Dlaczego intensywna produkcja zwierzęca to złe rozwiązanieWiększość emisji GHG pochodzących z produkcji hodowlanej, nawet w krajach wysoko rozwiniętych, gdzie wykorzystuje się koncentraty paszowe, nawozy i maszyny, pochodzi z naturalnych procesów biologicznych (tj. metan i podtlenek azotu z trawienia i odchodów). Dlatego są one w dużym stopniu wielkością „zadaną z góry” dla danego zwierzęcia. Z tego względu jedną ze strategii rekomendowanych przez niektórych agronomów jest zwiększanie wydajności pojedynczego zwierzęcia, a tym samym redukcja emisji GHG na kg produktu (mięsa, mleka, jaj).

Oznacza to w istocie zmuszanie zwierząt do większego wysiłku i wyciskanie z nich większej ilości produktu w ciągu okresu życia – albo przez skrócenie owego okresu życia, albo przez zwiększenie wydajności w jednostce czasu, względnie jedno i drugie naraz. Może to polegać na tym, że młode cielęta, prosięta, kurczęta i jagnięta są tuczone tak, aby w krótszym czasie osiągnąć wagę ubojową i hodowane w sposób maksymalnie rozwijający tkankę mięśniową, krowy wytwarzają więcej mleka w ciągu roku, zwierzęta zarodowe wydają na świat więcej młodych i skraca się okres między kolejnymi ciążami. Zaproponowano nawet wstrzykiwanie większej liczbie krów hormonu wzrostu BST (somatotropina bydlęca) w celu zwiększenia produkcji mleka; BST zostało w UE zakazane ze względu na zagrożenia dla dobrostanu zwierząt, choć w USA bywa stosowane dość powszechnie w hodowli bydła mlecznego.

Compassion in World Farming uważa, że intensyfikacja produkcji zwierzęcej byłaby głęboko błędną odpowiedzią na globalne ocieplenie z punktu widzenia praktycznego, ekologicznego oraz dobra zwierząt. Byłoby również etycznie i politycznie nie do zaakceptowania w krajach rozwiniętych, gdzie szybko wzrasta troska o dobro zwierząt i środowiskowe skutki hodowli oraz popyt na produkty zwierzęce z chowu wolnego i ekologicznego.

Najnowsza ankieta Eurobarometru wykazała, że w 2005 r. 58% obywateli 25 krajów UE uważała, że warunki życia kur w europejskich hodowlach są „raczej złe” albo „bardzo złe”, a 38% twierdziło, że wolą kupować jaja od kur z wolnego wybiegu (w siedmiu krajach, w tym w Niemczech, Szwecji, Danii i Wielkiej Brytanii odsetek ten wynosił 50% albo więcej). 42% stwierdzało, że największej poprawy wymaga dobrostan kur niosek i kurcząt hodowanych na mięso. W tym samym badaniu 44% obywateli 25 państw UE uznało warunki życia świń za „raczej złe” albo „bardzo złe”. Zdecydowana większość kur niosek, kurcząt mięsnych i świń w 25 krajach UE jest trzymana w systemach intensywnych, a z ankiety wynika, że znaczna część opinii publicznej jest niezadowolona z tej metody produkcji. Możliwe, że pogląd ten podziela wielu ludzi w krajach rozwijających się.

Dalsza intensyfikacja produkcji zwierzęcej oznaczałaby niemal na pewno hodowlę większej liczby świń i drobiu (nieprzeżuwaczy), zapewne w warunkach hodowli przemysłowej, i stosunkowo mniejszej liczby bydła i owiec (przeżuwaczy). Zamiana hodowli pastwiskowej na ekspansję ferm przemysłowych trzody chlewnej i drobiu byłaby w wielu krajach rozwiniętych wyborem bardzo niepopularnym. Poza tym, nic nie pozwala sądzić, że ta niepopularna strategia przyniesie jakąś szybką i adekwatną do potrzeb redukcję emisji GHG.

W krajach wysoko rozwiniętych, gdzie wielu uważa, że intensyfikacja produkcji zwierzęcej już i tak posunęła się za daleko, nierealistyczne jest oczekiwanie, że dalszy wzrost wydajności z pojedynczego zwierzęcia mógłby postępować na tyle szybko, by umożliwić spełnienie celów ochrony klimatu.

