu (w wieku 18 lat). Kanadyjczyk jest żywym przykładem wachlarzu umiejętności, jakie powinien mieć zawodnik MMA. Jego wszechstronność pozwala mu dyktować, gdzie toczy się walka i niwelować silne strony przeciwników – wystarczy porównać jego walki z Danem Hardym i Joshem Koscheckiem. GSP jest kwintesencją tego, co jest potrzebne, by być mistrzem i jednym z najlepszych fighterów MMA na świecie.</p>
<p><strong>Co z tego wynika?</strong></p>
<p>O ile można podjąć dyskusję nad przyporządkowaniem poszczególnych zawodników do danych grup (ten fakt dobitnie potwierdza ich przynależność do mistrzów mieszanych stylów walki), o tyle trudno nie dostrzec, jak ważne dla nich są style parterowe. Wszyscy z wymienionych mistrzów, nawet uznawani na stójkowiczów, przygodę z zapasami czy BJJ zaczynali na bardzo wczesnym etapie swojej kariery, bądź wywodzą się właśnie z tych stylów. Dzięki gruntownemu opanowaniu parteru mogą bez strachu wdawać się w wymiany w stójce i w razie niepowodzenia sprowadzać walkę na matę. Wielu zawodników z wybitnymi osiągnięciami w BJJ czy zapasach preferuje, ku uciesze kibiców, dużo bardziej efektowną walkę w stójcę. Poza wymienionymi warto wspomnieć chociażby Demiana Maię – wielce utytułowany w BJJ Brazylijczyk ostatnio zdecydowanie preferuje walkę na stojąco.</p>
<p>Bez parteru nawet najbardziej utytułowani mistrzowie bokserscy są bezradni w klatce, jak małe dzieci. Zakontraktowany na UFC 118 legendarny James Toney, zdobywca tytułów mistrza świata w sześciu kategoriach wagowych, legitymujący się rekordem 73-6, w walce z Randym Coturem nie zdołał wyprowadzić ani jednego ciosu! W piętnastej sekundzie pierwszej rundy został sprowadzony do parteru, gdzie po 3 minutach, poddany duszeniu musiał się poddać. Jak niepyszny odszedł z UFC i chyba zmienił zdanie odnośnie wyższości boksu nad MMA.</p>
<p>Oczywiście przykład Aokiego we wstępie potwierdza również odwrotną tezę, jednak dużo trudniej spotkać w najlepszych federacjach stójkowiczów niedoświadczonych w parterze, niż grapplerów z niewykształconą stójką. Po prostu na tym poziomie, zawodnicy bez parteru odpadają w eliminacjach. Dużo łatwiej usunąć niedociągnięcia w technikach bokserskich, niż uczyć się od nowa zapasów czy BJJ.</p>
<p><strong>Parter od dziecięcych lat</strong></p>
<p>Zapasy na WF-ie w liceum, college’u i na studiach, BJJ jako jeden ze sportów narodowych. Trudno się dziwić, że tylko dwóch ze wszystkich mistrzów najbardziej prestiżowych organizacji MMA na świecie nie jest Brazylijczykami, bądź nie wychowywało się w amerykańskich szkołach. Treningi tych dwóch sztuk walki nie tylko uczą technik poddań i kontrolowania przeciwnika, ale przede wszystkim, uczą tysiące adeptów reżimu treningowego, wytrzymałości i odporności psychicznej. Niemal każdy zapaśnik amerykański, który miał w szkole lepsze wyniki od przeciętnych szuka swojego szczęścia w MMA. Jest ich tak wielu, że co jakiś czas trafia się nieoszlifowany diament. Przykładem mogą być tacy zawodnicy, jak wspomniani mistrzowie Velasquez i Edgar czy też sławy pokroju Seana Sherka, Matta Hughesa czy Joe Stevensona. Również w młodszym pokoleniu widać zastępy wrestlerów: Jon Jones, Ryan Bader czy Phil Davis, to nazwiska o których wkrótce będzie bardzo głośno w świecie MMA.</p>
<p>A cóż nam, Polakom &#8211; fanom MMA pozostaje? Chyba tylko marzenia o zmianie podejścia do lekcji kultury fizycznej w naszych szkołach oraz sny o zastępach nauczycieli &#8211; trenerów z powołaniem. Bez tych dwóch podstawowych kwestii przyszłość zapowiada się czarno: oglądanie skoków przez kozła i bezładnej bieganiny za piłką nie budzi niestety takich emocji, co starcie dobrze wyszkolonych fighterów.</p>
<p><em>Autor: Michał Wiśniewski (Mevv)<br />
Powyższy artykuł pochodzi z darmowego magazynu Ring<br />
<a href="http://www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html" title="www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html" target="_blank">www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html</a></em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rzekazdrowia.pl/pomieszane-sztuki-walki.php/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Złoty chłopiec</title>
		<link>http://www.rzekazdrowia.pl/zloty-chlopiec.php</link>
		<comments>http://www.rzekazdrowia.pl/zloty-chlopiec.php#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 15 Sep 2011 21:21:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Artur</dc:creator>
				<category><![CDATA[Sporty walki]]></category>
		<category><![CDATA[ADCC]]></category>
		<category><![CDATA[Alistair Overeem]]></category>
		<category><![CDATA[DREAM]]></category>
		<category><![CDATA[K-1]]></category>
		<category><![CDATA[kick boxing]]></category>
		<category><![CDATA[MMA]]></category>
		<category><![CDATA[PRIDE]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rzekazdrowia.pl/?p=8254</guid>
		<description><![CDATA[W zeszłym numerze magazynu RING umieściliśmy wywiad z Alistairem Overeemem [str. 11-13], w którym zawodnik zdradził co nieco informacji o swoich sportowych korzeniach, a także o planach i nadziejach związanych z najbliższą przyszłością. Od tego czasu minęły trzy miesiące i owe nadzieje możemy dziś skonfrontować z rzeczywistością. Pomyśleliśmy też, że przy okazji warto rozwinąć zdawkowy [...]]]></description> 
	   
		<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://www.rzekazdrowia.pl/wp-content/uploads/2011/09/zloty-chlopiec-300x199.jpg" alt="Złoty chłopiec" title="Złoty chłopiec" width="300" height="199" class="alignleft size-medium wp-image-8383" />W zeszłym numerze magazynu RING umieściliśmy wywiad z Alistairem Overeemem [str. 11-13], w którym zawodnik zdradził co nieco informacji o swoich sportowych korzeniach, a także o planach i nadziejach związanych z najbliższą przyszłością. Od tego czasu minęły trzy miesiące i owe nadzieje możemy dziś skonfrontować z rzeczywistością. Pomyśleliśmy też, że przy okazji warto rozwinąć zdawkowy wstęp towarzyszący wywiadowi i dokładniej przybliżyć jego sylwetkę oraz dokonania, a także wspomnieć o nowych wyzwaniach, jakie czekać będą zawodnika w roku 2011.<span id="more-8254"></span></p>
<p>Alistair Cees Overeem urodził się 17 maja 1980 roku w Hounslow pod Londynem, jako drugie dziecko Jamajczyka i Holenderki. Sześć lat później rodzice jego rozwiedli się i młody Alistair wyjechał wraz z bratem Valentijnem do ojczyzny matki. Holandia stała się jego domem. Od dziecka uprawiał sporty, aż w wieku piętnastu lat, jak wspominał o tym w wywiadzie, trafił za sprawą brata do sekcji Chrisa Dolmana i tam wtajemniczono go w arkana sportów walki. Z początku niezbyt chętny, połknął w końcu bakcyla, po części za sprawą wspólnych treningów z Basem Ruttenem i Joopem Kasteelem.</p>
<p><strong>Pierwsza walka</strong></p>
<p>Pierwszą kickbokserską walkę – wygraną – stoczył już dwa lata później. Na kolejną, tym razem widniejącą już w oficjalnych rankingach, musiał czekać drugie tyle. Z niej również wyszedł zwycięsko, pokonując Paula Hordijka w wyniku decyzji sędziowskiej. Pół roku później zaś wziął udział w swej pierwszej walce na zasadach MMA i chyba z tym zapragnął wiązać swoją przyszłość, gdyż nim drugi raz skrzyżował z kimś bokserskie rękawice, miał już na koncie osiem walk „mieszanych”, z czego pięć wygranych i trzy przegrane.</p>
<p>Aż do roku 2007 jego kariera kickbokserska praktycznie stała w miejscu, ustępując całkowicie przygodzie z MMA. Ta zaś toczyła się ze zmiennym powodzeniem. Od porażki w połowie roku 2000 z Bobby’m Hoffmanem Holender pozostawał niepokonany przez niemal trzy kolejne lata, staczając w tym czasie dwanaście walk. Tak dobra passa nie mogła umknąć uwadze szefów największej podówczas organizacji na świecie – PRIDE FC. Overeem trafił do niej w roku 2003 i po odesłaniu z kwitkiem dwóch przeciwników zasłużył na udział w turnieju mistrzowskim wagi półciężkiej (do 93kg). Jego przeciwnikiem w ćwierćfinale okazał się być Amerykanin Chuck Liddell, gwiazdor UFC, który miał nadzieję na efektowny powrót do gry po niedawnej dotkliwej porażce z Randy’m Couturem. Z początku walka przebiegała raczej pod dyktando rosłego Holendra, ale Liddell wytrwał i ostatecznie znokautował przeciwnika.</p>
<p><strong>Smak porażki</strong></p>
<p>Porażka ta, jak się zdaje, nieco ostudziła entuzjazm włodarzy PRIDE wobec swojego nowego nabytku, toteż ten kolejne trzy walki stoczył z przeciwnikami niższej rangi. Uznanie wróciło, gdy wszyscy trzej zmuszeni byli uznać wyższość Overeema przed czasem. 20 lutego 2005r. trafił się więc kolejny markowy oponent, Brazylijczyk Antonio Rogerio Nogueira. Overeem ponownie oblał egzamin i nie wszedł do ścisłej czołówki kategorii półciężkiej. Szansa na rehabilitację przyszła szybko, gdyż w kwietniu tegoż roku rozpoczął się kolejny turniej. Tym razem Overeem pokazał się już z lepszej strony i wyeliminował kolejno Vitora Belforta oraz Igora Vovchanchyna. Zatrzymany został dopiero w półfinale przez zdolnego Mauricio „Shougna” Ruę, przyszłego triumfatora.</p>
<p><strong>Czas przemyśleń</strong></p>
<p>Nadszedł czas przemyśleń, czemu sprzyjała kilkumiesięczna przerwa po porażce z Ruą. Overeem w tym czasie nie próżnował, wygrywając europejskie kwalifikacje do ADCC – najbardziej renomowanego turnieju w Submission Wrestlingu na świecie – i dowodząc tym samym wielkiej wszechstronności. Podjął też decyzję o spróbowaniu swych sił w kategorii ciężkiej. Wydawało się to być dobrym ruchem, gdyż przy jego wzroście (195cm) i budowie ciała trudno mu było utrzymać wagę poniżej 93 kilogramów. Przeciwnik trafił się od razu trudny. Rosjanin Siergiej Kharitonov miał w owym czasie na koncie trzynaście zwycięstw i jedną porażkę zanotowaną w wyniku decyzji sędziowskiej, po walce z byłym mistrzem PRIDE Antonio Rodrigo Nogueirą. Był wielką nadzieją rosyjskiego MMA, sądzono nawet, że będzie następcą Fiodora Emelianenko. Tymczasem walka z Overeemem potoczyła się zupełnie nie po jego myśli. We wczesnej fazie walki doznał kontuzji nadwerężonego już w poprzedniej walce barku i nie był w stanie stawić czoła kanonadzie Holendra. Dla tego ostatniego było to ważne zwycięstwo, które dobrze rokowało na przyszłość, utwierdzało w przekonaniu o słuszności zmiany kategorii wagowej i wreszcie – zapewniło mu miejsce w turnieju wszechwag PRIDE.</p>
<p><strong>Rozczarowanie</strong></p>
