Fot. Magazyn RingGoran Reljic już w listopadzie zmierzy się ze znanym nam w Polsce Krzysztofem Soszyńskim. O Krzysztofie wiemy dużo. O Goranie, mniej. Może więc warto poznać go trochę przed tym pojedynkiem? Goran pochodzi z Chorwacji, kontynuując tym samym piękną tradycję chorwackiego MMA po Mirku Filipoviczu (27-8-2) i Igorze Pokrajacu (22-7-0). Nie ma może jeszcze tylu walk na koncie co jego rodacy, ale wziąć pod uwagę należy też to, że jest od nich sporo młodszy.

Co jeszcze? Jest perfekcjonistą. Twierdzi, że póki co jego umiejętności są na poziomie zaledwie zadowalającym, ale planuje dojść do ideału. Zamiast telewizji woli czytać. Lubi McDonalda. A żeby się zrelaksować wieczorem wskakuje sobie czasem do wody z lodem. Mało?

Goran rozpoczął swoją karierę w zawodowym MMA w 2004 roku, w wieku zaledwie dziewiętnastu lat. Zaczął trenować MMA niewiele wcześniej. Jak sam powiedział, w jednym z wywiadów, przed swoją pierwszą walką z Bojanem Spalevicem (3-6-0): „znałem tylko kilka poddań i wejście do dwóch nóg, trochę wcześniej trenowałem grappling w klubie Crocopa – powiedzmy jakieś 8 miesięcy.” Mimo tak krótkiego czasu założył swojemu przeciwnikowi piękną balachę z dosiadu już w pierwszej rundzie. Ale w stójce nie pokazał nic a nic.

Fot. Magazyn Ring

Goran Reljic vs Wilson Gouveia

Od tego momentu jego droga w MMA była pasmem sukcesów. Pierwsze sześć walk wygrał przed czasem (trzy balachy, trójkąt, kimura i raz TKO). W siódmej walce spotkał się z Polakiem – Waldemarem Golinskim – na Boxing Explosion 2. Jak sam powiedział, był to jego najtrudniejszy pojedynek na Europejskim gruncie. Wygrał jednak i tę walkę, nie przed czasem, ale jednogłośnie.

Po tym siódmym zwycięstwie przyszła pora na zmianę podwórka. Goranem zainteresowało się UFC. W 2008 roku Goran i UFC podpisali kontrakt i już w maju tego roku młody Chorwat zadebiutował w Oktagonie. Nie obyło się jednak bez niedomówień, które jak twierdzi Goran, wynikły z tego, że nie miał czasu na dokładne przeczytanie umowy. Tuż po podpisaniu kontraktu z UFC, Goran wystartował w turnieju grapplerskim w Bristolu w Anglii. Nie poinformował o tym ani swojego managaera, ani organizacji. UFC uznało to za złamanie warunków kontraktu i zagroziło pozwaniem Gorana do sądu. Także moi drodzy, jak będziecie podpisywać umowy z UFC, czytajcie co wam dają do podpisania. Na szczęście w tym wypadku obu stronom udało się dogadać i już 24. maja Goran stanął do swojej pierwszej walki dla UFC. A jak mu poszło w Bristolu, skoro już jesteśmy przy tym temacie? Wygrał kategorię do 93 kg oraz open.

W Oktagonie jego przeciwnikiem był Wilsona Gouveia, który wtedy miał już na swoim koncie 10 wygranych walk i 4 przegrane. Razem 14 walk, z czego 5 w UFC. Zdecydowanie więc przewyższał Reljica doświadczeniem. Różne były spekulacje na temat możliwego wyniku tej potyczki. Większość nie dawała debiutantowi dużych szans. Goran jednak wierzył w swoje umiejętności. Był przekonany, że jego ciężki trening przygotował go do tej walki. Stójkę ćwiczył pod okiem świetnego uderzacza – Mirko Cropopa Filipovica – „[Stójkę] trenuje z najlepszymi zawodnikami na świecie, oczekuję że będzie doskonała” – mówił w wywiadzie przed walką. W tym samym wywiadzie przyznał jednak, że sprawia mu trudności fakt, że jego trening wymaga ciągłych podróży. Nic dziwnego, skoro stójkę ćwiczył w Zagrzebiu, a parter u Rogera Gracie w Londynie.

