Fedor Emelianenko - sportowiec czy biznesmen?Fedor Emelianenko, to jedna z bardziej znanych postaci w świecie współczesnego MMA. Jego ringowy przydomek brzmi “the Last Emperor” (czyli. Ostatni Cesarz). Jednak zdania na temat Rosjanina wśród fanów są podzielone. Wywołuje on skrajne emocje, od wielkiego uznania, po pogardliwą dewaluację jego osiągnięć.

Lecz Emelianenko nie jest typowym skandalistą, który wywołuje konflikty na konferencjach prasowych czy podkręca atmosferę przed walką podczas wywiadów. Kontrowersje wokół jego osoby związane są z tym, iż Fedor Emelianenko w wielu rankingach plasowany jest na pierwszym miejscu, jako najlepszy zawodnik MMA na świecie w wadze ciężkiej.

Fakt ten sprawia, że każdy jego ruch oceniany jest pod kątem tego czy zasłużył by dzierżyć miano najlepszego zawodnika MMA. I tutaj rodzi się pytanie. Czy Fedor Emelianenko to sportowiec rządny wyzwań czy też już na tym etapie tylko biznesmen walczący o utrzymanie swojego wizerunku, jako najlepszego zawodnika MMA wagi ciężkiej?

Rekord walk

Pierwszym aspektem jaki zawsze jest rozpatrywany, to rekord walk danego zawodnika. Niektórzy – tacy jak Brock Lesnar – mają na swoim koncie zaledwie 5 walk i już mieli możliwość walczyć o pas. Taki stan rzeczy stawia pod znakiem zapytania umiejętności danego zawodnika. Jednak w tej materii Fedor może pochwalić się imponującym wynikiem. Wszak ma na koncie 33 walki i zaledwie jedną przegraną walkę. Co więcej, przegrana walka z Tsuyoshim Kosaką zakończyła się dość kontrowersyjnie, gdyż sędzia walkę przerwał zaledwie po 17 sekundach i orzekł, że rozcięcie Rosjanina uniemożliwia mu dalszą walkę. Toteż ta przegrana przez wiele osób nie jest brana pod uwagę, jako faktyczna porażka podczas walki.

Małe „ale”

Jednak gdy zagłębimy się bardziej w rekord Rosjanina zauważymy pewną niepokojącą rzecz. Od 2005 roku i jego walki z Mirko Filipovicem, Fedor walczył z osobami, które nie stanowiły dla niego realnego zagrożenia.

Wielka góra tłuszczu Zuluzinho, dziadek Coleman czy popromienny mutant z Korei Południowej Hong Man Choi były jedynie tłem na ringu, na którym rządził Fedor. Taki przemyślany dobór przeciwników umożliwiał mu szybki zarobek oraz łatwe powiększenie swojego rekordu walk.

Jednak taki stan rzeczy nie mógł trwać wiecznie.

Fani zaczynali się powoli irytować tym faktem, że Cesarz nie mierzy się z godnymi siebie rywalami. Ba, część z fanów zaczęła mocno wątpić czy jego pierwsze miejsce w rankingu jest aby uzasadnione. Toteż Fedor wraz ze swoim managerem – Vadimem Finkelsteinem – wpadli na ciekawy plan ratowania wizerunku gwiazdy.

Po serii walk ze słabymi przeciwnikami, Rosjanin związał się z organizacją Affliction, gdzie mógł zmierzyć się z dwoma byłymi mistrzami UFC: Andreiem Arlovskim i Timem Silvią. Zawodnicy ci co prawda mieli tytuły mistrzowskie na swoim koncie, jednak ich lata świetności były już za nimi. Ale z drugiej strony, nie byli to zawodnicy upadli i dogorywający w ringu, tak jak np. Mark Kerr. Toteż po fali miernych zawodników z jakimi mierzył się Emelianenko, tych dwóch wydawało się być o wiele bardziej godnym do stawienia mu czoła. Szybkie wygrane zarówno z Arlovskim, jak i Silvią pozwoliły nieco na odbudowę nadszarpniętego wizerunku.

Kwestia organizacji

Drugim aspektem jaki należałoby poruszyć, to kwestia organizacji w jakiej walczy Fedor Emelianenko, a właściwie organizacji w jakiej nie walczy. O ile PRIDE FC w ówczesnych czasach była zdecydowanie liderującą organizacją zrzeszającą najlepszych zawodników na świecie, o tyle po jej rozpadzie to UFC przejęło miejsce lidera. To do UFC trafiła znakomita większość gwiazd japońskiego PRIDE i to właśnie tam obecnie można znaleźć największe wyzwania w postaci czołowych zawodników. Jednak próżno szukać tam Fedora Emelianenki. Rosjanin ciągle nie może dojść do porozumienia z władzami UFC. Jednym z największych problemów, jaki stoi na drodze by dojść do porozumienia jest kwestia rygorystycznego kontraktu, który uniemożliwiłby Fedorowi występy w innych organizacjach lub też na turniejach Sambo (na których nie rzadko się pojawia).