<p>Rozczarowanie musiało być ogromne, gdy turniej ten Overeem zmuszony był opuścić już po pierwszej walce, przegranej z Fabricio Werdumem – pozostaje to do dziś jego jedyna porażka po „odklepaniu” wykonanej na nim techniki parterowej. Musiało to również wzbudzić w nim wątpliwości, w wyniku których Holender postanowił jednak wrócić do dawnej wagi. Niejako „po drodze” odbył drugą walkę z Vitorem Belfortem w umownej kategorii wagowej usytuowanej pomiędzy wagą ciężką i półciężką. Podobnie jak za pierwszym razem, zwyciężył. Była to jednak cisza przed burzą. Kolejne piętnaście miesięcy okazało się być jak dotąd najgorszymi w karierze Overeema. Wróciwszy do niższej wagi odnotował trzy kolejne porażki, kolejno w rewanżu z Antonio Rogerio Nogueirą, Ricardo Aroną i ponownie z Mauricio Ruą. To przelało czarę goryczy i Overeem zdecydował się definitywnie opuścić wagę półciężką.</p>
<p><strong>Niejednoznaczne efekty</strong></p>
<p>Efekty były zrazu niejednoznaczne. W czerwcu 2007 roku nadeszła wprawdzie wreszcie wygrana, nad rodakiem Michaelem Knappem, ale trzy miesiące później Holender poniósł porażkę w kolejnym rewanżu, tym razem z Kharitonovem. Potem było już jednak tylko lepiej. Mało tego, od czasu owej porażki z Rosjaninem, Overeem po dziś dzień nie zanotował ani jednej porażki na ringach MMA. Jednocześnie powrócił na ring kickbokserski, a ściślej mówiąc na scenę K-1. Tu nie dawano mu większych szans na zdobycie jakichkolwiek liczących się trofeów, ale już pod koniec roku 2008 Holender udowodnił, że nie należy go lekceważyć nokautując wschodzącą gwiazdę ringu, Badra Hari’ego. Zaczęto się z nim liczyć. Następny w kolejce był kilkukrotny mistrz K-1 Grand Prix, Remy Bonjasky – starcie skończyło się decyzją sędziów, ci zaś orzekli zwycięstwo mistrza. Nie zraziło to Overeema, który wziął udział w kwalifikacjach do Grand Prix w roku 2009 i niespodziewanie pokonał legendarnego Petera Aertsa zapewniając sobie udział w turnieju głównym. Co więcej, ćwierćfinał też okazał się zwycięski – tym razem poległ Everton Teixeira. Dopiero w półfinale musiał uznać wyższość Hari’ego.</p>
<p><strong>Dobra passa</strong></p>
<p>Tymczasem na polu MMA rozpoczęła się kolejna dobra passa, tym razem obfitująca w tytuły. W starciu o wakujący tytuł wagi ciężkiej organizacji Strikeforce Overeem uporał się z Paulem Buentello, trzy lata później tytuł ten skutecznie broniąc przed zapędami pretendenta, Bretta Rogersa.</p>
<p>Jednocześnie kilkukrotnie walczył w ramach organizacji DREAM odnosząc same zwycięstwa – wyjątkiem była jedynie walka z Mirko Filipovicem, którą uznano za niebyłą, ale w której również zdecydowanie dominował. Uwieńczeniem tych sukcesów było zdobycie pasa mistrzowskiego japońskiej organizacji 31 grudnia 2010 roku po błyskawicznym znokautowaniu Todda Duffee.</p>
<p>Zaledwie dwadzieścia dni wcześniej Overeem dokonał rzeczy bezprecedensowej w nowoczesnych sportach walk: został pierwszym zawodnikiem, który został mistrzem liczącej się organizacji MMA oraz wygrał K-1 Grand Prix. To ostatnie trofeum zdobył 11 grudnia po uporaniu się kolejno z trzema przeciwnikami jednego wieczoru: Tyrone’m Spongiem, Gokhanem Saki i Peterem Aertsem.</p>
<p><strong>Dalsze wyzwania?</strong></p>
<p>Wobec powyższego, jakie wyzwania mogą jeszcze Overeema czekać? Jest ich, wbrew pozorom niemało. Przede wszystkim jest nim zbliżający się turniej wagi ciężkiej Strikeforce, w którego rundzie pierwszej – a zarazem ćwierćfinale – Holender spotka się raz jeszcze z Werdumem. Będzie on faworytem tego, starcia i jednocześnie całego turnieju, obok Fiodora Emelianenko. Ale, jak wiadomo, w sporcie bywa różnie, a statystyki przemawiają na korzyść Brazylijczyka, gdyż Overeem ma jakąś dziwną słabość do zawodników tej nacji. Ścierał się dotąd z pięcioma z nich, w sumie ośmiokrotnie; wygrał jedynie dwie z tych konfrontacji, obie z tym samym zawodnikiem – Vitorem Belfortem. Ponadto, wyjąwszy właśnie Belforta, nie miał też szczęścia do rewanżów: przegrywał swoje drugie starcia i z Ruą, i z Nogueirą, i z Kharitonovem, przy czym z dwoma pierwszymi nie powiodło mu się i za pierwszym razem. Co ciekawe, z ostatnim może się jeszcze spotkać, gdyż ten również weźmie w turnieju Strikeforce udział – do takiego pojedynku może dojść dopiero w finale. Zanim to jednak nastąpi, Overeem musi pokonać nie tylko Werduma – dodajmy jeszcze, że ten w swej ostatniej walce pokonał samego Emelianenkę! – ale i półfinalistę, którym prawdopodobnie będzie tenże Emelianenko.</p>
<p>Podsumowując, turniej ten będzie największym wyzwaniem w karierze Holendra. Brał już bowiem wcześniej udział w tego typu zawodach, ale nigdy jako faworyt. Tym razem oczekiwania są bardzo duże i taka też presja będzie na nim ciążyła. Niezależnie od rezultatu turnieju pozostają jeszcze dwa obszary, na których potrójny mistrz ma coś do udowodnienia. Pierwszym jest K-1 – kibice są bardzo ciekawi, jak sobie poradzi jako triumfator Grand Prix i od tego czasu czołowy zawodnik tej organizacji. Wielu jest zdania, że nie zasłużył na takie laury, jego zadaniem będzie więc tych głosów krytyki uciszenie. Drugim jest UFC. Amerykańska organizacja jest obecnie największą i najważniejszą w świecie MMA. Jeśli Overeem nadal będzie wygrywał, godnych siebie przeciwników znajdzie tylko tam. A na jankeskiej ziemi wielu zawodników z sukcesami w Japonii już straciło zęby, wymieńmy chociażby Antonio Rodrigo Nogueirę, Mirko Filipovica czy Wanderleia Silvę (co ciekawe, da się zauważyć, choć na mniejszą skalę, prawidłowość odwrotną, czego przykładem byli między innymi Liddell czy Arlovsky).</p>
<p>Czy Overeem sprosta wielkim oczekiwaniom, które wzbudził swoimi ostatnimi występami, to czas wkrótce pokaże. Rok 2010 był dla niego niezwykle szczęśliwy. Aby kolejny był równie udany, musiałby wygrać turniej Strikeforce, najlepiej eliminując po drodze Emelianenkę, a na dokładkę może jeszcze powtórzyć sukces w K-1 Grand Prix lub przynajmniej zajść w tym turnieju bardzo daleko. Te cele będą bardzo trudne do osiągnięcia, ale Holender wydaje się ostatnio być niemal niepokonany.</p>
<p>Być może najbliższa przyszłość stan rzeczy zrewiduje, ale dziś można chyba śmiało powiedzieć: Alistair Overeem jest obecnie największym mistrzem sportów walk w wadze ciężkiej na świecie.</p>
<p><em>Autor: Michał Kiełbik (Kilbian)<br />
Powyższy artykuł pochodzi z darmowego magazynu Ring<br />
<a href="http://www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html" title="www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html" target="_blank">www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html</a></em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rzekazdrowia.pl/zloty-chlopiec.php/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Giganci MMA</title>
		<link>http://www.rzekazdrowia.pl/giganci-mma.php</link>
		<comments>http://www.rzekazdrowia.pl/giganci-mma.php#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 15 Sep 2011 21:21:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Artur</dc:creator>
				<category><![CDATA[Sporty walki]]></category>
		<category><![CDATA[Akebono]]></category>
		<category><![CDATA[Hong Choi]]></category>
		<category><![CDATA[masa ciała]]></category>
		<category><![CDATA[MMA]]></category>
		<category><![CDATA[Semmy Schilt]]></category>
		<category><![CDATA[Tim Silvia]]></category>
		<category><![CDATA[wzrost]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rzekazdrowia.pl/?p=8303</guid>
		<description><![CDATA[Kolejny artykuł o Fiodorze – pomyśli pewnie nie jeden z was zerkając na tytuł. Nic bardziej mylnego! Tym razem przyjrzymy się zawodnikom, którzy nie wyróżniają się z szeregu innych nie tyle swoimi umiejętnościami, co gabarytami. Górna granica ciężkiej kategorii w UFC to marne 120,2 kilogramów, czyli w systemie anglosaskim 265 funtów. Cóż to jest dla [...]]]></description> 
	   
		<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://www.rzekazdrowia.pl/wp-content/uploads/2011/09/giganci-mma-300x200.jpg" alt="Giganci MMA" title="Giganci MMA" width="300" height="200" class="alignleft size-medium wp-image-8415" />Kolejny artykuł o Fiodorze – pomyśli pewnie nie jeden z was zerkając na tytuł. Nic bardziej mylnego! Tym razem przyjrzymy się zawodnikom, którzy nie wyróżniają się z szeregu innych nie tyle swoimi umiejętnościami, co gabarytami. Górna granica ciężkiej kategorii w UFC to marne 120,2 kilogramów, czyli w systemie anglosaskim 265 funtów. Cóż to jest dla prawdziwego mężczyzny? Żaden z gigantów, o których napiszę nie miałby zatem czego szukać w amerykańskiej organizacji, bo chociaż teoretycznie kategoria super ciężka występuję w zunifikowanych regułach, to w UFC brak reprezentujących ją zawodników. Dziś brakuje. Pierwsze gale UFC wyróżniały się bowiem kolorytem, brakiem limitów i w ogóle kategorii wagowych. Wielu z was pewnie nazwałoby takie walki „freak show” i pewnie sporo byłoby w tym prawdy. Ja jednak z nostalgią wracam do pierwszych gal, bo i na nich było co oglądać.<span id="more-8303"></span></p>
<p><strong>Król wagi</strong></p>
<p>Król może być tylko jeden i tak jest również w tym przypadku. Niekwestionowanym zwycięzcą i najcięższym zawodnikiem MMA w historii jest wywodzący się z sumo Emmanuel „Manny” Yarbrough. Legitymujący się rekordem 1-2 Amerykanin podczas swojej walki w trakcie UFC 3 ważył 616 funtów czyli ponad 279 kilogramów! Poza walkami jego waga przekraczała chwilami 360 kilogramów. Warto zauważyć, że Yarbrough w 1995 roku zdobył tytuł amatorskiego mistrza świata w sumo i wpisany jest do Księgi Rekordów Guinnessa, jako najcięższy sportowiec w historii. Niestety, na tym kończą się jego osiągnięcia. Swoje porażki zawdzięcza zawodnikom dużo lżejszym od siebie. Pierwszy pogromca Emmanuela &#8211; Keith Hackney, dzięki swojemu zwycięstwu otrzymał przydomek „Zabójca Gigantów”.</p>
<p>Przegrana przez Emmanuela walka w trakcie gali Pride 3, to starcie z Japończykiem Daiju Takase, który ważył zaledwie 77 kg. Była to walka pomiędzy fighterami z największą różnicą wagi w historii MMA. Różnica ta wynosiła ponad 189 kilogramów! Niestety niewydolność krążenia i problemy z chodzeniem spowodowały, że Amerykanin musiał wycofać się z czynnego uprawiania sportu i dzisiaj występuje głównie w reklamach i programach telewizyjnych.</p>
<p><strong>Najcięższa walka</strong></p>
<p>Starciem gigantów bez wątpienia można nazwać walkę, która odbyła się w sylwestrowy wieczór 2006 roku na gali K-1: Premium 2006 Dynamite. Naprzeciwko siebie stanęli Paulo Cesar Silva i Chad &#8220;Akebono&#8221; Rowan. Silva – były koszykarz ważył w tym starciu 181 kilogramów. Przeciwko sobie miał natomiast pierwszego w historii obcokrajowca, który uzyskał najwyższą rangę w sumo &#8211; rangę Yokozuny. Sumita ważył 220 kg, a starcie to jest uznawane za walkę, w której suma wagi obu zawodników była największa w całej historii MMA. Górą był Silva, który w pierwszej rundzie poddał Akebono kimurą.</p>
