Home > Sporty walki

K-1 World GP Warszawa

W niedzielę 28 marca miało miejsce jedno z najważniejszych wydarzeń na polskiej scenie sportów uderzanych w 2010 roku. Owego dnia byliśmy świadkami europejskiej eliminacji K-1 World Grand Prix 2010, która odbywała się na warszawskim Torwarze. Na Torwarze pojawiło się około 2500 widzów, chętnych wrażeń rodem z Yokohamy. Niestety liczba kibiców dalece odbiegała od standardów znanych z japońskich ringów. Co więcej, hala wydawała się dość pusta, gdyż Torwar jest w stanie pomieścić blisko 5000 osób. Wydarzenie na żywo transmitowała telewizja Orange Sport, która dostępna jest na platformie cyfrowej Cyfra + oraz usłudze telewizyjnej Telekomunikacji Polskiej. Natomiast w rolę komentatorów wcielili się, jak zwykle niezawodni: Andrzej Janisz oraz Łukasz „Juras” Jurkowski.

Za organizację eventu w naszym kraju odpowiedzialne było litewskie Bushido i trzeba przyznać, że organizacja była bez zarzutów. Podczas gali nie było niepotrzebnych przerw, po jednej walce od razu następowała druga. Jedyna przerwa, jaka nastąpiła, to 15 minut pomiędzy półfinałami, a superfightami. Widzowie mogli gromadzić się na hali Torwaru już od godziny 17:00. Natomiast gala rozpoczęła się o godzinie 18:00. Gdy zabrzmiał pierwszy gong, niemal wszyscy posiadacze biletów siedzieli już na swoich miejscach. Od początku można było wyczuć atmosferę japońskich gal: publiczność nagradzała zawodników brawami, ale przede wszystkim dominowała ta niesamowita cisza, która towarzyszy zmaganiom zawodników w Japonii. Oczywiście, zdarzało się, że od czasu do czasu ktoś z trybun zakrzyknął w kierunku Ring Girls hasło pokroju: „…czarna zadzwoń potem…”, jednak całość spektaklu odbyła się w bardzo kulturalnej atmosferze. W przerwie można było porozmawiać z zawodnikami oraz kupić jakieś gadżety okolicznościowe związane z galą na stoisku jednego z organizatorów – Asami.

Odwrotnie rzecz miała się z obecnymi na gali Ring Girls. Dziewczyny były tak oblegane, że bardzo trudno było sobie z nimi zrobić zdjęcie. Jedno jest pewne: na pewno nie były to Polki.


Ring Girls w przerwie walki

Większość walk zaprezentowanych widzom była interesująca i mogła się podobać. Spośród wszystkich walk chciałbym zwrócić uwagę na 4 walki. Pierwsza z nich, to starcie pomiędzy Daniilem Sapljoszynem, a Kirilem Pendjurovem. Jedna z ciekawszych walk na tej gali. Obaj zawodnicy zostawili serce w ringu. Walka była wyrównana i dynamiczna. Nie było wyraźnej dominacji 1 zawodnika, dlatego też zasądzono dodatkową rundę, która wyłoniła zwycięzcę n- a był nim Sapljoszyn.


Daniil Sapljoszyn w geście triumfu

Drugą walką, na którą chciałbym zwrócić uwagę, to starcie pomiędzy Michałem Głogowskim, a Remigijusem Morkeviciusem. Bardzo ładna walka w wykonaniu Michała Głogowskiego. Młody Polak nie był stawiany, jako faworyt w konfrontacji z doświadczonym i wymagającym przeciwnikiem. Głogowski dominował przez całą walkę, punktując zdecydowanie rywala. Niestety walka ta zakończyła się w dość dyskusyjny sposób, gdyż sędziowie przyznali remis, co wprowadziło w osłupienie wszystkich widzów, jak i komentatorów sportowych, którzy werdykt sędziowski orzekli mianem skandalu.


Michał Głogowski vs Remigijus Morkevicius

Superfight pomiędzy Pawłem Słowińskim, a Konstantinem Gluhovem był jedną z najbardziej oczekiwanych walk przez widzów, którzy z pewnością chcieli zobaczyć świetną walkę w wykonaniu Pawła Słowińskiego. Niestety, Paweł Słowiński boryka się obecnie z problemami związanymi z kadrą treningową. Wcześniej związany był z Ernesto Hoostem, który pełnił opiekę zarówno treningową, jak i menadżerską. Jednak jest to już historią i widać ma to bezpośredni wpływ na formę, jaką prezentuje w ringu Słowiński. Walka z Gluhovem przebiegała w bardzo chaotyczny sposób. Popularny „the Sting” wygrał swoją walkę knockoutując rywala w drugiej rundzie, jednak cały przebieg walki nie był największym popisem kunsztu technicznego, a bliżej tej walce było do ulicznej bijatyki.

W finałowym starciu spotkali się Daniil Sapljoszyn oraz Tomasz Sarara. Obaj zawodnicy odczuwali trudy swoich wcześniejszych walk, czego dowodem były sińce na ich twarzach. Pierwszą i jak się później okazało jedyną rundę zdominował Sarara. Nieustannie atakował Estończyka, którego w początkowej fazie walki zdołał posłać na deski. Jednak Sapljoszyn miał na tyle sił, by kontynuować walkę. Po knockdownie najwyraźniej rozjuszony Estończyk przystąpił do niwelowania przewagi Sarary i gdy już wydawało się, że zabrzmi gong kończący pierwszą rundę wyprowadził wysokie kopnięcie w stronę atakującego Sarary. Wypadkowa siły ciosu oraz szybkości z jaką zbliżał się Sarara okazała się być potężna i Polak został natychmiast powalony na ziemię doznając ciężkiego knockoutu.

Podsumowanie

Podsumowując, cieszy fakt, że kolejna impreza sygnowana logiem K-1 zawitała do naszego kraju i że Polacy mogli zasmakować choć odrobiny japońskiego kunsztu K-1. Na listę plusów na pewno trzeba wpisać sferę organizacyjną. Gala przebiegała sprawnie, bez większych wpadek, a ochrona dawała duży luz mediom i kibicom, którzy mogli krążyć niemal po całym Torwarze, w przeciwieństwie do np. MMA Challengers. Niestety, drugą stroną medalu była kulawa promocja i co za tym idzie słaba frekwencja. Liczba około 2500 widzów na gali, w stolicy blisko 40 milionowego kraju nie może być uznana za sukces. Jest to stanowczo za mało. Dlatego też należy mieć nadzieję, że włodarze japońskiej organizacji nie porzucą idei gal w Polsce i już wkrótce będziemy mogli cieszyć się kolejną galą K-1 z liczniejszą liczbą widzów.

Autorzy: Paweł Sawicki (Zwierzak), Maciej Gunia (G_U_M_A)
Powyższy artykuł pochodzi z darmowego magazynu Ring

www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html

Skomentuj