Home > Sporty walki

Co dalej z tym boksem?

Fot. sxc.huCzasy świetności boksu minęły i nie da się tego ukryć. Powie to każdy, zarówno zagorzały fan boksu jak i widz sporadycznie oglądający walki bokserskie. Z gal bokserskich na które czekało się cały wieczór, pozostały tylko wspomnienia i nagrania.

Dzisiaj rzadko mamy możliwość oglądania walk na poziomie do którego byliśmy przyzwyczajeni. Większość pojedynków to walki niezbyt interesujące, które z reguły oglądamy tylko z powodu zainteresowania boksem.

Mimo, że poziom widowiska jest coraz niższy, to boks wciąż daje możliwość zarabiania olbrzymich pieniędzy. Władzom boksu sytuacja ta nie przeszkadza i nie śpieszą się do poprawy wizerunku światowego boksu. Jeszcze kilka lat temu było całkiem inaczej, zatem co spowodowało taki obrót spraw? Poniżej pragnę przedstawić trzy główne czynniki, które moim zdaniem miały znaczący wpływ na to, w jakiej kondycji znalazł się obecnie światowy boks.

Pierwsza i chyba najważniejsza przyczyna – wielość kategorii wagowych i ilość federacji. O tyle o ile z federacjami sprawa jest prostsza, to liczba wag może przysporzyć bólu głowy.

Ale po kolei – ciężko jest teraz wskazać federację, która wiedzie prym we wszystkich wagach. Ba! Ciężko jest czasem wskazać najlepszego pięściarza w jednej kategorii wagowej!

Problem jest tym większy, im większy jest brak porozumienia federacji w sprawach pojedynków pomiędzy nimi. Gorsza jest jednak ilość wag – o zapamiętaniu ich nazw lepiej zapomnieć. Przy tej liczbie wag ciężko jest znaleźć kilku dobrych, utalentowanych bokserów w jednej wadze. Z punktu widzenia szefostwa, większa ilość wag skutkuje większą ilością walk, a co za tym idzie większymi dochodami dla nich. Jednakże ilość nie przechodzi w jakość i co za tym idzie najwięcej na tym tracą fani, jak i sam sport jako takowy. Na szczęście są jeszcze zawodnicy tacy jak Roy Jones Jr., który zaczął „skakać” po wagach szukając nowych wyzwań udowadniając przy tym swoją wielką klasę.

Promotorzy – zależy od nich wiele, często są nimi showmani nastawieni na zarabianie pieniędzy, a nie czynienie boksu atrakcyjniejszym dla widza. Taki opis promotora bokserskiego jest mi najbliższy. Twarz Dona Kinga na ekranie sprawia, że już nie mam ochoty oglądać boksu. Postać ta od lat związana była z boksem i od lat towarzyszył jej szereg kontrowersji. Przy każdej czytanej wiadomości na temat planowanych walk odczuwam, że to promotor wstrzymuje wszystko, często wstrzymuje rozwój dobrych zawodników. Niestety ci „najgorsi” są odpowiedzialni za organizowanie pojedynków z najlepszymi zawodnikami, często dobierając im oponentów nie takich jakich byśmy chcieli.

Trzecią, jednak nie mniej ważną przyczyną, jest wejście MMA na głębokie wody amerykańskiego rynku rozrywki. Rozwój MMA i nieustannie rosnąca popularność tego sportu odebrała wielu fanów boksu, którzy to postanowili „przerzucić” się na inny sport walki. Sprzyjała temu kondycja ówczesnego boksu, ale również sama formuła walki MMA. Większy wachlarz uderzeń i walka w parterze dla wielu osób była czymś nowym, bardziej widowiskowym sportem aniżeli boks. Gdyby porównać działania ludzi odpowiedzialnych za stan boksu i MMA, można by się pokusić o stwierdzenie, że to MMA wychodzi naprzeciw oczekiwaniom publiczności. Federacja UFC po wchłonięciu federacji Pride dała możliwość porównania fighterów z obydwu tych organizacji. Co więcej, mniejsze organizacje również działają prężnie, dzięki czemu często są zapleczem dla UFC. Pomimo tego, że mniejsze organizacje dysponują znacznie szczuplejszym budżetem niż amerykański gigant z Las Vegas, to wielu ludzi chce oglądać transmisje gal pomniejszych organizacji. Każdy zawodnik chce się dostać do UFC, chce walczyć z najlepszymi, a UFC pozwala na to.

Podsumowując, wiele działań władz bokserskich zamiast pchnąć boks do przodu, mocno go uwsteczniły. Poprawa może stać się tylko dzięki nim, i to od nich zależy czy to się stanie czy też nie. Czy istnieje złoty lek na dolegliwości boksu? Pierwszym krokiem powinno być zmniejszenie liczby wag i ustalenie przodującej federacji. Myślę, że władze bokserskie mogłyby się wiele nauczyć od ludzi związanych z MMA, tylko czy oni tego chcą? Jeśli nie będzie to poparte lepszymi wynikami finansowymi to czy władze boksu będą chciały zmian? Można zauważyć pewien sygnał świadczący o zmianach wewnątrz struktur organizacji bokserskich – są to ostatnio organizowane tzw. hybrydowe gale, które to na jednym ringu łączą walki bokserskie wraz z walkami MMA. Ideą tych gal jest zamiast wzajemnej konkurencji boksu i MMA, wspólna konsolidacja dla dobra obydwu dyscyplin. I tak m.in. 21-ego marca odbyła się gala pod szyldem „March Badness” organizowana przez Square Ring Promotions, gdzie na wspólnym ringu spotkali się tacy fighterzy jak Roy Jones Jr., Jeff Monson czy Din Thomas.

Jak widać gołym okiem, boks potrzebuje zmian – i to zmian przez duże „Z”. Bez zmian przyszłość tego sportu nie rysuje się w kolorowych barwach. Mimo to mam nadzieję, że zobaczę jeszcze kawał dobrego boksu w niedalekiej przyszłości i to częściej niż dwa razy do roku.

Autor: Michał Frączek (Misiek_123)
Powyższy artykuł pochodzi z darmowego magazynu Ring

www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html

Skomentuj