<p>Niestety obaj panowie w MMA nie osiągnęli zbyt wiele. Akebono z rekordem MMA 0-4 i 1-8 w K-1 utracił zdobyty w trakcie zapasów prestiż i zyskał nowy przydomek „Makebono” („make” oznacza przegrywać w języku japońskim). Silva natomiast zakończył karierę MMA z rekordem 2-6 i obecnie uprawia wrestling oraz pracuje jako bramkarz w klubie nocnym w Nowym Jorku.</p>
<p><strong>Królowie wzrostu</strong></p>
<p>Dwóch zawodników stoi na najwyższym podium w tej kategorii. Są nimi znany już wcześniej Paulo Silva i Hong „Koreański potwór” Choi. Obaj panowie legitymują się wzrostem 219 cm i o 6 cm wyprzedzają kolejnego pretendenta w tej kategorii &#8211; Sammy’ego Schilta. O dokonaniach Silvy pisałem wyżej, sława Choi’a z rekordem 2-3 pochodzi wyłącznie z powodu walki z Fiodorem Emelianenką, którą przegrał przez dźwignię na rękę. Królów łączy jeszcze jedna osoba &#8211; Ikuhisa Minowa. Mający zaledwie 175 cm wzrostu i ważący 88 kilogramów „Minowaman” pokonał ich obu w walkach, które zakwalifikować należy do tych, z największą różnicą wzrostu pomiędzy walczącymi w nich fighterami. Wynosiła ona aż 43 cm! Japończyk bez wątpienia jest specjalistą od rzeczy niemożliwych i na swoim koncie ma również zwycięstwa z takimi zawodnikami jak Bob Sapp (194 cm, 158 kg) czy Eric „Butterbean” Esch (182 cm, 206 kg).</p>
<p><strong>Walka w chmurach</strong></p>
<p>Walką w której spotkali się najwyżsi zawodnicy była walka Hong Choi przeciwko Semmiemu Schiltowi. Obaj walczyli nie w formule MMA, tylko w K-1, a ich sumaryczny wzrost wynosił 430 cm! MMA niestety może pochwalić się jedynie wartością 421 cm. Jednak co ciekawe, opisywana wcześniej „najcięższa” walka w historii MMA była również walką „najwyższą”. Wzrost Paulo Silvy wynosi bowiem 218 cm, a Chad Rowan ma 203 cm wzrostu.</p>
<p><strong>Czy rozmiar ma znaczenie?</strong></p>
<p>Z pewnością większy zasięg ramion i kilka kilogramów mięśni więcej stanowi przewagę nad przeciwnikiem. Trudno jednak różnicę kilkudziesięciu kilogramów czy centymetrów traktować w taki sam sposób. Słaba wydolność i wytrzymałość u zawodników skrajnie ciężkich, powolność, brak refleksu i koordynacji u wysokich powoduje, że w zestawieniu TOP 10 najcięższych i najwyższych zawodników tylko jeden zdobył pas mistrzowski. Oczywiście chodzi tu o Tima Sylvię, który ze swoim wzrostem 203 cm ledwie załapał się do rankingu i do zwycięzców kategorii wzrostu traci aż 15 cm. Szybkość i wytrzymałość, a przede wszystkim talent są ważniejsze od fizycznych parametrów fightera. Wystarczy spojrzeć na obecnych posiadaczy pasów mistrzowskich federacji UFC. Żaden z mistrzów nie góruje nad konkurencją wzrostem czy masą ciała. Więcej, Frankie Edgar – mistrz wagi lekkiej, ze wzrostem 167 cm jest razem z Seanem Sherkiem najniższym spośród 50 zawodników tej kategorii!</p>
<p>W tym kontekście ciekawie zapowiada się zaplanowana na 6 października tego roku walka Stefana Struve’a (211 cm) z Patem Barry’m (180 cm), a więc pomiędzy najwyższym i najniższym zawodnikiem kategorii ciężkiej w UFC. Czy Goliat zmiażdży Dawida czy Dawid pokona Goliata? Tego dowiemy się już za trzy miesiące.</p>
<p><strong>Najciężsi zawodnicy &#8211; TOP 10</strong></p>
<table>
<td>
1
</td>
<td>
Emmanuel &#8220;Manny&#8221; Yarbrough
</td>
<td>
279 kg
</td>
</tr>
<tr>
<td>
2
</td>
<td>
Chad &#8220;Akebono&#8221; Rowan
</td>
<td>
220 kg
</td>
</tr>
<tr>
<td>
3
</td>
<td>
Eric Esch
</td>
<td>
206 kg
</td>
</tr>
<tr>
<td>
4
</td>
<td>
Teila Tuli
</td>
<td>
191 kg
</td>
</tr>
<tr>
<td>
5
</td>
<td>
Donald „Yobo” Cruz
</td>
<td>
186 kg
</td>
</tr>
<tr>
<td>
6
</td>
<td>
Thomas Ramirez
</td>
<td>
186 kg
</td>
</tr>
<tr>
<td>
7
</td>
<td>
Paulo „Gigant” Silva
</td>
<td>
81 kg
</td>
</tr>
<tr>
<td>
8
</td>
<td>
John Matua
</td>
<td>
181 kg
</td>
</tr>
<tr>
<td>
9
</td>
<td>
Wagner „Zuluzinho” Martins
</td>
<td>
177 kg
</td>
</tr>
<tr>
<td>
10
</td>
<td>
Ross „Niedźwiedź Grizzly” Clifton
</td>
<td>
164 kg
</td>
</tr>
</table>
<p><strong>Najwięksi zawodnicy &#8211; TOP 10</strong></p>
<table>
<tr>
<td>
1
</td>
<td>
Paulo „Gigant” Silva
</td>
<td>
218 cm
</td>
</tr>
<tr>
<td>
2
</td>
<td>
Hong „Koreański Potwór” Choi
</td>
<td>
218 cm
</td>
</tr>
<tr>
<td>
3
</td>
<td>
Semmy Schilt
</td>
<td>
212 cm
</td>
</tr>
<tr>
<td>
4
</td>
<td>
Stefan Sturve
</td>
<td>
211 cm
</td>
</tr>
<tr>
<td>
5
</td>
<td>
Mike Hurring
</td>
<td>
209 cm
</td>
</tr>
<tr>
<td>
6
</td>
<td>
Gan McGee
</td>
<td>
208 cm
</td>
</tr>
<tr>
<td>
7
</td>
<td>
Wes Sims
</td>
<td>
208 cm
</td>
</tr>
<tr>
<td>
8
</td>
<td>
Chad &#8220;Akebono&#8221; Rowan
</td>
<td>
203 cm
</td>
</tr>
<tr>
<td>
9
</td>
<td>
Wagner „Zuluzinho” Martins
</td>
<td>
203 cm
</td>
</tr>
<tr>
<td>
10
</td>
<td>
Tim Silvia
</td>
<td>
203 cm
</td>
</tr>
</table>
<p><em>Autor: Michał Wiśniewski (Mevv)<br />
Powyższy artykuł pochodzi z darmowego magazynu Ring<br />
<a href="http://www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html" title="www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html" target="_blank">www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html</a></em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rzekazdrowia.pl/giganci-mma.php/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wywiad z Marloes Coenen</title>
		<link>http://www.rzekazdrowia.pl/marloes-coenen-wywiad.php</link>
		<comments>http://www.rzekazdrowia.pl/marloes-coenen-wywiad.php#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 15 Sep 2011 21:21:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Artur</dc:creator>
				<category><![CDATA[Sporty walki]]></category>
		<category><![CDATA[Marloes Coenen]]></category>
		<category><![CDATA[MMA]]></category>
		<category><![CDATA[Strikeforce]]></category>
		<category><![CDATA[UFC]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rzekazdrowia.pl/?p=8298</guid>
		<description><![CDATA[Holenderka Marloes Coenen to jedna z najbardziej rozpoznawalnych zawodniczek MMA na Świecie. Trzydziestoletnia Marloes swoją karierę zaczynała 11 lat temu w Kraju Kwitnącej Wiśni. Na swoim koncie ma już 24 walki, z których większość kończyło się przed czasem. Po walce z brazylijskim egzekutorem, jakim niewątpliwie jest Cristiane Santos, Marloes Coenen postanowiła przejść do niższej kategorii [...]]]></description> 
	   
		<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://www.rzekazdrowia.pl/wp-content/uploads/2011/09/marloes-coenen-wywiad-300x183.jpg" alt="Wywiad z Marloes Coenen" title="Wywiad z Marloes Coenen" width="300" height="183" class="alignleft size-medium wp-image-8412" />Holenderka Marloes Coenen to jedna z najbardziej rozpoznawalnych zawodniczek MMA na Świecie. Trzydziestoletnia Marloes swoją karierę zaczynała 11 lat temu w Kraju Kwitnącej Wiśni. Na swoim koncie ma już 24 walki, z których większość kończyło się przed czasem. Po walce z brazylijskim egzekutorem, jakim niewątpliwie jest Cristiane Santos, Marloes Coenen postanowiła przejść do niższej kategorii wagowej (135lbs &#8211; około 61kg). W kategorii 135lbs po pokonaniu Sary Kaufman zdobyła pas mistrzowski organizacji Strikeforce, który później skutecznie broniła w walce z Liz Carmouche. Na gali Strikeforce: Fedor vs Henderson sympatyczna Marloes ponownie stanęła w szranki, by bronić swego pasa. Tym razem jej przeciwniczką była Misha Tate. Niestety, w tej walce Marloes musiała uznać wyższość swojej rywalki i oddać swoje trofeum.<span id="more-8298"></span></p>
<p><strong>Kiedy będziemy mogli Cię zobaczyć w ringu?</strong></p>
<p><em>Już niebawem będziecie mogli zobaczyć mnie w akcji. Będę walczyć 30-ego lipca na gali w Chicago [red. wywiad przeprowadzony 8-ego lipca]. Będę tam broniła swojego pasa w walce przeciw Mishy Tate.</em></p>
<p><strong>Po walce z Cristiane Santos zmieniłaś wagę na 135lbs. Jak się tam odnajdujesz? jakie są różnice w kategorii 135lbs w porównaniu do 145lbs?</strong></p>
<p><em>Dziewczyny walczące w kategorii 135lbs nie są aż tak wysokie, jak te z kategorii 145. Choć oczywiście w kategorii 145lbs też nie brakuje tych niewysokich.</em></p>
<p><strong>Chciałabyś rewanżu na Santos czy na razie nie planujesz powrotu do kategorii 145?</strong></p>
<p><em>Tak, ciągle jestem otwarta na walkę w 145.</em></p>
<p><strong>Twoja pierwsza walka miała miejsce w Japonii. Miałaś wtedy zaledwie 19 lat. Kto pojechał z Tobą wówczas na tak daleki debiut i jak go wspominasz?</strong></p>
<p><em>Mój trener &#8211; Martijn de Jong &#8211; już tam był na miejscu. Co więcej, również walczył w tamtym czasie. To było najlepsze doświadczenie w moim życiu. Zmieniło to moje życie całkowicie.</p>
<p>Po tej walce po tygodniu zaprosili mnie ponownie, by wziąć udział w walce o mistrzostwo, jako zastępstwo za kontuzjowaną zawodniczkę. Czasu było bardzo niewiele, ale się zgodziłam&#8230; i wygrałam.</em></p>
<p><strong>W Japonii walczyłaś aż 11 razy. Jak podoba Ci się ten kraj?</strong></p>
<p><em>Baaardzo się zakochałam w Japonii. Kraj, ludzie, ich obsesja na punkcie jakości, uprzejmość Japończyków i ich jedzenie. Na prawdę, Japonia to bardzo piękny kraj.</em></p>
<p><strong>Wkrótce po rozpoczęciu zawodniczej kariery zmuszona byłaś do porzucenia studiów w Rotterdamie. Trudna to była dla Ciebie decyzja?</strong></p>
<p><em>Nie, w zupełności nie.</em></p>
<p><strong>Większość swoich walk kończyłaś przez dźwignie, która z nich należy do Twoich ulubionych i dlaczego właśnie ta?</strong></p>
<p><em>Myślę, że dźwignia na rękę (armbar). Myślę, że ta dźwignia jest taką naturalną. Jest swego rodzaju takim naturalnym odruchem nie wymagającym treningów.</em></p>
<p><strong>W 2007 roku startowałaś w turniej ADCC zdobywając tam brązowy medal w kategorii 67 kg. Planujesz może jeszcze występy w ADCC?</strong></p>
<p><em>Z pewnością. Na ADCC byłam również w 2005 roku i nauczyłam się wówczas, że dobry rzut przeciwnikiem, to dopiero początek zabawy. Ludzie z Brazylijskiego Jiu- Jitsu mają nieco inne spojrzenie na walkę, niż zawodnicy Shooto.</em></p>
<p><strong>Przez wiele lat zmagałaś się z gorączką gruczołową. Jak teraz Twoje zdrowie?</strong></p>
<p><em>Już czuję się lepiej. Nie pracuję już jako marketer, więc mam więcej czasu na odpoczynek.</em></p>
<p><strong>Jak to się stało, że gorączka gruczołowa trwała tak długo?</strong></p>
<p><em>Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia. Tak samo moi lekarze nie mieli pojęcia &#8211; a miałam wielu lekarzy.</em></p>
<p><strong>Obecnie trenujesz w Golden Glory. Czy możesz przedstawić naszym czytelnikom, jak wygląda Twój dzień treningowy w tym klubie?</strong></p>
