Fot. sxc.huOstatnie dziesięć lat minęło nam pod znakiem agitacji różnego rodzaju organizacji pro-ekologicznych, a „zielony” styl bycia zaczął być trendy w wielu krajach na całym świecie. Globalny trend nie ominął Polski i także nad brzegi Wisły dotarła mania na życie w zgodzie z naturą. Fakt ten należy z pewnością zapisać na liście jako pozytyw.

Jednak jest jeden mały drobny szczegół… a właściwie to duże niedopatrzenie. Czy rzeczywiście te działania, które dokonujemy w ramach szczytnej idei są w ogóle coś warte? Czy też całkowicie ulegliśmy globalnemu ogłupianiu i podążamy bez celowo by być „zielonym” (w domyśle „by być trendy”)?

Temat, który w mediach nieustannie wraca jak bumerang, to redukcja dwutlenku węgla (czyli CO²). CO², które dostaje się do atmosfery niszczy powłokę ozonową, doprowadzając do tworzenia się dziur w tej powłoce. Jest to niekorzystne, gdyż powłoka ozonowa chroni nas i środowisko przed nadmiernym promieniowaniem słonecznym. Dlatego też w imię „opieki” nad klimatem ONZ stworzyło specjalną konwencję zwaną „Protokołem z Kioto”. Dokument ten ustala ramy dotyczące emisji szkodliwego dwutlenku węgla. Założenie oczywiście godne pochwały. Jednak cóż z tego skoro Chiny – kraj znajdujący się na pierwszym miejscu na liście emisji CO² wyjęty jest spoza założeń Protokołu z Kioto?

Co więcej, Stany Zjednoczone – znajdujące się obecnie na 2-gim miejscu tuż za Chinami nie podpisały tego porozumienia i również go nie przestrzegają. Tak więc rodzi się pytanie: jaki jest sens „dręczenia” innych krajów wyśrubowanymi normami, skoro najwięksi truciciele i tak pozostają bezkarni. Wewnątrz Unii Europejskiej dominuje tendencja ostrych norm emisji CO² wśród państw członkowskich. Lecz pozostaje retoryczne pytanie. Po co te wszystkie zabiegi skoro i tak starania krajów Unii zostają zaprzepaszczone czy to z zachodniej strony przez USA czy też ze wschodniej przez Chiny?

By uzmysłowić sobie istotę problemu, pragnę przedstawić dane obrazujące jak wygląda emisja CO² w poszczególnych krajach:

Chiny 21,5%

USA 20,2%

Unia Europejska (wszystkie 27 krajów UE) 13,8%

Polska 1,1%

Niemcy 2,8%

Francja 1,4%

Jak widać z załączonego powyżej wykresu, cała Unia Europejska (czyli aż 27 krajów) produkuje zaledwie 13,8% CO² produkowanego na całym świecie. Polska ze swoim wynikiem 1,1% plasuje się w tym rankingu na 21 miejscu pomiędzy Ukrainą a Tajlandią. W tym samym czasie Chiny i USA razem wzięte produkują aż 41,7% CO² produkowanego na całym świecie. Ten przykład dobitnie pokazuje, że starania krajów Unii są zaledwie kroplą w morzu potrzeb, a ograniczenie emisji CO² w Chinach czy też USA byłoby o wiele bardziej korzystne, niż śrubowanie limitów w takim kraju jak np. Szwecja (który to kraj znany jest z pro-ekologicznego stylu bycia).

Badania Antarktydy

W minionych latach naukowcy badający lodowce Antarktydy pod przewodnictwem prof. Williama Ruddimana z University of Virginia dostarczyli informacji, które rzucają nowe światło na sprawę CO² i udziału człowieka w zwiększaniu jego produkcji. Naukowcy zajęli się analizą chemiczną brył lodu. Wywiercone kilkumetrowe otwory w lodzie stanowią swego rodzaju przekrój epok. Dzięki temu można przebadać skład chemiczny, a czym głębsze odwierty w lodzie, tym dalej w czasie można się cofnąć. Dzięki temu naukowcom udało się ustalić, że poziom dwutlenku węgla oraz metanu w atmosferze jest zmienny. Raz na mniej więcej 100 tysięcy lat ilość dwutlenku węgla znacznie się podwyższa. Jak tłumaczą naukowcy, jest to ściśle związane z końcem każdej z epok. Ostatnie takie zjawisko nadmiernej ilości CO² w atmosferze datowane jest na około 11 tysięcy lat temu. Dlatego też warto sobie uświadomić, że nie tylko człowiek jest odpowiedzialny za zwiększoną ilość dwutlenku węgla. W pewnej części jest to też naturalny cykl naszej planety.

Ekologiczny tryb życia

Popularyzacja ekologicznego trybu życia sprawia, że w coraz to nowych dziedzinach pojawiają się jakieś pro-ekologiczne rozwiązania. Niestety idą za tym również i bzdurne bądź nawet idiotyczne pomysły, które przynoszą odwrotny skutek od zamierzonego. Pierwszym z dwóch przykładów, jakim chciałbym się tutaj posłużyć jest tzw „Dzień Ziemi”, który ostatnio odbywał się wiosną tego roku. Założenie jest bardzo szczytne: redukcja poboru prądu i kształtowanie w społeczeństwie postawy pro-ekologicznej. Jednakże jak się okazuje, masowe wyłączanie oświetleń na największych budowlach na całym świecie wcale nie przyniosło nic dobrego. Ilość prądu jaką zaoszczędzono podczas tego, gdy światła były wyłączone, nie równało się temu, jak duży pobór prądu przyniosło ponowne włączenie świateł na tych budowlach. Największy pobór prądu jest w momencie włączania danych urządzeń, a ponowne uruchomienie oświetlenia na Wieży Eiffla czy sławnej operze w Sydney to nie lada zadanie. Tak więc „Dzień Ziemi” okazuje się być całkowitym niewypałem, który nie tylko nie przynosi nic pożytecznego, ale również przyniósł szkody w postaci zwiększonego poboru prądu.

Kolejny przykład

Drugim przykładem ogłupienia ekologicznego jest kwestia ochrony lasów. Ekolodzy potrafią dzielnie walczyć do ostatniego tchu o fragment lasu, gdzie ma przebiegać część obwodnicy, a nie walczą o coś co w znacznym stopniu wpływa na wycinanie drzew – a mianowicie bzdurne prawo unijne, dzięki któremu obywatele otrzymują instrukcje obsługi w minimum 10 językach. Dzięki temu prawu użytkownik wszelakiego rodzaju sprzętu elektronicznego dostaje do ręki „Biblię”, która liczy sobie ok. 150 stron. Jednak jak się potem okazuje, instrukcja w języku ojczystym zajmuje zaledwie 20 stron. Reszta to egzotyczne języki typu finlandzki, rumuński czy węgierski. Toteż warto byłoby się zastanowić czy nie lepiej walczyć z idiotycznym prawem, które to znacząco przyczynia się do wycinania lasów, niż organizowanie spektakularnych akcji w obronie zaledwie kilku hektarów lasu.

Reasumując, moda na ekologiczny styl życia jest z pewnością pozytywem i świadczy o dojrzałości społecznej. Jednakże nie powinniśmy wyłączać trybu myślenia i nie chłonąć wszystkiego bezwiednie.

W przeciwnym wypadku możemy stać się eko-głupkami podążającymi za kolejnymi wymysłami pseudo ekologicznymi pokroju „Dnia Ziemi”.

Autor: Maciej Gunia (G_U_M_A)
Powyższy artykuł pochodzi z darmowego magazynu Ring

www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html

Skomentuj