Zadyszka brazylijskich tygrysówBrazylia od lat była znana w świecie sportu wśród gier zespołowych. Piłkarze tamtego kraju niejednokrotnie zdobywali najważniejsze trofeum, jakim jest mistrzostwo świata. Również siatkarze brazylijscy należą do światowej elity – o czym nie raz przekonali się polscy kibice siatkówki.

W świecie sportów walki zawodnicy brazylijscy również odcisnęli swoje piętno. Jednak obecnie sytuacja wewnątrz brazylijskich klubów wydaje się być zagęszczona, a niektórzy zawodnicy wyglądają na zagubionych.

Ale zacznijmy po kolei. Dwoma najbardziej wpływowymi klubami brazylijskimi były rywalizujące między sobą Chute Boxe i Brazilian Top Team. To te kluby systematycznie wypuszczały na szerokie wody światowych organizacji MMA nowych, utalentowanych zawodników. Ich Mekką stała się Japonia, a w szczególności organizacja PRIDE FC. Na ringach PRIDE Brazylijczycy radzili sobie bardzo dobrze. Wanderlei Silva (Chute Boxe) czy Antonio Rodrigo Nogueira (Brazilian Top Team) stali się ikonami tej organizacji. Jednak bajka nie mogła trwać wiecznie.

Pierwsze kłopoty

Pierwsze kłopoty zaczęły się w roku 2006 kiedy to telewizja Fuji TV zrezygnowała z nadawania gal PRIDE. Powodem decyzji władz telewizji Fuji była pogłoska o powiązaniach organizacji z yakuzą. Był to spory cios dla PRIDE, gdyż wpływy z transmisji stanowiły dużą część dochodów organizacji. Spowodowało to niestabilność finansową, którą skrzętnie wykorzystali Frank i Lorenzo Fertitta – właściciele firmy Zuffa Ltd. (firmy, która jest większościowym właścicielem UFC). Bracia Fertita poprzez swoją firmę wykupili japońską organizację (która była głównym konkurentem UFC) wcielając ją w swoje szeregi. Mimo zapewnień o tym, że będzie to dobre dla całego świata MMA i że PRIDE połączył siły z UFC, to wielu fanów nie miało wątpliwości – to co zrobili Amerykanie było niczym innym jak „hostile takeover” (czyli „złowrogie przejęcie”). Amerykanie po przejęciu PRIDE skutecznie wyeliminowali konkurencje, pozostawiając na rynku jedynie swoją rodzimą organizację.

W skutek tych zawirowań, brazylijscy zawodnicy zmuszeni zostali do zmiany azymutu na amerykańską ziemie. Pozostawała im jeszcze opcja walki w mniejszych organizacjach, jednak dawały one mniejsze pieniądze. Zamiana ringu PRIDE na oktagon UFC w wielu przypadkach nie była korzystna. Spowodowało to swego rodzaju kryzys wśród 2 największych klubów brazylijskich – Chute Boxe i Brazilian Top Team. Poza irytacją wynikami i postawą swoich podopiecznych w ringach, kluby te zaczął trapić problem „odpływu” czołowych zawodników oraz później również i trenerów. Wanderlei Silva zdecydował się opuścić kraj i osiedlić się w Las Vegas, by mieć bliżej na gale (gdyż większość gal UFC odbywa się w Las Vegas). Również bracia Rua opuścili szeregi Chute Boxe, tworząc swój klub Universidade de Luta w Kurtybie. Na domiar złego z Chute Boxe zdecydował się odejść Cristiano Marcello – trener BJJ w tym klubie, pracujący tam przez blisko 10 lat.

Nowa rzeczywistość

Wielu zawodników w ogóle nie mogło odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Ricardo Arona, który miał spore osiągnięcia na ringach MMA, jak i w submission wrestling (m.in. mistrzostwo ADCC), po raz ostatni walczył na gali PRIDE 34 – Kamikaze. Gala ta odbyła się 8 kwietnia 2007 roku. Od tego czasu zawodnik ten nie pojawił się na żadnym ringu. Jest to okres ponad 2 lat (co w karierze zawodowej jest ogromną przestrzenią czasu). Jednak jeszcze bardziej barwnym przykładem zagubienia na kolejnym szczeblu kariery jest Paulo Filho. Zawodnik ten popadł w ciężką depresję, którą leczył klinicznie. Mimo 2 walk odbytych w organizacji WEC, Paulo Filho nie potrafił odnaleźć się w nowych realiach. Depresja w którą ten zawodnik popadł, postawiła pod dużym znakiem zapytania dalszy ciąg jego kariery. Wielu fanów Filho widząc go na gali WEC 36 przecierało oczy ze zdziwienia widząc ich idola. Zawodnik ten, nie dosyć, że wyglądał jak marna kopia Paulo Filho, to w dodatku nie pokazał nic specjalnego w ringu. Ten przykład doskonale pokazuje jak ciężko jest odnaleźć się w Ameryce Brazylijskim fighterom, którzy zbudowali swoje kariery na ringach japońskich.

Nie ma powodu do paniki

Jednak fani zawodników rodem z Brazylii nie powinni popadać w panikę. Mimo lekkiej zadyszki wśród topowych klubów Brazylijskich, jest to kraj o dużych perspektywach. Dzięki rodzimemu stylowi walki – Brazylijskiemu Jiu-Jitsu – pojawia się non stop wielu fighterów, którzy z chęcią zastąpią niedomagające gwiazdy. Poza tym, mimo tego że część fighterów w których pokładane były nadzieje zawiodło, to są i tacy, którzy ciągle walczą na najwyższym poziomie. Nie możemy zapominać, że walką wieczoru na ostatniej gali UFC 97 była obrona pasa wagi średniej, w której to pasa mistrzowskiego bronił Brazylijczyk Anderson Silva, a pretendentem do pasa był również Brazylijczyk Thales Leites. Mimo nieco kontrowersyjnego przebiegu walki, to 2 Brazylijczyków walczyło o pas. Natomiast 23 maja odbędzie się kolejna gala UFC, w której następny Brazylijczyk – Lyoto Machida – będzie starał się odebrać pas wagi półciężkiej Rashadowi Evansowi.

To, że niektórzy zawodnicy zawodzą jest w moim przekonaniu spowodowane zarówno kontuzjami i perturbacjami zdrowotnymi jakie trapią część z tych zawodników, jak i sygnałem ewolucji sportu jakim jest MMA. Ci, którzy nie idą z duchem czasu i nie rozwijają swojej techniki mają problemy. Jak widać sama przebojowość nie może być kartą przetargową w wygraniu pojedynku. Z pewnością możemy oczekiwać napływu nowych zawodników z Brazylii. Jest to kraj o głęboko zakorzenionych tradycjach walki, tak więc istnieje tam spore zaplecze w postaci młodych i utalentowanych zawodników – szczególnie walczących wyłącznie na matach BJJ.

Dla tych zawodników występy na ringach MMA to zyskanie światowego rozgłosu, budowa marki nazwiska i co najważniejsze spory zastrzyk gotówki (w porównaniu z tym co mogą wywalczyć na matach BJJ lub Submission Wrestling).

A tam, gdzie są pieniądze, to i będą chętni walczyć. Będą chętni, to i będzie konkurencja oraz wysoki poziom.

Autor: Maciej Gunia (G_U_M_A)
Powyższy artykuł pochodzi z darmowego magazynu Ring

www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html

Skomentuj