<p><em>Tak. Jestem z Golden Glory, ale od zawsze trenuję z moim trenerem Martijnem De Jongiem. Jestem z Golden Glory i będę z nimi, aż do końca mojej kariery sportowej. To dobry team. W Golden Glory każdy każdego wspiera. Co więcej, ludzie zgromadzeni wokół tego zespołu, to prawdziwi zawodnicy. Jeżeli trzeba, by walczyli między sobą, to tak się dzieje &#8211; na przykład walka pomiędzy Alistairem, a Sakim na gali K-1 w 2010 roku. I to są na prawdę ostre walki! Wkrótce otwieramy filię Golden Glory w Stanach Zjednoczonych w Kalifornii. Również tam bym chciała poprzebywać trochę i zająć się trochę PR-em w Stanach. Mamy teraz filie w Berlinie w Niemczech, w Bukareszcie w Rumunii, w Liverpoolu w Anglii, w Pattaya w Tajlandii i 3 siedziby tutaj w Holandii.</em></p>
<p><strong>Kto wywarł na Tobie największy wpływ podczas twojej kariery zawodniczej?</strong></p>
<p><em>Z pewnością mój trener Martijn de Jong i mój „management”. To oni pozwolili mi uwierzyć w samą siebie. Nawet wtedy, gdy szanse kobiecego MMA w Japonii się zmniejszyły, a na rynku amerykańskim nie było takiego boomu, jaki jest obecnie. Natomiast zawodnicy, którzy mnie inspirowali, to: Rammon Dekkers, Lucia Rijker, Peter Aerts, a teraz Nick Diaz, Alistair Overeem i Gokhan Saki. Również przyglądałam się Siyarowi Bahadurzadze. On wygrał „Glory World Series” i jest posiadaczem pasa organizacji Shooto. Walka finałowa była kolejnym przykładem ducha zawodniczego Golden Glory. Wówczas spotkało się dwóch zawodników Golden Glory &#8211; Siyar Bahadurzda i Tommy Depret. To była mocna walka.</em></p>
<p><strong>Jesteś atrakcyjną kobietą. Czy startując w formule MMA nie masz obiekcji, że twoja kobieca uroda może zbytnio ucierpieć podczas walki w ringu?</strong></p>
<p><em>Nie. Nigdy o tym nie myślę wychodząc do ringu.</em></p>
<p><strong>Porzucając studia w Rotterdamie nie zakończyłaś swojej edukacji. W Amsterdamie studiowałaś komunikację. Czy pracujesz w zawodzie czy też skupiasz się wyłącznie na karierze sportowej?</strong></p>
<p><em>Pracowałam w firmie software’owej, a później w agencji internetowej. Teraz natomiast skupiam się tylko i wyłącznie na treningach. Jest to teraz zdecydowanie najlepszy okres mojego życia.</em></p>
<p><strong>Jak spędzasz swój wolny czas? Jakie są Twoje ulubione zajęcia?</strong></p>
<p><em>Cóż, podczas przygotowań, takich jak teraz, to głównie zajmuję się odpoczynkiem i powrotem do równowagi, po wszystkich dietach i sparringach. Zwykle mam również pełny grafik treningów, jak i podróży. Ale jak mam czas dla siebie, to bardzo lubię robić wypady na miasto, gdy jestem w Amsterdamie, spacerować wzdłuż otaczających miasto kanałów, pochodzić na zakupy czy wstąpić na herbatę. W Amsterdamie zawsze się coś dzieje. Również czytam sporo książek. Uwielbiam gotować lub jadać obiady wspólnie z moimi przyjaciółmi w jakiś restauracjach z różnych kuchni świata, albo takich, co serwują potrawy niczym „od babci”. Niestety, nie znalazłam jeszcze polskiej restauracji w Amsterdamie <img src='http://www.rzekazdrowia.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </em></p>
<p><em>Poza tym, zagrałam moją pierwszą rolę w filmie, który nazywa się „Amsterdam Heavy (Michael Madsen również grał w tym filmie). Było to całkiem ciekawe doświadczenie i jestem przekonana, że w przyszłości wezmę jeszcze udział w jakiś produkcjach filmowych. Mój manager &#8211; Bas Boon &#8211; jest również producentem filmowym, co znacznie ułatwia sprawę.</em></p>
<p><strong>Dziękuję za wywiad i życzę samych sukcesów.</strong></p>
<p><em>Również dziękuję i zachęcam do oglądania mojej walki na Eurosporcie, jak i śledzenia mojego Twittera &#8211; <a href="http://twitter.com/MarloesCoenen" title="http://twitter.com/MarloesCoenen" target="_BLANK">http://twitter.com/MarloesCoenen</a></em></p>
<p><em>Autor: Maciej Gunia (G_U_M_A)<br />
Powyższy artykuł pochodzi z darmowego magazynu Ring<br />
<a href="http://www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html" title="www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html" target="_blank">www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html</a></em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rzekazdrowia.pl/marloes-coenen-wywiad.php/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wywiad z Karolem Matuszczakiem</title>
		<link>http://www.rzekazdrowia.pl/karol-matuszczak-wywiad.php</link>
		<comments>http://www.rzekazdrowia.pl/karol-matuszczak-wywiad.php#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 15 Sep 2011 21:21:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Artur</dc:creator>
				<category><![CDATA[Sporty walki]]></category>
		<category><![CDATA[BJJ]]></category>
		<category><![CDATA[Jiu-Jitsu]]></category>
		<category><![CDATA[Karol Matuszczak]]></category>
		<category><![CDATA[MMA]]></category>
		<category><![CDATA[sztuki walki]]></category>
		<category><![CDATA[walka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rzekazdrowia.pl/?p=8206</guid>
		<description><![CDATA[Karol Matuszczak, to bez wątpienia jedna z najbardziej zasłużonych osób w światku sportów walki w naszym kraju. Można rzec, że słowo „prekursor” jest najlepszym określeniem dla niego. Wszak to on, wraz z grupką innych zapaleńców formował pierwsze szeregi Brazylijskiego Jiu-Jitsu w Polsce &#8211; stylu walki, który pozwolił Royce&#8217;owi Gracie zwyciężać w pierwszych zawodach UFC. Ponadto, [...]]]></description> 
	   
		<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://www.rzekazdrowia.pl/wp-content/uploads/2011/09/karol-matuszczak-300x196.jpg" alt="Wywiad z Karolem Matuszczakiem" title="Wywiad z Karolem Matuszczakiem" width="300" height="196" class="alignleft size-medium wp-image-8207" />Karol Matuszczak, to bez wątpienia jedna z najbardziej zasłużonych osób w światku sportów walki w naszym kraju. Można rzec, że słowo „prekursor” jest najlepszym określeniem dla niego. Wszak to on, wraz z grupką innych zapaleńców formował pierwsze szeregi Brazylijskiego Jiu-Jitsu w Polsce &#8211; stylu walki, który pozwolił Royce&#8217;owi Gracie zwyciężać w pierwszych zawodach UFC. Ponadto, Karol Matuszczak to pionier nie tylko jeśli chodzi o Brazylijskie Jiu- Jitsu, ale również w kwestii MMA. To on wziął udział w pierwszej, zawodowej walce MMA, jaka odbyła się na terenie naszego kraju. W wywiadzie dla naszego magazynu Karol Matuszczak opowiada o swoich początkach ze sportami walki, planach na najbliższą przyszłość i sportowych marzeniach. Tylko u nas czarny pas, Karol Matuszczak.<span id="more-8206"></span></p>
<p><strong>Jakie masz plany na nowo rozpoczęty 2011 rok? Czy Twoi wychowankowie mają ustawione jakieś walki? Zamierzasz zorganizować jakieś seminarium w swoim klubie?</strong></p>
<p><em>Od listopada mamy nową siedzibę klubu, który mieści się w tym samym miejscu, co klub „Post Dali Plaża”. Wspaniałe miejsce w samym centrum Poznania, a jednak pomimo centralnego położenia jest to miejsce leżące w zaciszu. W klubie jest basen i plaża, tak plaża z piaskiem i palmami. Późną wiosną i latem jest tam naprawdę klimatycznie, właściwie jak w Brazylii.</p>
<p>Zamierzam latem zorganizować tam 3-4 dniowe zgrupowania. Chodzi naprawdę dużo ludzi, właściwe zostało bardzo mało miejsca, jak tak dalej pójdzie stworzę listę na zapisy.</p>
<p>Następnym celem jest integracja ludzi z klubu, wprowadzenie nowej kultury, celów i wartości. O tym wszystkim będzie na nowej stronie internetowej klubu, mam już jej szkic, właśnie robimy zdjęcia i filmiki. Materiały filmowe będą dotyczyły: technik, pokazywały fragmenty naszych zajęć, jak również będzie można dowiedzieć się nieco więcej o samym klubie. Moi wychowankowie cały czas startują, mamy paru młodych, bardzo obiecujących zawodników. Co do MMA na gali w Poznaniu 12-ego lutego miał wystąpić w swoim debiucie Konrad Jacek, ale uległ kontuzji kolana i wystąpi za niego Piotr „Żaba” Żowciuk .</em></p>
<p><strong>Jako prekursor BJJ w Polsce na pewno napotkałeś na wiele problemów organizacyjnych. Czy kiedykolwiek przeszła Ci myśl przez głowę, by dać sobie z tym spokój? Jaki był najtrudniejszy problem do pokonania?</strong></p>
<p><em>Nie lubię spraw organizacyjnych, pochłaniają zbyt wiele mojej energii. Staram się pozostawić tę kwestię osobom, które lubią się zajmować takimi sprawami. Mam wystarczająco dużo pracy przy klubie.</em></p>
<p><strong>Porzuciłeś Aikido na rzecz BJJ. Co było główną przyczyną spadku zainteresowania Aikido w Twoim przypadku? Wyniosłeś coś z Aikido, co Ci pomagało lub przeszkadzało w BJJ?</strong></p>
<p><em>Aikido przestało spełniać moje oczekiwania . Natomiast BJJ było tym, czego szukałem od samego początku. Niebywała skuteczność, doskonała zabawa, możliwość innowacji i ciągłego rozwoju. Z Aikido na pewno wyniosłem pewną postawę. Chodzi o umiejętność współpracy, o to że nie staram się przeciwstawiać, pokonywać opór przeciwnika, a raczej tę siłę obchodzić. Podczas ćwiczeń nigdy nie przeszkadzam, a wręcz pomagam starając się naprowadzić kogoś na właściwy sposób wykonania techniki. Z całą pewnością nigdy walki nie traktuję jako walki, a raczej jako grę. To mi pomaga walczyć bardziej zrelaksowanym i czerpać więcej radości z tego co robię. Z Aikido wyniosłem sporo kontaktów i doświadczeń: odbyłem podróż do Japonii oraz przy okazji seminariów zwiedziłem większość Europy.</em></p>
<p><strong>Jako trener doświadczasz wszystkich uroków i wad tej pracy. Powiedz, co według Ciebie jest najprzyjemniejsze z bycia trenerem, a co najbardziej frustruje?</strong></p>
<p><em>Najprzyjemniejszą rzeczą w byciu trenerem jest dla mnie obserwowanie postępów osób trenujących u nas w klubie, jeśli postęp ten przekłada się na całe ich życie i kiedy jeszcze ta osoba potrafi to docenić. Właśnie to jest to!!! Chodzi o to, że ćwiczenia, wygrywanie, przegrywanie, postęp jeśli wszystkie te doświadczenia z maty potrafimy wykorzystać i poprzekładać je na inne dziedziny naszego życia: na naukę, pracę, to wtedy stajemy się naprawdę wartościowymi ludźmi.</p>
<p>Najbardziej frustrujące jest to, kiedy widzisz kogoś z potencjałem, jak marnuje swój talent bo&#8230;tu można wpisać wiele rzeczy. Ale najgorszą jest&#8230;bo on wie lepiej lub są osoby, którym czarno na białym pokazuje się pewne fakty i argumenty, a oni i tak wiedzą swoje.</p>
<p>Inna sprawa, że często trener to osoba odpowiedzialna za zarządzanie klubem, no i tu się zaczyna zbieranie składek, o których stale trzeba przypominać i prosić się o nie. Na szczęście takich osób jest coraz mniej. Bardzo frustrujące jest też to, kiedy wkładasz wiele wysiłku i pieniędzy w ulepszanie warunków, a ciągle słyszysz: ,,no szkoda że podłoga nie jest podgrzewana&#8221;.</em></p>
<p><strong>Jak sam kiedyś stwierdziłeś temat swoich zainteresowań zawsze zgłębiasz. Tak samo było w przypadku sportów walki, gdzie kolekcjonowałeś sporo różnych artykułów z gazet, materiałów video, skryptów, książek itd&#8230;Co w Twojej kolekcji zbiorów dotyczących sportów walki jest Twoim „oczkiem w głowie”.</strong></p>