Fot. Magazyn Ring

Goran Reljic i Mirko „Cro Cop” Filipovic

Poza lataniem z Chorwacji do Anglii, Goran zdecydował się też zmienić wagę i zejść ze 102 kg (225 Ibs) do 93 kg (205 Ibs). I nie jest to jego ostatnia zmiana kategorii wagowej. Goran do tej pory walczył w trzech kategoriach, zaczynał w wadze ciężkiej, później zszedł do półciężkiej, i dalej do średniej. A na walkę z Szoszyńskim planuje znów zmienić wagę i wrócić do kategorii półciężkiej. Ciężki trening przyniósł rezultaty. 24. maja Goran pokonał Wilsona Gouveię przez TKO w drugiej rundzie. Goran walczył w sposób bardzo przemyślany. W jego taktyce nie było miejsca na bezsensowną wymianą ciosów na zasadzie nie ważne jak mnie zmasakruje przeciwnik ważne że ja go zmasakruje bardziej. Co to to nie. Większa część tej walki była w dystansie, Goran szukał sobie miejsca na swoje uderzenia, kontrował ataki Gouveii. Wyprowadzał pojedyncze ciosy i kopnięcia, w praktycznie każdy cios wkładał pełną siłę. Niestety nie każdy wchodził. Sypał prawym high-kickiem chyba częściej niż Mirko, brakowało mu jednak szybkości i efektu zaskoczenia, bo Wilson blokował, skądinąd bardzo mocne kopnięcia.

Kiedy Gouveia zaczął dominować walkę w stójce, Goran złapał go w gardę i przeniósł walkę do parteru. Również w parterze nie skupiał się jedynie na blokowaniu Gouveii, ale szukał sposobu, żeby skończyć walkę poddaniem. Goran myślał cały czas, również gdy sypał się na niego grad GNP. Widać było, że myśli, szuka wyjścia, odpoczywa gdzie może. Nawet gdy sam okładał Gouveię po takedownie, raczej niż ślepą agresję, widać w nim było dobieranie odpowiedniej strategii i szukanie odpowiedniego miejsca dla ciosów. Tym przemyślanym stylem walki podobny jest właśnie do swojego trenera – Crocopa. Brakuje mu jednak stanowczo tego timingu i luzu, który decydował o zwycięstwach Mirka w jego najlepszych latach. Ma za to definitywnie lepszy parter (purpurowy pas w BJJ).

Walka z Gouveią zakończyła jednak dobrą passę Gorana. Pięć miesięcy później, podczas przygotowywania się do kolejnej walki z Thalesem Leitesem (17-4-0), doznał poważnej kontuzji pleców. Musiał poddać się operacji, lekarze mówili mu nawet, że to już koniec jego kariery, bo na pewno nie będzie mógł wrócić do klatki. On jednak się nie poddawał. W wywiadzie dla MMA Manager, tuż przed swoim powrotem tak wspominał okres rehabilitacji:

„Ciężko mi nawet o tym myśleć, to było naprawdę trudne doświadczenie. Ciągle chodziłem po lekarzach, na operacje, na rehabilitacje. Kilka razy już było lepiej, zaczynałem trening i zaraz musiałem wracać do szpitala i zaczynać wszystko od początku. Najgorszemu wrogowi nie życzę takich doświadczeń.”

Fot. Magazyn Ring

Goran Reljic wraz ze swoimi grapplerskimi trofeami

Powrót do Oktagonu zajął mu prawie dwa lata. Od walki z Gouveią w maju 2008 do lutego 2010, kiedy to zmierzył się z C.B. Dollawayem. W między-czasie dał się też poznać jako bohater w swojej ojczystej Chorwacji. Gazety w całym kraju pisały o tym, jak to w nocy 15. listopada uratował dwóch mężczyzn, którzy razem z samochodem wylądowali w Adriatyku niedaleko domu Gorana. Goran usłyszał hałas i nie myśląc nawet o kontuzji, wskoczył do wody, wybił szybę w aucie, wyciągnął najpierw jednego mężczyznę, a później wrócił po drugiego. Obaj przeżyli. Komentarz Gorana: „Zrobiłem tylko to, co każdy człowiek zrobiłby na moim miejscu.”