Ryzyko finansowe

Przy takim stanie rzeczy stałby się on wasalem UFC, który mógłby walczyć wówczas, gdy Dana White i Joe Silva by tego zapragnęli lub też musiałby miesiącami czekać na nadarzającą się okazję. Z perspektywy finansowej jest to spore ryzyko. Toteż decyzja o związaniu się z innymi organizacjami, które dają Fedorowi większe pole manewru, wydaje się być usprawiedliwiona. Jednak z perspektywy sportowej UFC jest niczym Liga Mistrzów. Toteż każdy zawodnik z ambicjami będzie dążył by tam występować, a nie pałętać się po mniej znaczących organizacjach. To tam na niego czekają najlepsi zawodnicy, którzy z dużą chęcią chcieliby obalić mit Cesarza.

Druga strona medalu

Lecz musimy też spojrzeć na drugą stronę medalu. Czy dążenie do podpisania kontraktu z UFC za wszelką cenę jest najlepszym rozwiązaniem dla Emelianenki? Wydaje się, że Fedor wraz ze swoim managerem rozgrywają partię szachów i każdy ich ruch jest dokładnie przemyślany. Popularny slogan powtarzany przez wielu zawodników “mogę walczyć z każdym” to jedno, a dobrze zaplanowana ścieżka kariery to drugie. Boleśnie przekonał się o tym Mirko Filipovic, który był jednym z pierwszych zawodników PRIDE, który podpisał kontrakt z UFC. Rozpoczął ucieczkę z tonącego statku jeszcze zanim kapitan (Sakakibara) ogłosił, że okręt tonie. Z pewnością liczył na to, że jako pionier będzie w stanie osiągnąć więcej, a reszta zawodników (takich jak Wanderlei Silva, Mauricio Rua czy Fedor Emelianenko) przychodząc po nim będzie postrzegana jako naśladowcy Filipovica. Niestety, romans z UFC sporo kosztował Chorwata. Wydaje się, że była to zbyt wygórowana cena. Ten przykład bardzo dobrze obrazuje, że pochopne decyzje w sprawie kariery zawodniczej mogą kłaść się cieniem na wcześniejszych osiągnięciach danego zawodnika, sprowadzając go w oczach fanów do grona średniaków.

Podsumowanie

Podsumowując, Fedor Emelianenko to z pewnością jeden z najlepszych, o ile nie najlepszy zawodnik w wadze ciężkiej. Na pewno wśród 33 zawodników z jakimi zmierzył się Fedor byli tacy, którzy nie zasługiwali na to, by walczyć z nim. Co więcej, wiele osób ma za złe Rosjaninowi, że nie doszło do jego walki z Randy Couturem. Couture wrócił z emerytury zawodniczej i mając blisko 47 lat nie jest w stanie zbyt długo czekać. Jednak chcąc być obiektywnym w sprawie Rosjanina, należałoby rozpatrzyć obie strony medalu. Bo po pierwsze, to z kim walczy jakiś zawodnik nie zależy tylko i wyłącznie od niego. W dużej mierze decyduje o tym organizacja, w której dany zawodnik jest zakontraktowany.

Włodarze PRIDE lubowali się w rozstawieniach typu “Dawid kontra Goliat”, gdzie niedoświadczony zawodnik mierzył się z pupilem publiczności. Po drugie, fakt że Emelianenko nie walczy w UFC niekoniecznie musi być spowodowane tak, jak to pr zeds tawia Dana Whi e “ …wygórowanymi oczekiwaniami finansowymi”. Zasady panujące w UFC są w stosunku co do innych organizacji bardzo restrykcyjne, a i sam Dana White często bywa przyczyną nieporozumień. Toteż nie można polegać tylko i wyłącznie na relacji jednej ze stron.

Po trzecie, część osób również musi zrozumieć, że zawodnik nie jest filantropem, który będzie walczył (i zarazem narażał swoje zdrowie) tylko i wyłącznie za oklaski. Toteż wybierając odpowiednie miejsce dla siebie, zawodnik nie tylko musi rozważyć aspekt współzawodnictwa, ale także aspekt finansowy, gdyż kariera zawodnicza trwa krótko i w każdej chwili może ją przerwać kontuzja.

Autor: Maciej Gunia (G_U_M_A)
Powyższy artykuł pochodzi z darmowego magazynu Ring

www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html

Skomentuj

Komentarze (3)

  1. najman pisze:

    dobry obiektywny artykuł

  2. nieznany pisze:

    o ile wiem Emelianenko nie jest z Rosji a pozatym wydaje mi sie ze Fedor nie walczy tylko dla pieniedzy

  3. Ledzio pisze:

    Fiodor posiada obywatelstwo Rosji, a urodził się na Ukrainie.