<p><em>Nie przywiązuję wagi do rzeczy materialnych, moje dyplomy, certyfikaty medale i puchary mam pochowane w szafie. To co cenię, to wspomnienia różnych zabawnych historii i wieloletnie przyjaźnie. Na pewno mam sentyment do zeszytu, w który wklejałem różne publikacje o sztukach walki. Te publikacje były bardzo trudno dostępne, ukazywały się np. w magazynie „Razem”, gazetach „Świat Młodych” itp. Trzeba było wstawać w sobotę bardzo wcześnie rano i biec do kiosku, aby otrzymać taką gazetę. Miałem taki nawyk, że zawsze się zatrzymywałem przed kioskiem i chwile lustrowałem zawartość, właściwie nawyk został do dziś, chociaż nie ma już tylu kiosków i łatwiej o cokolwiek. Bardzo cenię sobie książkę Jerzego Miłkowskiego „Karate”, do której wiele razy wracałem, pięknie napisana. Moja korespondencja z Shoji Nishio Sensei. Stary magazyn „Black Belt”, z którego dowiedziałem się po raz pierwszy o UFC, oprawione miesięczniki „Boks” z lat 70-80 i 90. Bardzo stare magazyny „Budo”, dodatki do miesięcznika „Sportowiec”.</em></p>
<p><strong>Miałeś okazję być pionierem walk MMA w Polsce. Jak postrzegasz rozwój MMA zarówno w naszym kraju, jak i na świecie? Czy odpowiada Ci tor w jakim poszło MMA, zwłaszcza światowe?</strong></p>
<p><em>Powiem szczerze, że nie podoba mi się to, co dzieje się w świecie. Po pierwsze, prym wiedzie USA i ono nadaje ton całej grze, a to oznacza, że MMA rozwija się nie jako sport, ale show biznes. Oznacza to, że nie buduje się zaplecza tego sportu, więc jeśli widzom znudzi się ten sport, to on po prostu upadnie. Po prostu nie będzie tradycji. Druga sprawa, to brutalizacja tego sportu, a więc premiowanie uderzania i to np. łokciami i przedramionami, co prowadzi do kontuzji. Preferowanie walki w stójce. Stary dobry PRIDE był inny, nadal widowiskowy, ale pozostawiał dużo większą elastyczność zawodnikom. Oczywiście ktoś powie, to jest bardziej widowiskowe&#8230;cóż, żeby doceniać akcje w parterze trzeba się na tym znać, tak samo jak trzeba się znać na muzyce klasycznej. Nie znam się na niej, jak i np. na degustacji win, też się nie znam. Żeby to się stało, publiczność trzeba edukować, a niestety na razie nikt tego nie robi.</em></p>
<p><strong>Który z zawodników stanowił dla Ciebie inspirację i dlaczego właśnie ten?</strong></p>
<p><em>Jedną z takich postaci jest Antonio „Minotauro” Noguiera wspaniały zawodnik BJJ, który jak nikt inny potrafił pokazać jak pracuje jiu-jitsu w MMA. Poza tym człowiek, który prawie stracił życie i był ciężko poszkodowany, a potrafił pokonać przeciwności i wspiąć się na szczyt. Człowiek wyjątkowo skromny, który darzy szacunkiem swoich rywali. Wzór sportowca. Bardzo lubię oglądać walki GSP, podoba mi się jego postawa w oktagonie, ale jeszcze bardziej poza nim. Ne cierpię takich zawodników jak np. Rampage, Sylvia. Nie są to sylwetki sportowców, a na pewno nie wzory do naśladowania.</em></p>
<p><strong>W klubie Strefa Walki zajmujesz się m.in. pozyskiwaniem sponsorów. Czy bardzo ciężko jest pozyskać w Polsce sponsora i jak wygląda taki proces?</strong></p>
<p><em>Po pierwsze, z tej roli wywiązuję się bardzo kiepsko. Większość młodych ludzi myśli w ten sposób: naszyję sobie coś tam od sponsora i niech płaci. Problem w tym, że przeważnie sponsorowi się to po prostu nie opłaca. Ludzie często myśląc o sponsoringu mają na uwadze mecenat, a to poważna różnica. Oprócz piłki nożnej i paru innych sportów zespołowych oraz tenisa, w polskim sporcie nie ma pieniędzy. Tylko parę dyscyplin przyciąga uwagę mediów, a to klucz do zdobycia sponsora. Druga sprawa, to gwiazdy. Nikt z szerszej publiczności nie zna gwiazd sztuk walki, no chyba, że za taką uważamy Mariusza Pudzianowskiego.</em></p>
<p><strong>Jedną z Twoich pasji są sporty walki. Ale jak przyznajesz, Twoje zainteresowania sięgają znacznie dalej. Czy mógłbyś przybliżyć naszym czytelnikom swoje inne pasje?</strong></p>
<p><em>Przywództwo – studiowanie jednostek wybitnych i ich wpływ na otaczający świat.<br />
Historia wojskowości &#8211; strategie walki.<br />
Rozwój osobisty &#8211; jak osiągać sukces, jak wprowadzać zmiany we własnym życiu, jak maksymalnie wykorzystać potencjał człowieka.</em></p>
<p><strong>Gdybyś miał wybrać dowolne miejsce na ziemi, gdzie mógłbyś przenieś się ze swoją rodziną i przyjaciółmi, to gdzie by to było?</strong></p>
<p><em>Tam, gdzie byłaby moja rodzina i moi przyjaciele. Miejsce jest ważne, ale najważniejsze to jest dzielić się troskami i radościami ze swoimi bliskimi. Jeśli tego nie jesteśmy w stanie spełnić, mieszkanie nawet w najpiękniejszych zakątkach świata nie sprawi, że będziemy szczęśliwsi.</em></p>
<p><strong>Czytasz dużo książek, jaką książkę poleciłbyś przeczytać naszym czytelnikom?</strong></p>
<p><em>Jedną ciężko mi polecić, ale z dwie-trzy będzie mi łatwiej:<br />
„Mój powrót do życia” Lance Armstrong &#8211; O tym, co jest najważniejsze w życiu i mówi o tym arcymistrz!<br />
„Coaching &#8211; poprowadź swoją drużynę do zwycięstwa” Blanchard. Jak przewodzić ludziom, jak budować zwycięskie zespoły.<br />
„Wykorzystaj swoje mocne strony”, czyli jak wykorzystać nasze najsilniejsze strony i dzięki temu odnieść sukces.</em></p>
<p><strong>Jesteś Mistrzem Europy BJJ. Zamierzasz jeszcze wyjść na matę?</strong></p>
<p><em>Jestem byłym Mistrzem Europy w kategorii brązowych pasów. Teraz faktycznie, przydałoby się wyszarpnąć medal w czarnych. Wszystko zależy od pieniędzy. Jeśli będą, to pojadę. Chciałbym zawalczyć na MŚ czy Pan Amsach, ale niestety raczej się na to nie zapowiada. Dostałem także propozycję walki w MMA, ale chyba nic z tego nie wyjdzie. Po prostu trudno to wpasować w moje plany.</em></p>
<p><strong>Roy Harris nadał Ci czarny pas BJJ, powiedz, czy on faktycznie jest tak znakomity, jak wszyscy mówią?</strong></p>
<p><em>Jest doskonałym nauczycielem, był niezłym zawodnikiem, a na pewno to on dał podwaliny teoretyczne dla całego BJJ, rzecz ogromnie ważna przy nauczaniu, szybszym opanowaniu tej sztuki. Człowiek o niezwykłym umyśle i charakterze oraz wielu zainteresowaniach. Wiem, że obecnie zajmuje się pasją z dzieciństwa, golfem. Dostał certyfikaty PGA, a więc może uczestniczyć w zawodowych turniejach. Sprzedał swoją akademię, powiedział, że to go zbyt obciążało i prowadzi zajęcia w innym klubie.</em></p>
<p><strong>Jesteś znawcą BJJ. Powiedz nam czy warto zachwycać się nowymi technikami i pozycjami: chodzi o gumową gardę Eddiego Bravo, 50/50 braci Mendes czy Ryana Halla, głęboką półgardę, x-gardę. Czy aby być skutecznym trzeba być innowatorem? A może warto udoskonalać tylko podstawy? Jakie jest Twoje zdanie na ten temat?</strong></p>
<p><em>Jak to życie pokazuje nie ma złotej zasady zwłaszcza w odniesieniu do ludzi. Najlepsza jest droga środka, co nie oznacza wcale dzielenia wszystkiego po połowie, a raczej odpowiedniego wyważenia. Uważam, że piękno BJJ właśnie polega na innowacjach, na niesamowitym rozwoju tej sztuki, to tak bardzo nas przyciąga, ta ciągła zmiana, ta ciekawość nowości i próby znalezienia czegoś nowego. Jednak, aby być skutecznym nie trzeba walczyć wymyślnie, wręcz odwrotnie. Prostota to skuteczność! Jednak, aby być skutecznym i stosować proste ruchy, to trzeba znać cały arsenał: ćwierć-gardy, x-gardy itp., żeby nie być zaskoczonym. To przydarzyło mi się, kiedy walczyłem jako niebieski pas z purpurą z Brazylii. Kładł mi na bicepsy stopy i wychylał, myślę sobie: co on robi? Czy on nie potrafi walczyć? Za chwile już wzbiłem się w powietrze i długo frunąłem po przepięknym sweepie. Wystarczy popatrzeć na Bagiego i Helda. Zupełnie odmienne style, a oba skuteczne. Żeby stosować np. gumową gardę, trzeba być nieźle rozciągniętym, podobnie jak odwrotna garda Halla, a więc nadają się tylko dla pewnych typów, podstawy muszą pracować zawsze i dla każdego.</em></p>
<p>Korzystając z okazji chciałbym podziękować wszystkim trenerom za ich często niedocenianą pracę ponieważ, obecnie polskie BJJ jest bardzo cenione w Europie, staliśmy się postrachem Starego Kontynentu. Powoli też stajemy się siłą w MMA.</p>
<p>Dziękuję moim uczniom za lojalność i zaangażowanie. Wszystkim innym życzę niezwykłej wytrwałości w realizowaniu celów i zdrowia bez którego ciężko o osiągnięcia. Liczę także, że pewnego dnia świat sportów walki otrzyma należny mu szacunek od reszty społeczeństwa.</p>
<p><em>Autor: Paweł Sawicki (Zwierzak)<br />
Powyższy artykuł pochodzi z darmowego magazynu Ring</em><br />
<a href="http://www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html" title="www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html" target="_blank">www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rzekazdrowia.pl/karol-matuszczak-wywiad.php/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Podsumowanie World Pro</title>
		<link>http://www.rzekazdrowia.pl/podsumowanie-world-pro.php</link>
		<comments>http://www.rzekazdrowia.pl/podsumowanie-world-pro.php#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 15 Sep 2011 21:21:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Artur</dc:creator>
				<category><![CDATA[Sporty walki]]></category>
		<category><![CDATA[Abu Dhabi]]></category>
		<category><![CDATA[Jiu-Jitsu]]></category>
		<category><![CDATA[MANTO]]></category>
		<category><![CDATA[sztuki walki]]></category>
		<category><![CDATA[World Pro]]></category>
		<category><![CDATA[WPJJC]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rzekazdrowia.pl/?p=8275</guid>
		<description><![CDATA[W dniach 8-9 kwietnia 2011 roku rozpoczęły się Profesjonalne Mistrzostwa Świata w Brazylijskim Jiu-Jitsu, które zawodnicy i kibice nazywają po prostu World Pro. W imprezie zorganizowanej w Abu Dhabi wzięło udział ponad 500 zawodników i zawodniczek z całego Świata. Do tej edycji rozgrywano eliminacje, które nie ominęły także Polski. Po raz pierwszy mogliśmy oglądać Bernardo [...]]]></description> 
	   
		<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://www.rzekazdrowia.pl/wp-content/uploads/2011/09/world-pro-podsumowanie-300x196.jpg" alt="Podsumowanie World Pro" title="Podsumowanie World Pro" width="300" height="196" class="alignleft size-medium wp-image-8397" />W dniach 8-9 kwietnia 2011 roku rozpoczęły się Profesjonalne Mistrzostwa Świata w Brazylijskim Jiu-Jitsu, które zawodnicy i kibice nazywają po prostu World Pro. W imprezie zorganizowanej w Abu Dhabi wzięło udział ponad 500 zawodników i zawodniczek z całego Świata. Do tej edycji rozgrywano eliminacje, które nie ominęły także Polski. Po raz pierwszy mogliśmy oglądać Bernardo Farię, Rafaela Lovato, Ary Fariasa czy Rodrigo Cavacę. Kilkanaście imprez wyłoniło zawodników, którzy spotkali się na wielkiej imprezie w Abu Dhabi.<span id="more-8275"></span></p>
