Home > Inne artykuły

Autocenzura krajowa

Fot. Magazyn RingCenzura. To słowo przyprawia wielu o dreszcze. Zwłaszcza osoby, które żyjąc za czasów komunizmu w naszym kraju doświadczyły tego na własnej skórze. Wówczas wszelakie poglądy niezgodne ze statutem partii lub też niewygodne, niepoprawne politycznie były skutecznie zwalczane. Jednak te czasy mamy już za sobą i w naszym kraju panuje „wolność słowa”.

Co prawda, wielu z naszych rodaków utożsamia pod tym terminem obrażanie i bezpodstawne szkalowanie drugiej osoby, jednak nie będzie to stanowiło głównej materii mojego artykułu. Zatem w czym tkwi problem? Wszak w Polsce mamy wiele gazet, wiele programów telewizyjnych, gdzie każde prezentują swój własny pogląd. Jedni bardziej wspierają obóz rządzący, inni zaś stają się ostoją opozycji. Ba, mamy internet, w którym jeżeli uważamy nasze media za nierzetelne jesteśmy w stanie przedstawić swoją „wersję wydarzeń”. Chciałbym w tym krótkim artykule przedstawić mój subiektywny pogląd na pewne zjawisko, jakie obserwuję od pewnego czasu i które roboczo nazwałbym „autocenzura krajowa”.

Zjawisko to zacząłem obserwować od kilku lat i w mojej ocenie pogłębia się ono z kolejnym miesiącem. Za początek uznałbym rozpoczęcie konfliktu pomiędzy dwiema aktualnie największymi partiami – czyli PiS i PO. Zwolennicy PiS o taki stan rzeczy oskarżają PO, natomiast zwolennicy PO oskarżają PiS. Moim natomiast zdaniem, obie partie odpowiedzialne są za obecną sytuację. Dodatkowym, trzecim graczem w tej układance są polskie media, które są skutecznym eskalatorem tego konfliktu, a zarazem przyczyniają się do wcześniejszej „autocenzury krajowej”.

Co to jest ta „autocenzura krajowa”? Przecież jak wcześniej zostało napisane nie mamy już oficjalnego biura ds. cenzury czy podobnej instytucji. Owszem, oficjalnej cenzury nie ma. Możemy jedynie spotkać pojedyncze przypadki, gdzie ktoś chce zataić jakąś informację (np. pewna stacja telewizyjna próbowała zataić nagranie mocno kontrowersyjnego zachowania jednego ze swoich wiodących dziennikarzy). Jednak w przypadku internetu zatajanie informacji nie jest możliwe na dłuższą skalę, gdyż usunięcie informacji z jednej strony/serwera powoduje pojawienie się 2-3 kopii w innym miejscu. Przez pojęcie „autocenzury krajowej” rozumiem zupełnie inne zjawisko, które nie jest cenzurą bezpośrednią i świadomą. Mam tutaj na myśli rolę polityki w naszych mediach i wypieranie przez nią innych informacji, które są równie ważne i które mogłyby kształtować nasze światopoglądy. Niestety, ostatnimi laty wzrost obecności w mediach krajowej polityki powoduję ową „autocenzurę krajową”.

Fot. Magazyn Ring

Jak to wygląda w praktyce? Posłużę się tutaj przykładem mediów telewizyjnych, które obecnie docierają do znacznie szerszej grupy odbiorców, niż media papierowe. Kilka miesięcy temu na własne potrzeby przeprowadziłem krótki test, który polegał na odnotowaniu ile czasu z całości serwisu informacyjnego media poświęcają tematowi: polska polityka. Swój test oparłem o 2 największe stacje telewizyjne w Polsce i ich serwisy informacyjne. Wynik tego testu nie był może dla mnie zaskoczeniem, jednak uświadomił mi skalę problemu. Średnio serwis informacyjny w polskich telewizjach trwa 25 minut. Z tego czasu średnio blisko 12-14 minut zajmowała polska polityka. Reszta czasu pozostawała dla 2 szerokich tematów: informacje z kraju (nie polityczne) oraz informacje ze świata. Taki stan rzeczy może nam się wydawać normalny, gdyż większość serwisów w Polsce obecnie tak wygląda. Jednak jeżeli znamy obce języki i włączymy sobie zagraniczne serwisy informacyjne, to zobaczymy wówczas jak wiele cennych informacji ucieka nam w związku z tak dużym nasyceniem informacji z polskiej polityki. Wówczas, gdy dzieją się ważne/interesujące rzeczy poza granicami naszego kraju, my dusimy się we własnym sosie (czytaj – sosie sporów politycznych).

Co gorsza, spory te osiągają coraz niższy i prostacki poziom. Coraz częściej spotykam ludzi mówiących: „nie oglądam wiadomości, bo nie interesuje się polityką”. Ale czy wiadomości to tylko polityka? I czy koniecznie w takim wydaniu?

Fot. Magazyn Ring

Dla wielu osób internet stał się alternatywą w pozyskiwaniu informacji (w tym także ze spraw bieżących). Jest to medium, które jest najbardziej odporne na formy cenzury. Mimo prób ocenzurowania internetu w Chinach istnieją ciągle sposoby, by będąc w tamtym kraju poczytać o Tybecie czy wejść na serwis Youtube. Oczywiście, nie jest to tak łatwe, jak w Polsce, jednak jest to możliwe (mimo z góry nałożonej, oficjalnej cenzury internetu). W Polsce cenzury internetu w skali chińskiej nie mamy, jednak problem „autocenzury krajowej” również po części dotknął też i internet. Za przykład posłużyć może nam szeroko znany portal wykop.pl. Portal wzorowany na zagranicznym digg.com i działający na zasadzie polecania informacji. W praktyce wchodząc na wykop ukazują się nam informacje, które zostały wykopane przez innych użytkowników. Czym więcej osób poleca, to informacja trafia na stronę główną. Ostatnimi czasy serwis ten epatuje do obrzydzenia tematami politycznymi (oczywiście z polskiej polityki), a za wykopywanie tematów politycznych odpowiedzialna jest ciągle ta sama grupa osób. W rezultacie dzięki „autocenzurze krajowej” wykop.pl utracił swój pierwotny kształt i stał się podobnym tworem, jak polskie serwisy informacyjne w telewizji – czyli 70% polityka, 30% cała reszta.

Czy takie zjawisko jest pożądane? W mojej subiektywnej ocenie – NIE. Co więcej, uważam, że jest ono szkodliwe, gdyż zawęża nasze światopoglądy, które nieustannie krążą przy ulicy Wiejskiej. Powoduje to, że dusimy się we własnym sosie nie mając niejednokrotnie pojęcia, co ciekawego dzieje się na świecie.

Autor: Maciej Gunia (G_U_M_A)
Powyższy artykuł pochodzi z darmowego magazynu Ring

www.sportywalki.pl/magazyn_ring.html