Kiedy już udało mu się pokonać kontuzję pleców, powrócił do treningu. Najpierw u siebie w Zadarze, później w Londynie, a jeszcze później kończył swoje przygotowania w Las Vegas w klubie Extreme Couture. A co myślał o treningu z Randym Couturem (19-10-0)? Na to pytanie odpowiedział w wywiadzie dla MMAXION: „Mówiłem już kiedyś, jak ważny dla zawodników MMA z Europy jest trening w Stanach. Jeśli chcą odnieść sukces w tej dziedzinie muszą ćwiczyć w amerykańskich klubach. Wcale nie chcę obrażać zawodników z Europy, ale z doświadczenia wiem, że zarówno metody treningowe, jak i kluby są na o wiele bardziej zaawansowanym poziomie w Stanach niż na kontynencie. Możecie mi zaufać, sam to przerabiałem.”

W innym wywiadzie dodał:
„Sparuje z Randy Couturem, Wanderlei Silvą, Forrestem Griffinem, Martinem Kampmannem, Jayem Whitem, Mikiem Pyle (…). Ćwiczy się tam świetnie, głównie dlatego, że jest tam tak wielu bardzo dobrych sparring partnerów. Treningi są ciężkie, ale to jedyny sposób żeby robić jakieś postępy i wygrywać.”

Do walki z Dollawayem Goran zdecydował się też zrzucić kilka kilogramów (z 93 do 84 kg) i zejść z kategorii półciężkiej do średniej. Pytany o powód takiej decyzji w wywiadzie dla MMA Manager odpowiedział: „To długa historia, (…), teraz po prostu chcę spróbować wagi średniej. Nie mam problemów z dietą, czuję się świetnie.”

Pomimo wysiłku jaki włożył w przygotowania, nie udało mu się wygrać walki z C.B. Dollawayem (11-2-0) na UFC 110. Przegrał decyzją sędziów. Pomimo swojego „przemyślanego” podejścia do walki, ewidentnie nie umiał znaleźć sposobu na Dollawaya. Próbował swojej prawej nogi, próbował kończyć Dollawaya z gardy. Nic nie wychodziło. Już w drugiej rundzie po Goranie widać było zmęczenie. Po walce twierdził, że to z powodu problemów z nogą.

Fot. Magazyn Ring

C.B Dollaway vs Goran Reljic

Przegrał ewidentnie, ale się nie poddał. Przeciwnie, w wywiadzie dla MMABay, na dwa tygodnie przed swoją kolejną walką powiedział: „Jako zawodnik bardzo zmieniłem się po tej walce. Pracowałem nad moimi wadami i stałem się lepszym sportowcem. Zawsze trzeba myśleć pozytywnie.”

Kolejną walkę, tym razem już nie po dwuletniej przerwie, tylko w lipcu 2010 stoczył z Kendallem Grovem (12-7-0). Przegrał przez niejednogłośną decyzję. Walka rzeczywiście była dość wyrównana. Do arsenału swoich technik, Goran dodał walkę w klinczu, na klatce, wyniesioną zapewne od Randiego Couture’a. Pokazał też, że ma mocną głowę. Przyjął piękną pedeladę i kolano na głowę od Kendalla, ale po pedeladzie wstał od razu, a kolano chyba w ogóle go nie obeszło. Udowodnił też, że o ile jego walka w parterze z pleców jest na wysokim poziomie, o tyle z góry nie idzie mu tak świetnie. Nie mógł nic zrobić z góry z gardy, sędzia musiał wznowić walkę w stójce. Na koniec trzeciej rundy doszedł nawet do bocznej, Grove jednak szybko stamtąd uciekł. Ostatecznie sędziowie zadecydowali o zwycięstwie Grovea.

Jeśli miałabym w kilku słowach opisać styl walki Gorana Reljica powiedziałabym: myślenie, prawa noga, silne uderzenia, pojedyncze ciosy, dobra walka w parterze z pleców. Czy to wystarczy na Krzyśka Soszyńskiego?

Przekonamy się już niedługo. Nie ulega natomiast wątpliwości, że dla Gorana jest to być albo nie być w UFC. Jest to jego ostatnia walka w kontrakcie. A biorąc pod uwagę poprzednie dwie porażki, jeśli przegra i tym razem, to UFC raczej nie zdecyduje się na przedłużenie umowy. Krzysztof zaś, ostatnią swoją walkę, którą stoczył na UFC 116 ze Stephanem Bonnarem przegrał. Dlatego też na pewno będzie chciał się zrehabilitować po swojej ostatniej porażce. Możemy więc oczekiwać zaciętej walki. Ja już nie mogę się doczekać.

Autor: Ola Jurkowska (Anduina)
Powyższy artykuł pochodzi z darmowego magazynu Ring

www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html

Skomentuj