<p>Od samego początku musze pochwalić jedną rzecz. Koszulki zamówione przez rząd u naszych producentów MANTO okazały się być strzałem w dziesiątkę. Wreszcie nie miałem problemów z rozróżnieniem, jaki kolor pasa walczy na macie. Jeśli chodzi o walki w gi sprawa jest prosta. Ale w no gi, jeśli realizator nie podaje nam informacji, a komentator mówi w niezrozumiałym języku, to cała sprawa wygląda nieco gorzej. Na turnieju no gi czarne pasy miały koszulki niebieskie, a pozostałe w kolorach swoich pasów. Pomysł naprawdę świetny. W transmisji telewizyjnej uraziła mnie jedna rzecz. W turnieju no gi komentator podczas walki Theodora Canal mówił ciągle, że na macie znajdują się Wellington &#8216;Megaton&#8217; Dias i Bruno Malfacine. Niestety, to był błąd, którego nie mogę wybaczyć, bo nazwiska zacne. Swoją drogą reprezentant Alliance w piękny sposób rozprawił się ze &#8217;staruszkiem&#8217; poddając go.</p>
<p>Przejdę już do samych walk. Największe wrażenie zrobił na mnie Rafael Mendes, który nie tylko wygrał kategorię do 65 kg, ale był również drugi w absolute. To nie lada wyczyn, bo wszyscy trenujący wiedzą, jak przy niewielkiej różnicy umiejętności liczy się masa. Ale widocznie czarny pas, czarnemu pasowi nie równy i Rafael wybija się przed wszystkich. Bardzo podobał mi się styl walki Mendesa, który w no gi walczy efektownie. W finale pokazowa walka braci Mendes jest wisienką na torcie. Generalnie nie było niespodzianek, poza zwycięstwem Rafaela Lovato nad Rodolfo Vieirą, który był typowany do zwycięstwa w całym turnieju. Lovato sweepował z gilotyny, czym zapewnił sobie przewagę punktową.</p>
<p>Polacy niestety nie zdobyli żadnego medalu w zawodach no gi. Najbliżej był Tomasz Mączka, który w dywizji niebieskich i białych pasów doszedł do ćwierćfinału, przegrywając z finalistą wywodzącym się z judo. Oto krótki wywiad z Tomaszem Mączką.</p>
<p><strong>Jak Ci się walczyło w Abu Dhabi? Jak oceniasz poziom tego turnieju?</strong></p>
<p><strong>Tomek</strong>: <em>WPJJC, obok mundialu, odznacza się najwyższym światowym poziomem sportowym. Ponadto, wysokie nagrody pieniężne, jaki cała oprawa turnieju i organizacja przyciągają absolutną czołówkę światową i sprawiają, że jest to turniej wyjątkowy na skalę światową. Na chłodno, już po powrocie do Polski mogę stwierdzić, że trochę mnie to wszystko przerosło. Pierwszy raz walczyłem za granicą i w dodatku na takim turnieju. Mój stan podczas walk mogę określić, jako mieszankę ekscytacji ze stresem. Efekt słaby.</em></p>
<p><strong>Jaki zawodnik/zespół, wywarł na Tobie największe wrażenie?</strong></p>
<p><em>W turnieju NO GI zdecydowanie wyróżnił się team Atos, który zdominował zawody. Z kolei w kimonach nie miał sobie równych team Alliance. Najwieksze wrażenie, niestety negatywne, wywarł na mnie Rafael Mendes. Po przegranym finale kategorii -65kg w kimonach (decyzją sędziowską) z Tanquinho wyszedł z sali, jak obrażony pięciolatek i nie pojawił się na dekoracji. Zachowanie niegodne mistrza.</em></p>
<p><strong>Polska zdobyła dwa medale, co można uznać za sukces. Ale co trzeba zrobić, by dogonić czołówkę, czyli reprezentantów Brazylii?</strong></p>
<p><em>Wydaje mi się, że wynik medalowy absolutnie nie odzwierciedla naszego poziomu sportowego. Wydaje mi się, że mnie i moich kolegów i koleżanek impreza po prostu &#8220;przerosła&#8221; i mogliśmy spokojnie w kat. niebieskich i purpurowych pasków ugrać trochę więcej. A co potrzeba, aby dogonić Brazylijczyków? Czasu. Bardzo dużo czasu. Między polską czołówką, a czołówką brazylijską jest przepaść. Niestety, w Polsce jest to ciągle sport amatorski, większość zawodników oprócz BJJ ma pracę, studia i tysiące innych obowiązków. Najlepsi na świecie zajmują się tylko sportem, trenując 2-3 razy dziennie.</em></p>
<p><strong>Co wywarło na Tobie największe wrażenie w samym mieście? Czy udało Ci się zobaczyć to co, chciałeś?</strong></p>
<p><em>Zjednoczone Emiraty Arabskie sprawiają niesamowite wrażenie, jak w ciągu niespełna 50 lat można się rozwinąć i wykorzystać szansę daną od matki Ziemi. Tutaj pieniądze z ropy są inwestowane i już teraz ten kraj nie obawia się wyczerpania źródeł czarnego złota. Wszystko tutaj jest budowane z rozmachem, jak budynki, to największe, jak hotele, to najdroższe, jak kolejki w parku rozrywki to najszybsze. Megalomania widoczna na każdym kroku.</em></p>
<p><strong>Jak oceniasz poziom organizacyjny zawodów? Jak sędziowanie? Czy wszystko szło sprawnie, nie było przestojów?</strong></p>
<p><em>Mam wrażenie, że zawody w stosunku do poniesionych nakładów wcale nie były zorganizowane aż tak dobrze, jak być mogły. Szczególnie szwankowała komunikacja. Nie mniej, cała reszta odbyła się bez żadnego zarzutu. Widać, że w tym kraju inwestuje się naprawdę duże pieniądze w ten sport. Także z takim zapleczem finansowym każda kolejna edycja będzie lepsza. Sędziowie w mojej opinii sprawdzali się w 100% i prezentowali duży wyższym poziom niż w Polsce. Zwracają uwagę na wszystkie niuanse zawarte w przepisach, mające odzwierciedlenie w przebiegu walki. Prezentują przy tym dużo większy profesjonalizm i pewność swoich decyzji, nie bojąc się wielokrotnie karać za pasywność, dzięki czemu zawodnicy byli aktywniejsi.</p>
<p>Jeszcze tylko podziękowania dla trenerów: Radka Turka i Roberta Faryja, a także kolegów z klubu: Kamila, Grześka, Harrego, Wisiena, Spinacza, Watsona i całej bandy Alliance Team Warszawa. Wielki dzięki za pomoc! Dziękuje również firmie TENSIO.pl oraz sklepowi mmaniak.pl za wsparcie sponsorskie.</em></p>
<p>14-15 kwiecień to zawody w gi. W turnieju w kimonach walczyło o wiele więcej zawodników niż bez, gdyż mieliśmy rywalizację kobiet i dojście chociażby Cobrinhy, który nie wyrobił wagi i walczył w wyższej kategorii. Cobrinha radził sobie na tyle dobrze, że doszedł do finału absolute, w którym musiał uznać wyższość Rodolfo Vieiry, największemu wygranemu zawodów.</p>
<p>Vieira wygrał absolute i swoją kategorię, w finale miażdżąc reprezentanta Nova Uniao, Bruno Bastosa. Nie obyło się bez niespodzianek. Michael Langhi odpadł wcześnie, a w dniu finałów mieliśmy niespodzianki. W finale najlżejszej kategorii czarnych pasów, Augusto Mendes z Soul Fighters pokonał Rafaela Mendesa z Atos decyzją sędziów. Po ogłoszeniu werdyktu obrażony Rafael nie poszedł nawet odebrać medalu. Nie jest to zachowanie godne sportowca, a co dopiero mistrza. W kategorii do 74 kg również niespodzianka. Leandro “Lo” Nascimento, wcześniej nieznany, pokonał legendarnego Celsinho. Dalej już bez niespodzianek, może tylko zwycięstwo Lucio Rodriguesa w kategorii do 92 kg można uznać za małą niespodziankę.</p>
<p>Polacy natomiast zdobyli dwa brązowe krążki. Anna Willanowska z Warszawskiej Copacabany wywalczyła brąz w kategorii do 63 kg w niebieskich pasach. Takim samym sukcesem może pochwalić się Wojciech Raś, który w niebieskich pasach wygrał najcięższą kategorię. Udało nam się przeprowadzić krótki wywiad z Karoliną Zawodnik.</p>
<p><strong>Jak Ci się walczyło w Abu Dhabi? Jak oceniasz poziom tego turnieju? Jaki zawodnik/zespół, wywarł na Tobie największe wrażenie?</strong></p>
<p><em>W związku z tym, że mam purpurowy pas walczyłam w dywizij do 63 kg z pasami czarnymi i brązowymi (taki był tam podział). Poziom w Abu Dhabi jest najwyższy i walczyło mi się bardzo ciężko. Mimo, że przegrałam &#8220;tylko&#8221; dwoma przewagami, uważam że przeciwniczka, z którą walczyłam kontrolowała dość mocno cały przebieg walki. Niestety, nie udało się wygrać, ale doświadczenie jakie zdobyłam podczas tej walki jest bezcenne.</p>
<p>Cała ta impreza wywarła na mnie ogromne wrażenie. Skupiałam się głównie na dziewczynach, które tam walczyły i z wielkim zaciekawieniem oglądałam ich walki. Duże wrażenie zrobiła na mnie Penny Thomas, która doszła do finału +63 oraz Beatriz Mesquita, która przegrała tylko przewagą w finale z Luanną Alzuguir.</em></p>
<p><strong>Polska zdobyła dwa medale, co można uznać za sukces. Ale co trzeba zrobić, by dogonić czołówkę, czyli reprezentantów Brazylii?</strong></p>
<p><em>Wątpie, żeby nasze pokolenie miało szanse dogonić brazylijską czołówkę. Po pierwsze, oni trenują od dziecka. Nie zajmują się niczym innym i trenują BJJ 3 razy dziennie. Niestety, polskie realia nie pozwalają nam na to. Myślę, że dzieci, które teraz zaczynają trenować BJJ mają duże szanse w przyszłości złoić skórę paru Brazolom. (śmiech).</em></p>
<p><strong>Co wywarło na Tobie największe wrażenie w samym mieście?</strong></p>
<p><em>Mimo krótkiego pobytu udało nam się zwiedzić Dubaj. Jest to bardzo piękne miasto, byliśmy przy najwyższym budynku na świecie, w wielkim centrum handlowym (z oceanarium i lodowiskiem w środku). Miasto to zrobiło na mnie duże wrażenie. Zabrakło nam jeszcze tak dwóch dni, aby pojechać na pustynie i poleżeć na plaży.</em></p>
<p><strong>Jak oceniasz poziom organizacyjny zawodów?</strong></p>
<p><em>Troszeczkę zamieszania było z wagą. W hotelu była mało dokładna i suma sumarum na saunie zbiłam o 1 kg za dużo <img src='http://www.rzekazdrowia.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> . Nikt nas nie poinformował, że na ważenie mamy wziąć ze sobą kimona (aby naszyć naszywki z numerami) i uiścić dodatkową opłatę, więc musiałyśmy jeszcze raz jechac do hotelu po brakujące rzeczy. Jeżeli chodzi o sędziowanie było na najwyższym poziomie, żadnych pomyłek. Organizacja samych zawodów bez zastrzeżeń.</p>
<p>Dziękuję mojemu trenerowi &#8220;Bagiemu&#8221; i całemu Berserkers team za wkład w przygotowaniu jaki włożyli do tych zawodów.</em></p>
<p><em>Autor: Paweł Sawicki (Zwierzak)<br />
Powyższy artykuł pochodzi z darmowego magazynu Ring<br />
<a href="http://www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html" title="www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html" target="_blank">www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html</a></em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rzekazdrowia.pl/podsumowanie-world-pro.php/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>TUF 13 &#8211; przepustka do sławy</title>
		<link>http://www.rzekazdrowia.pl/tuf-13-przepustka-do-slawy.php</link>
		<comments>http://www.rzekazdrowia.pl/tuf-13-przepustka-do-slawy.php#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 15 Sep 2011 21:21:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Artur</dc:creator>
				<category><![CDATA[Sporty walki]]></category>
		<category><![CDATA[MMA]]></category>
		<category><![CDATA[The Ultimate Fighter]]></category>
		<category><![CDATA[TUF]]></category>
		<category><![CDATA[UFC]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rzekazdrowia.pl/?p=8295</guid>