Badania nad produkcją wyrobów mleczarskich wykazały, że zależność między wysoką wydajnością, spożyciem koncentratów paszowych i długością życia krów nie jest bynajmniej prosta i mało prawdopodobne jest jej zoptymalizowanie w taki sposób, aby istotnie osiągnąć zmniejszenie emisji GHG. Kurczęta, świnie i krowy mleczne już teraz są bardzo wysoko wydajne, co w pewnych przypadkach już teraz prowadzi do problemów zdrowotnych, gdyż w pędzie do coraz większej produktywności zwierzęta są doprowadzane do granic swych i zjologicznych możliwości; u szybko rosnących brojlerów często występują uszkodzenia nóg i choroby serca, maciory zarodowe coraz częściej kuleją a wysoko wydajne krowy mleczne są bardziej podatne na kulenie, zapalenia sutków i bezpłodność.

Dla kontrastu, świnie i drób w systemach ekologicznych i wolnego chowu są narażone na mniejszy stres i z reguły mają nieco mniejszą wydajność niż zwierzęta w hodowlach przemysłowych. Ekologiczna produkcja wieprzowiny ma niższy potencjał tworzenia efektu cieplarnianego na kg niż produkcja intensywna a emisje GHG pochodzące od drobiu z wolnego chowu są tylko nieco wyższe niż w przypadku kurcząt w hodowlach przemysłowych.

Rolnicy ekologiczni, a także autorzy prac naukowych i IV Oceny IPCC zwracają uwagę, że rosnąca wydajność ze zwierzęcia może przynosić skutki przeciwne do zamierzonych, jeśli oznacza konieczność hodowania większej ilości zwierząt, ponieważ zwierzęta zarodowe szybciej ulegają zużyciu. Na wysoko wydajnych fermach mlecznych krowy są częściej wymieniane na nowe z powodu bezpłodności i złego stanu zdrowia. Zanim kolejna jałówka osiągnie wiek płodny (zwykle pierwsza laktacja występuje po ok. dwóch latach), musi ona jeść, wydalać i emitować CH4 w wyniku fermentacji jelitowej. W tym czasie nie daje ona mleka, co zmniejsza sumaryczną produkcję w przeliczeniu na jedno zwierzę i zwiększa emisje GHG stada jako całości.

Intensyfikację i stres, jakiego w jej wyniku doświadczają zwierzęta uważa się też za znaczące czynniki przyspieszające rozprzestrzenianie się infekcji takich jak zespół rozrodczo-oddechowy świń (PRRS) i wysoce zjadliwa ptasia grypa (HPAI). Infekcje takie pogarszają produktywność, stwarzają duże obciążenie i nansowe dla hodowców, a często także dla podatników w postaci kosztów zwalczania i monitoringu tych chorób.

Intensyfikacja hodowli zwierząt to strategia skompromitowana z perspektywy powstrzymania zmian klimatycznych, a także z punktu widzenia środowiska i dobrostanu zwierząt. Compassion in World Farming z rozczarowaniem stwierdza, że niektórzy agronomowie w odpowiedzi na kwestię „hodowla a globalne ocieplenie” wołają o „więcej tego samego”, zamiast spojrzeć w świeży sposób na całe zagadnienie najlepszego sposobu, w jaki nasze społeczeństwo mogłoby hodować zwierzęta, którymi się żywi.

Powyższy tekst pochodzi z publikacji „Globalne ostrzeżenie: zmiany klimatyczne a dobrostan zwierząt hodowlanych”
www.klubgaja.pl

Skomentuj

Komentarze (1)

  1. polski77 pisze:

    z rolnictwem mam tyle współnego, że naprawiam maszyny rolnicze http://topservice-24.pl/ ale temat hodowli zwierząt porusza mnie do bólu. Przecież jedzenia mamy pod dostatkiem a w dodatku wyrzucamy przez rok 9 milionów ton żywności! więc po co produkować jeszcze więcej, jeszcze szybciej kosztem tych niewinnych istot…?