		<description><![CDATA[Kolejny, już trzynasty sezon The Ultimate Fighter zbliża się do półmetka. Tym razem trenerami rywalizujących ze sobą teamów są zawodnicy wagi ciężkiej &#8211; były mistrz tej kategorii Brock Lesnar (5-2) i wschodząca gwiazda wagi ciężkiej &#8211; Brazylijczyk Junior dos Santos (12-1). Po raz piąty w historii TUF szansa pojawiła się przed chłopakami z wagi półśredniej. [...]]]></description> 
	   
		<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://www.rzekazdrowia.pl/wp-content/uploads/2011/09/tuf-13-300x177.jpg" alt="TUF 13 - przepustka do sławy" title="TUF 13 - przepustka do sławy" width="300" height="177" class="alignleft size-medium wp-image-8409" />Kolejny, już trzynasty sezon The Ultimate Fighter zbliża się do półmetka. Tym razem trenerami rywalizujących ze sobą teamów są zawodnicy wagi ciężkiej &#8211; były mistrz tej kategorii Brock Lesnar (5-2) i wschodząca gwiazda wagi ciężkiej &#8211; Brazylijczyk Junior dos Santos (12-1). Po raz piąty w historii TUF szansa pojawiła się przed chłopakami z wagi półśredniej. W poprzednich edycjach TUF pomogła w karierze takim zawodnikom w tej kategorii wagowej jak: Joe Stevenson (walczący obecnie w lekkiej), Matt Serra czy Mac Danzig. Czas pokaże czy i wśród nich znajdzie się przyszły czołowy zawodnik kategorii, w której niepodzielnie rządzi Georges St-Pierre. Zatem przyjrzyjmy się, jak w tej edycji wygląda narybek UFC.<span id="more-8295"></span></p>
<p><strong>Kontrowersje</strong></p>
<p>Ten sezon jeszcze przed startem wywołał dyskusję. Wielu kibiców uważało wybór słabo mówiącego po angielsku Brazylijczyka na trenera za mocno chybiony. W pierwszych odcinkach trudno usłyszeć od niego coś więcej niż pojedyncze słowa i najprostsze zdania. Zamiast niego najpierw w rozmowach, a później na treningach bryluje sprowadzony przez niego do pomocy trener zapasów. Słabo mówiący Santos czuje, że jego pozycja jako głównego trenera jest zagrożona i po kilku próbach dogadania się ze swoim człowiekiem usuwa go ze swojego teamu i z całego show.</p>
<p>Z biegiem czasu (i kolejnych odcinków) Junior jednak ośmiela się i przed ćwierćfinałami bariera językowa pomiędzy trenerem i zawodnikami znika. Dodatkowo, sympatyczny i prostolinijny charakter Santosa z pewnością przysporzy mu wielu nowych fanów wśród oglądających TUF.</p>
<p>Z wyborem Brazylijczyka na trenera wiąże się jeszcze jedna niemiła dla niego sprawa. Przed jego walką z Royem Nelsonem na UFC 117 przewodniczący UFC ogłosił, że stawką tej walki będzie miejsce challengera i jej zwycięzca otrzyma walkę o pas. Niestety na obietnicach się skończyło. Zwycięski Santos zamiast walki o tytuł z Lesnarem otrzymał&#8230; walkę z Lesnarem, lecz nie o pas tylko prawo do zmierzenie się z pogromcą Lesnara niesamowitym Cainem Velasquezem.</p>
<p><strong>Bez rundy wstępnej, czyli: Ja chcę do domu!</strong></p>
<p>W TUF 13 zrezygnowano z walk kwalifikacyjnych, które od trzech sezonów przedstawiane były w pierwszym odcinku serii, a których jedynie zwycięzcy otrzymywali prawo do wzięcia udziału w programie. Wszyscy, którzy pojawili się w pierwszym odcinku (poza kontuzjowanym w trakcie treningów Mylesem Jurym) automatycznie weszli do domu TUF. Powody takiego postępowania UFC są niejasne. Trzeba mieć nadzieję, że było to związane wyłącznie z troską o zdrowie zawodników – aż czterech z nich w drodze do finałów musiałoby stoczyć do 4 pojedynków w ciągu 6 tygodni. Gorzej, jeśli znaleziono za mało chętnych prezentujących dostateczny poziom, albo co gorsza – zrezygnowano z rundy eliminacyjnej mając w pamięci przeszłe sezony, w których zawodnicy wchodzący do programu i kreowani na potencjalne gwiazdy odpadali z programu w przedbiegach&#8230;</p>
<p>Brak eliminacji był w części powodem jeszcze jednej niemiłej sytuacji. Jeden z zawodników Santosa jeszcze przed swoją walką uznał, że tęskni za swoją córką i mimo starań Santosa i Dany White’a dobrowolnie zrezygnował z udziału w show!</p>
<p>Czegoś takiego jeszcze w TUF nie było. Biorąc pod uwagę niesamowity wzrost popularności MMA i rosnącą liczbę zawodników, możliwość zaprezentowania się na oficjalnych galach UFC jest niesamowitą wręcz szansą na karierę. W sytuacji, gdy uczestnik już po kilku dniach chce wrócić do domu rodzi się pytanie o determinację i kondycję psychiczną kandydatów na gwiazdy UFC. Również po zakończeniu wszystkich walk pierwszej rundy, gdy wśród przegranych wybierano dwóch zawodników do walki o ostatnie miejsce w ćwierćfinale i tzw. „dziką kartę” żaden z pytanych nie okazał determinacji, pasji czy pragnienia otrzymania drugiej szansy&#8230; źle to wróży.</p>
<p><strong>Czy to będzie on?</strong></p>
<p>W chwili, kiedy piszę ten artykuł program dobija do ćwierćfinałów. Siedmiu zawodników już jest w ćwierćfinałach, a o ostatnie miejsce walczyć będzie jeszcze dwóch. Niestety, tylko w kilku widać to „coś” ,- te przebłyski talentu, który może ich doprowadzić do zwycięstwa w TUF.</p>
<p>Ryan McGillivray &#8211; 24-letni Kanadyjczyk ze stoczonymi już 16 zawodowymi walkami to niewątpliwie jeden z typów na zwycięzcę show. Dobra stójka, wytrzymałość i serce do walki pozwoliły mu stoczyć zacięta walkę z najlepszym zawodnikiem Lesnara, na początku której zaliczył knockdown. Później znowu wyszedł obronna ręką z dźwigni krzyżowej (juji-gatame). Ostatecznie silnymi prostymi wypunktował przeciwnika i wygrał przez decyzję sędziów.</p>
<p>Drugi faworyt, to 22-letni Ramsey Nijem. Wspaniałe zapasy, dobre obalenia, niespożyte siły i agresja pozwalają mu niwelować niedoskonałości w stójce i być bardzo trudnym przeciwnikiem dla każdego z przeciwników. Kontrola płaszczyzny walki i duszenie zza pleców pozwoliły mu zdobyć pierwszego zwycięstwa w programie.</p>
<p>Kolejny fighter z możliwościami rozwoju to Chris Cope. 27-letni członek zespołu Lesnara w swojej walce pokonał faworyzowanego Javiera Torresa przede wszystkim kondycją i wolą walki. Nieźle sobie radził w stójce, dobrze kopał i walczył w klinczu. Jednak przede wszystkim wyróżnił się determinacją i mentalnością prawdziwego wojownika.</p>
<p>Ostatnim z zawodników, którzy niewątpliwie pokazali spore możliwości jest czarnoskóry członek teamu Santosa i zarazem jego pierwszy wybór &#8211; Amerykanin Shamar Bailey. Legitymujący się rekordem 10-3 zapaśnik bez kłopotów wygrał swoją pierwszą walkę dominując przeciwnika swoimi zapasami, siłą, dyna-miką i agresywnością. </p>
<p>Z pewnością dotychczasowe odcinki TUF nie rozczarowują. W kilku chłopakach widać spory potencjał, a parę walk (w tym zakończone przez K.O.) stało na całkiem przyzwoitym poziomie. Niespodziewane zwroty akcji i zabawne sytuacje pokazują charaktery i to, jak wygląda codzienne życie fighterów. Brak burd w domu TUF jest odzwierciedleniem zachowania trenerów. W tej serii nie ma pomiędzy nimi pyskówek, złośliwości, ani przepychanek &#8211; a więc tego do czego przyzwyczaili nas wcześniejsi trenerzy, jak Tito Ortiz, Josh Koscheck czy Rampage Jackson&#8230;czy będzie tak dalej? No cóż, zobaczymy – kolejny odcinek już w środę.</p>
<p><em>Autor: Michał Wiśniewski (Mevv)<br />
Powyższy artykuł pochodzi z darmowego magazynu Ring<br />
<a href="http://www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html" title="www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html" target="_blank">www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html</a></em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rzekazdrowia.pl/tuf-13-przepustka-do-slawy.php/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Przejęcie Strikeforce przez UFC</title>
		<link>http://www.rzekazdrowia.pl/przejecie-strikeforce-ufc.php</link>
		<comments>http://www.rzekazdrowia.pl/przejecie-strikeforce-ufc.php#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 15 Sep 2011 21:21:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Artur</dc:creator>
				<category><![CDATA[Sporty walki]]></category>
		<category><![CDATA[Dana White]]></category>
		<category><![CDATA[MMA]]></category>
		<category><![CDATA[Scott Coker]]></category>
		<category><![CDATA[Strikeforce]]></category>
		<category><![CDATA[UFC]]></category>
		<category><![CDATA[walka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rzekazdrowia.pl/?p=8268</guid>
		<description><![CDATA[Realia MMA w początkowych latach roku dwutysięcznego przedstawiały się następująco: istniały 2 dominujące organizacje &#8211; amerykańskie UFC i japoński PRIDE. Obie organizacje konkurowały ze sobą o prymat na arenie mieszanych sportów walki. Fakt kraju z jakiego pochodziły organizacje był głównym czynnikiem różniącym te organizacje diametralnie. Tak samo jak różnią się Stany Zjednoczone od Japonii, tak [...]]]></description> 
	   
		<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://www.rzekazdrowia.pl/wp-content/uploads/2011/09/strikeforce-ufc-przejecie-300x174.jpg" alt="Przejęcie Strikeforce przez UFC" title="Przejęcie Strikeforce przez UFC" width="300" height="174" class="alignleft size-medium wp-image-8394" />Realia MMA w początkowych latach roku dwutysięcznego przedstawiały się następująco: istniały 2 dominujące organizacje &#8211; amerykańskie UFC i japoński PRIDE. Obie organizacje konkurowały ze sobą o prymat na arenie mieszanych sportów walki. Fakt kraju z jakiego pochodziły organizacje był głównym czynnikiem różniącym te organizacje diametralnie. Tak samo jak różnią się Stany Zjednoczone od Japonii, tak UFC różniło się od PRIDE.<span id="more-8268"></span></p>
<p>Jednak współzawodnictwo i rywalizacja pomiędzy tymi organizacjami dobiegła końca w 2007 roku, kiedy to PRIDE został przejęty przez swojego największego konkurenta UFC. Taki obrót spraw całkowicie wywrócił świat MMA do góry nogami czyniąc amerykańską ziemię Mekką MMA, jednocześnie pozostawiając japońską scenę MMA w rozsypce. Mimo, że włodarze UFC zapewniali o tym, iż gale spod znaku PRIDE ciągle będą organizowane, to rzeczywistość okazała się brutalna. Organizacja PRIDE przeszła do historii, a UFC przejęło aktywa i kontrakty z zawodnikami.</p>
<p>Od tego czasu minęło już 4 lata. Szok szybko minął, a w miejsce PRIDE zaczęli pojawiać się nowi konkurenci. Po ustabilizowaniu się rynku organizacja Strikeforce wychodziła na czoło stawki chcącej konkurować z UFC. Z gali na galę Strikeforce zyskiwał sobie przychylność fanów, która momentalnie odbijała się na słupkach popularności. To w ich szeregach znajdowała się największa gwiazda PRIDE &#8211; Fedor Emelianenko, który nie był w stanie dojść do porozumienia z UFC. Strikeforce stał się przyczółkiem nie tylko dla znanego Rosjanina. Tak samo inni zawodnicy PRIDE, którzy nie zasilili szerokiej ławy UFC odnaleźli swoje miejsce w Strikeforce. Wymieńmy tutaj np. Ronaldo „Jacare” Souza, Gegarda Mousasiego, Alistaira Overeema czy Sergeia Kharitonova.</p>
<p>Tak samo drzwi do Strikeforce stały otworem dla zawodników, z którymi UFC nie przedłużało kontraktów, bądź z przyczyn finansowych nie znaleziono consensusu &#8211; mowa tutaj m.in. o Danie Hendersonie, Fabricio Werdumie czy Renato Sobralu. Te i inne działania sprawiały, że organizacja Strikeforce zaczęła być coraz groźniejszym rywalem dla największego potentata, jakim jest UFC. Działo się tak do dnia, który znowu zatrząsł światowym MMA&#8230;</p>
<p><strong>Dzień, w którym&#8230;</strong></p>
<p>12-ego marca 2011 roku Świat obiegła sensacyjna wiadomość. Wówczas prezydent UFC &#8211; Dana White oznajmił znanemu dziennikarzowi sportowemu zajmującemu się tematyką MMA, Arielowi Helvaniemu, że UFC kupiło Strikeforce. Wiadomość ta wydawała się równie nieprawdopodobna, jak ta sprzed 4 lat, gdy UFC kupowało PRIDE. Zaskoczeni tym faktem byli nie tylko fani. Również i dziennikarze zajmujący się tematykom MMA nie kryli zdziwienia z zaistniałych faktów. Ba, nawet sam Dana White sprawiał wrażenie, jakby trochę nie dowierzał w to, co nastąpiło.</p>
<p>Trudno było przewidzieć taką kolej rzeczy patrząc na to, jak organizacja Strikeforce rozwijała się w ostatnim czasie. Co więcej, nie dochodziły do opinii publicznej żadne niepokojące głosy, jakoby organizacja miała problemy finansowe (tak jak to było w przypadku Affliction). Zatem, co było przyczyną nagłej sprzedaży Strikeforce?</p>
<p>W tej kwestii wypowiedział się Scott Coker (założyciel Strikeforce), czyli najbardziej kompetentna osoba. Zapytany o przyczynę sprzedaży podczas wywiadu, który przeprowadzał z nim Bas Rutten, Coker odpowiedział: „Strikeforce było firmą, która działała w partnerstwie z Silicon Valley Sports &amp; Entertainment. SVSE ma w swoim posiadaniu drużynę hokejową (San Jose Sharks) i to właśnie na drużynie hokejowej postanowili skupić swoje działania biznesowe.” Jak wyjaśnił Coker, SVSE było partnerem finansowym, który zdecydował się opuścić Strikeforce, co pociągnęło za sobą skutek w postaci poszukiwania nowego partnera finansowego &#8211; a tym okazała się być firma Zuffa LLC, czyli właściciel UFC.</p>
<p><strong>Plusy</strong></p>
<p>Niewątpliwie połączenie dwóch największych graczy na rynku MMA będzie miało wpływ na potencjalne pojedynki między zawodnikami i ewentualną fluktuację zawodników pomiędzy tymi organizacjami. Co prawda, zarówno Dana White, jak i Scott Coker na razie twierdzą, że wszystko póki co pozostanie „po staremu”. Jednak, idea mieszania pojedynków pomiędzy zawodnikami UFC, a Strikeforce wydaje się być bardzo prawdopodobna. Pytanie tylko, jak szybko to nastąpi? Z pewnością wielu fanów chciałoby zobaczyć starcia gigantów (np. walkę Caina Velasqueza z Alistairem Overeemem czy Georgesa St-Pierre’a w starciu z Nickiem Diazem). Gdyby do takich walk mogło dojść w przyszłości, to mogłyby na stałe wpisać się w historię MMA. Tak więc, w tym względzie obie organizacje mogą zyskać.</p>
<p>To, co pozytywnego może wnieść UFC do Strikeforce, to tzw. „know-how”. Ultimate Fighting Championship to potężna machina, która na swoim karku ma już ponad 130 gal (w tym zwykłe gale UFC, gale Fight Night czy finały TUF) i która w swoich szeregach ma nie tylko dużą liczbę zawodników, ale także i doświadczonych pracowników zajmujących się przygotowaniem i organizacją gal. Wszak UFC, to firma zatrudniająca blisko 200 pracowników, których głównym zadaniem jest odpowiednia organizacja i promocja gal. Sam Scott Coker przyznał, że był pod wielkim wrażeniem działu marketingu UFC, gdzie tylko w tym dziale pracuje zespół liczący 25 osób. Dla porównania, dla organizacji Scotta Cokera pracował tylko 1 marketingowiec, na głowie którego spoczywała cała promocja i reklama.</p>
<p>Dla UFC natomiast największym zyskiem jest fakt, że były rywal stał się teraz sojusznikiem. Strikeforce przestanie teraz deptać po piętach UFC. Teraz w parze będą tworzyć jeden tandem. Da to z pewnością organizacji rodem z Las Vegas odrobinę oddechu, gdyż pozostali gracze, tacy jak: Bellator, MFC czy DREAM pozostają w tyle. Na tym etapie rozwoju, te organizacje są zbyt małe, by móc zagrozić UFC. Tak na prawdę, jedynym realnym zagrożeniem był Strikeforce. Ale ten problem, jak widać rozwiązał się sam.</p>
<p><strong>Minusy</strong></p>
<p>Jednak kupno Strikeforce przez UFC, to nie tylko euforia na temat możliwości organizowania wspólnych walk pomiędzy zawodnikami obu tych organizacji. To także niepokoje. Niepokoje związane z nagłym zagarnięciem dużej części rynku, jaką dysponowała organizacja Strikeforce. Przed kupnem Strikeforce UFC było zdecydowanym liderem na tym rynku. Jednak po zakupie staje się ono absolutnym i niekwestionowanym liderem&#8230;a właściwie monopolistą. I tutaj właśnie skupiają się obawy fanów, części dziennikarzy czy samych zawodników. Strikeforce niejednokrotnie był alternatywą dla wielu zawodników, gdy nie mogli znaleźć wspólnego języka z UFC. Był on alternatywą zarówno dla zawodników walczących w UFC i niemogących osiągnąć consensusu, przedłużenia kontraktu czy też dla młodych obiecujących zawodników, którzy nie zaskarbili sobie przychylnego oka władz UFC. Stąd obawy zawodników, że o same kontrakty będzie trudniej. Ci, którzy mają obecnie podpisane kontrakty z UFC czy Strikeforce pytani przez dziennikarzy na temat zakupu, w większości starają się udzielać dyplomatycznych odpowiedzi, tak by sobie samemu nie zaszkodzić. Jednak są też tacy fighterzy, jak np. Randy Couture, Josh Barnett czy Paul Daley, którzy nie bali się wyrazić w mediach swojego negatywnego stosunku, co do połączenia.</p>
<p>Druga kwestia, jaka rodzi obawy, to fakt braku realnej konkurencji. Obawy z tym związane dotyczą zarówno jakości widowisk serwowanych przez UFC &#8211; czy brak konkurencji i zarazem bodźca motywującego nie odbije się na jakości oraz czy fakt tak dużej dominacji jednej organizacji nie wpłynie negatywnie na rozwój MMA? Są to obawy słuszne, gdyż nie da się wykluczyć takich faktów. Jednak nie można też z góry założyć, że tak akurat musi być.</p>
<p>Niepokoje również zrodziły się w kwestii kobiecego MMA. W tym temacie UFC i Strikeforce różniły się zasadniczo. Strikeforce to propagator kobiecego MMA, podczas gdy UFC to tylko i wyłącznie walki mężczyzn. Taki stan rzeczy może zaniepokoić fanów kobiecego MMA. Czy władze UFC będą chciały dalej rozwijać kobiece MMA? Wszak to one mają teraz większość władzy i nawet jeśli Strikeforce będzie działał, jako odrębna marka, to UFC będzie miało finalny głos o tym, jak będzie wyglądał Strikeforce &#8211; tak więc zarazem o tym, czy kontynuować rozwój MMA czy też nie.</p>
<p><strong>Jak to właściwie będzie?</strong></p>
<p>Sprzedanie Strikeforce zostało poniekąd wymuszone przez objęcie takiej, a nie innej polityki przez firmę Silicon Valley Sports &amp; Entertainment. Gdyby nie zmiana polityki przez SVSE, to Strikeforce nadal byłby głównym konkurentem UFC. Zaistniałe okoliczności zmusiły do nagłego poszukiwania partnera biznesowego. W wyniku tego pośpiechu widoczny jest brak pewnej wizji na to, jak dalej powinna wyglądać egzystencja obu organizacji w jednym obozie. Z jednej strony, opinia publiczna zapewniana jest o tym, że Strikeforce i UFC pozostaną osobnymi organizacjami i na pewno Strikeforce nie zniknie, tak jak to było w przypadku PRIDE. Z drugiej jednak strony, na szereg pytań dotyczących przyszłości obu organizacji Dana White odpowiada: „jeszcze tego nie wiem”, „musimy to przemyśleć”, „zobaczymy jak to będzie”. Trudno więc nie mieć wrażenia, że szefowi UFC cała sytuacja „spadła, jak manna z nieba” &#8211; teraz tylko trzeba się zastanowić, co z tą „manną” zrobić. Na pewno Strikeforce musi pozostać na rynku przez pewien czas. Organizacja ta ma swoje zobowiązania (choćby np. kontrakt ze stacją Showtime). Jednak jej los nie jest do końca znany. Fani z pewnością nie mogą traktować UFC, jako miłosiernego filantropa. SVSE dało władzom UFC pokaźny prezent, z którego nie omieszkali skorzystać Jak wykorzystają ten prezent? Na pewno tak, by przyniosło to więcej pieniędzy dla Zuffa LLC. Więc jeżeli pozostawienie Strikeforce na rynku lub też wchłonięcie do UFC okaże się najbardziej dochodowe, to tak też uczynią.</p>
<p>Podsumowując, przejęcie Strikeforce przez UFC, to bardzo ważne wydarzenie w światku MMA. Wydarzenie to może ukształtować rozwój tego sportu na dobrych kilka lat. Jednak brak konkretnych wizji, jak zagospodarować prezent od Silicon Valley Sports &amp; Entertainment utrudnia przewidywanie, co do ewentualnego toru, jakim losy tych 2 organizacji mogą się potoczyć. W mojej subiektywnej ocenie wpływ zakupu Strikeforce przez UFC nie będzie miał skutków tylko pozytywnych lub tylko negatywnych. Raczej skłaniałbym się do scenariusza zysków i strat, gdzie część rzeczy fani utracą, by móc część rzeczy zyskać.</p>
<p>Natomiast to, czy więcej będzie pozytywów czy też negatywów, to w dużej mierze zależy od Dana White’a oraz braci Fertitta i przyszłych decyzji, jakie będą musieli podjąć. Nie spodziewałbym się zaprzestania rozwoju kobiecego MMA z prostej przyczyny.</p>
<p>Strikeforce osiągnęło w tej materii bardzo duży sukces, a Gina Carano jest świetnym produktem marketingowym, którego władze UFC na pewno nie chciałyby porzucać. Co więcej, kobiece MMA dzięki galom Strikeforce zaczęło powoli przebijać się do mainstreamu. Zawodniczki takie jak wcześniej już wspomniana Gina Carano, Cristiane Santos czy Marloes Coenen znane są szerszej grupie fanów. Natomiast obawy związane z kontraktami i szansami zawodników brałbym akurat dość poważnie, gdyż w związku z zaistniałą sytuacją ich pole manewru może znacznie się zawęzić.</p>
<p>Podczas rywalizujących między sobą UFC i Strikeforce istniało zapewne większe pole manewru. Jednak przy tylu niewiadomych, jakie mamy na tę chwilę trudno jest wyrokować co do tego, jaki kształt przybierze światowa scena MMA po wykupieniu Strikeforce przez UFC. Pozostaje nam mieć nadzieję, że przyniesie to więcej korzyści, niż strat dla całego MMA przyczyniając się do rozwoju i popularyzacji tego sportu. A jak to będzie miało się w praktyce będziemy mieli okazję się przekonać już w najbliższych miesiącach.</p>
<p><em>Autor: Maciej Gunia (G_U_M_A)<br />
Powyższy artykuł pochodzi z darmowego magazynu Ring<br />
<a href="http://www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html" title="www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html" target="_blank">www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html</a></em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rzekazdrowia.pl/przejecie-strikeforce-ufc.php/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

